Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
9 postów 19533 komentarze

Kula Lis

kula Lis 67 - Zagorzały Antybolszewik herbu Jastrzębiec

Kula Lis

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Specyfika sądownictwa w Polsce w latach 1944–1956

 

Specyfika sądownictwa w Polsce w latach 1944–1956 (część 2)

   
 

Wymiar sprawiedliwości w Polsce powojennej został w krótkim czasie podporządkowany władzom komunistycznym, które z jego pomocą zwalczały działaczy i struktury organizacji opozycyjnych. Szczególnie niechlubnie w dziejach polskiego sądownictwa zapisały się jego wojskowe organy. W latach 1944-1956 w Polsce miało miejsce tysiące procesów o podłożu politycznym, jednak tylko niewielki procent z nich był dostępny dla prasy. Relacje z sali rozpraw nie mogły być niezależne ze względu na kuriozalny i mający niewiele wspólnego z wymierzaniem sprawiedliwości przebieg postępowania sądowego. Wszystkie elementy, będące przejawem łamania prawa przez sąd i prokuraturę, musiały być tuszowane lub przeistaczane na korzyść oskarżenia.

Sędziowie i prokuratorzy w służbie władzy

Z. Ziemba, pisząc o wpływie ideologii stalinowskiej na prawo karne w początkach Polski Ludowej wnioskował, że w rozumieniu ówczesnych teoretyków takiego prawa, niezawisłość sędziowska polegała „na zależności sędziego od woli klasy panującej, a ponieważ każdy organ państwa jest wyrazicielem tej woli, przeto sąd jest zależny od każdego organu władzy państwowej” i do takiego stanu rzeczy dążyła władza komunistyczna w Polsce1.

Józef Stalin, Włodzimierz Lenin i Michaił Kalinin

Na pracę zawodową sędziów i prokuratorów w latach 1944–1956 miało wpływ wiele czynników, takich jak sytuacja polityczno-społeczna w państwie i związana z tym wszechobecna indoktrynacja ideologią marksistowsko-leninowską oraz odgórne zalecenia partii rządzącej, ale także pochodzenie, wykształcenie, wiedza prawnicza i doświadczenie poszczególnych osób, pełniących omawiane funkcje.2

Ogromne straty wśród sędziów i prokuratorów spowodowała niemiecka i sowiecka polityka okupacyjna podczas II wojny światowej, której jednym z celów nadrzędnych było zniszczenie polskiej inteligencji. Po wojnie wielu prawników pozostało na Zachodzie i nie zamierzało wracać do kraju. Natomiast część mieszkających w Polsce nie chciała podjąć ponownie pracy w zawodzie we współpracy z nową władzą państwową. Jednak duża liczba wróciła do służby w nowo organizowanych organach wymiaru sprawiedliwości3. Resztę brakujących prawników należało uzupełnić kadrą kształconą już w nowej rzeczywistości ustrojowej, ale sytuacja polityczna i walka z przeciwnikami nowej władzy wymagała natychmiastowego poprawienia liczebności sędziów i prokuratorów. Spowodowało to, że urzędy te były obsadzane przez ludzi, którzy nie posiadali odpowiednich kwalifikacji. Brakowało również prawnych uregulowań dotyczących wymagań jakie powinni spełniać kandydaci na prawników.

Dopiero 22 stycznia 1946 r. TRJN wydał dekret o wyjątkowym dopuszczeniu do obejmowania stanowisk sędziowskich, prokuratorskich i notarialnych oraz do wpisywania na listę adwokatów4. Dekret dopuszczał do objęcia wymienionych urzędów osoby, które nie legitymowały się wyższym wykształceniem prawniczym. Przeciwko takiemu rozwiązaniu protestowali posłowie PSL, lecz bezskutecznie5. Uprawnienia do powoływania sędziów, łącznie z sędziami Sądu Najwyższego uzyskał minister sprawiedliwości. Nieprecyzyjność artykułów dekretu, wskazujących jakie wymagania formalne powinien spełniać kandydat, pozwalała na obsadzanie stanowisk ludźmi zależnymi od władzy. Wystarczało żeby kandydaci posiadali jedynie „dostateczną znajomość prawa”6. Duże znaczenie odgrywał tu wcześniejszy dekret z 14 marca 1945 r. o zmianie prawa o ustroju sądów powszechnych, w którym zniesiono zakaz przynależności sędziów do partii politycznych7. Istotny był również dekret z 27 grudnia 1944 r. o tymczasowym unormowaniu stosunku służbowego funkcjonariuszów państwowych, który uchylał zasadę nieusuwalności sędziego ze stanowiska. Powodowało to, że każdy sędzia, który nie spełniał swoją pracą oczekiwań władzy, mógł być zastąpiony bardziej odpowiednim kandydatem8. Jeszcze wcześniej, bo 4 listopada 1944 r. PKWN wydał dekret o upoważnieniu do tworzenia sądów oraz zmiany ich okręgów, a ponadto do przenoszenia sędziów na inne miejsce służbowe, który dawał kierownikowi resortu (później ministrowi) sprawiedliwości możliwość przenoszenia sędziów i prokuratorów bez ich zgody do innego sądu lub zwolnienia ich z zajmowanego stanowiska prezesa lub wiceprezesa sądu9. Nieusuwalność i nieprzenoszalność sędziów przywrócono dopiero w Konstytucji z 22 lipca 1952 r.10.

Do przyspieszonego kształcenia kandydatów na stanowiska sądownicze utworzono średnie szkoły prawnicze, wzorowane na sowieckich placówkach. Odbywały się tam specjalne kursy prawnicze, w których główny nacisk kładziono na elementy ideologiczno-polityczne. Natomiast zgłębienie znajomości prawa było traktowane jako rzecz drugorzędna, a „uczniowie„ poznawali je zazwyczaj w sposób wybiórczy. Do szkół przyjmowano tylko osoby ”o zdecydowanym obliczu i postawie politycznej”. Ci, którzy ukończyli takie krótkie kursy byli zwalniani od obowiązku ukończenia studiów prawniczych przez ministra sprawiedliwości (okres podjęcia takiej decyzji wynosił do 5 lat) i mogli przystąpić do pracy w sądownictwie w służbie nowej władzy komunistycznej. Szkoły prawnicze zostały uregulowane ustawowo w 1949 i 1950 r., a więc dopiero po ponad trzech latach funkcjonowania11.

Szkoły prawnicze miały być rozwiązaniem tymczasowym. Dużą wagę przywiązywano do wykształcenia nowych prawników na zreformowanych „na lepsze„ uniwersyteckich katedrach prawa. Próbowano przebudować program nauczania tak, by stworzyć ludzi „wyznających„ nową sprawiedliwość socjalistyczną i według niej pojmujących prawo. Pomóc w tym miały: wprowadzenie nowych przedmiotów omawiających, m.in. współczesne doktryny polityczne, ustrój Związku Sowieckiego oraz usunięcie lub zmarginalizowanie przedmiotów ”zbędnych”, jak wykład o prawie rzymskim12. Problem stanowiły także kadry profesorskie, które składały się głównie z osób wykształconych przed wojną i wykładających zgodnie z duchem tamtych czasów, co bardzo utrudniało kształcenie nowych, wiernych rzesz prawników13.

Jednakże kierownictwu PPR wydawało się, że wymiar sprawiedliwości Polski Ludowej – przynajmniej w swojej początkowej fazie – nie może się obyć bez wykształconych jeszcze przed wojną kadr prawniczych. Dlatego TRJN 22 lutego 1946 r. wydał dekret o rejestracji i przymusowym zatrudnieniu we władzach wymiaru sprawiedliwości osób, mających kwalifikacje do objęcia stanowiska sędziego14. Wszyscy posiadający uprawnienia sędziowskie musieli zgłosić swoje miejsce zamieszkania w sądzie grodzkim, a minister sprawiedliwości mógł do końca 1946 r. powołać takie osoby do pracy w sądownictwie na okres jednego roku z możliwością przedłużenia o kolejne 12 miesięcy. Uchylanie się od obowiązku rejestracji podlegało karze aresztu do trzech miesięcy, a nieobjęcie urzędu z polecenia ministra podlegało karze aresztu do roku15.

Okazało się wkrótce, że sędziowie o stażu przedwojennym nie spełnili oczekiwań władzy co do egzekwowania prawa karnego Polski Ludowej wobec jej przeciwników politycznych. Drugim ważnym powodem pozbywania się takich prawników był brak zaufania kierownictwa partyjnego do takich osób, nawet gdy odznaczały się one wiernością wobec nowego ustroju politycznego. Coraz częściej na łamach prasy naukowej, ale także codziennej, dochodziło do krytykowania kadr przedwojennych. Propagandowo zastępowanie ich nowymi ludźmi motywowano trudnościami w zrozumieniu przez nich nowej interpretacji starego prawodawstwa oraz nowych aktów prawnych16. Od tych, którzy pozostali na swoich urzędach żądano zmiany swoich poglądów, upolitycznienia i całkowitego oddania panującemu ustrojowi politycznemu17.

W sądownictwie wojskowym sytuacja kadrowa była jeszcze trudniejsza niż w powszechnym. Wynikało to z braku prawników w Ludowym Wojsku Polskim. By temu zaradzić, bez czekania kilku lat na wykształconych sędziów, zaczęto powoływać na ten urząd młodych ludzi z rodzin chłopskich i robotniczych. Zazwyczaj posiadali ukończone jedynie sześć klas szkoły podstawowej i dopiero w wojsku kierowano ich na kilkumiesięczne kursy prawnicze, a w dalszej kolejności do dwuletnich oficerskich szkół prawniczych lub wspominanych średnich szkół prawniczych18. Często nie odbywali oni aplikacji sędziowskiej lub trwała ona bardzo krótko (kilka miesięcy). Jako sędziowie-żołnierze wykonujący rozkazy przełożonych, pozbawieni byli niezawisłości nie tylko w sensie faktycznym, ale także prawnym. Pracę sędziów wojskowych regulował dekret Prawo o ustroju Sądów Wojskowych i Prokuratury Wojskowej z 23 września 1944 r. W nim stwierdzono dość niejasno, że sędzią wojskowym może być tylko „oficer lub generał posiadający enigmatyczne wykształcenie prawnicze”19. Wojskowi, jako odizolowani od społeczeństwa, byli bardziej podatni na działanie propagandy, której bez wątpienia w armii nie brakowało. Tacy zideologizowani i jak już było wspomniane, często niewykształceni ludzie łatwiej i w surowszy sposób sądzili domniemanych wrogów ludu20.

Większemu uzależnieniu sędziów od władzy państwowej oraz nowego ustroju politycznego kraju, nie tylko w sferze symbolicznej, miały służyć zmiany treści roty przysięgi. Dekretem z 28 grudnia 1944 r. kazano sędziom cywilnym m.in. „stać na straży (…) praw stanowionych przez Krajową Radę Narodową”21. Natomiast sędziowie wojskowi musieli składać deklarację lojalności, w której można przeczytać: „oświadczam, że wykonywać będę ściśle rozkazy przełożonych, których ustanowił przewodniczący KRN jako Najwyższy Zwierzchnik Sił Zbrojnych (…) że będę się przeciwstawiał wszelkim próbom podważenia powagi autorytetu władz w państwie: Krajowej Rady Narodowej i Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego – jako próbom godzącym w ideę demokracji...”22. W kolejnych latach przysięgi ulegały dalszym modyfikacjom. Najbardziej znaczące zmiany w treści roty przysięgi sędziów cywilnych wprowadzono dekretem Rady Ministrów z 6 października 1948 r. Sędziowie nie przysięgali już na wierność Konstytucji, lecz ślubowali „ochraniać i umacniać ład oparty na społecznych, gospodarczych i politycznych zasadach ustrojowych Polski Ludowej”23.

Wszystkie wymienione w niniejszym podrozdziale uchwały prawne i zabiegi polityczne miały prowadzić do objęcia całkowitej kontroli nad sędziami i prokuratorami przez kierownictwo partyjne. Główne stanowiska w wymiarze sprawiedliwości mogli sprawować jedynie członkowie partii, ponieważ mieli obowiązek wykonywać wszystkie polecenia przełożonych. Od 1950 r. sądy były zobligowane do składania okresowych sprawozdań ze swojej działalności orzeczniczej prezydiom rad narodowych, ściśle podporządkowanym partii24.

Stanisław Radkiewicz - minister bezpieczeństwa publicznego 1945-1954

Tajne i pokazowe procesy polityczne

Procesy polityczne z lat 1944-1956 można w najprostszy sposób podzielić na tajne oraz pokazowe. Pierwsze nie były dostępne dla opinii publicznej. Rozprawy zazwyczaj trwały krótko. Zdarzało się, że odbywały się w celi więziennej. Uczestniczyło w nich zwykle tylko kilka osób. Poza składem sędziowskim byli to głównie oficerowie śledczy MBP, którzy wcześniej torturowali oskarżonych w czasie śledztwa. Osoba oskarżona była praktycznie pozbawiona praw do obrony, ponieważ sędzia często rezygnował z przesłuchiwania świadków lub dopuszczał do głosu tylko tych starannie „wyselekcjonowanych”. Poza tym dawał wiarę materiałom dowodowym zebranym przez funkcjonariuszy MBP w czasie brutalnego śledztwa, a także nie dopuszczał większości wniosków dowodowych wystosowywanych przez obronę i samego oskarżonego25. Obraz takiej rozprawy sądowej przestawił K. Moczarski: „panowała na sali sądowej atmosfera przymusu i terroru psychicznego; oskarżeni i świadkowie byli pod trwałym naciskiem lęku przed oprawcami, którzy siedzieli – jako jedyni widzowie na sali – na ławce naprzeciw ławy oskarżonych. W tej sytuacji nikt z więźniów (oskarżonych czy świadków) nie miał pełnej swobody zeznań”26. Często na niekorzyść sądzonego działał również obrońca, którego oskarżony nie mógł sobie wybrać, a jedynie przydzielano mu adwokata z urzędu. Nawet w przypadku gdy taki przydzielony obrońca chciał pomóc to utrudniano mu taką możliwość. Zdarzało się, że mógł się skontaktować ze swoim klientem dopiero na kilka godzin przed rozprawą. Także z materiałami sprawy najczęściej zapoznawał się tuż przed rozprawą. Nie było też mowy o robieniu jakichkolwiek notatek oraz o swobodnej rozmowie z oskarżonym (zawsze nadzorował ją funkcjonariusz MBP)27. Na przykład w procesie gen. Tatara i innych oficerów wojska polskiego z sierpnia 1951 r. tylko jeden z dziewięciu obrońców miał dostęp do akt, ale nie mógł robić żadnych notatek. Pozostali mieli prawo tylko rozmawiać ze swoimi klientami28. Obrońca nie mógł również udzielać informacji o sprawie rodzinie sądzonego. Jak już było wspomniane, wiele wystosowanych przez niego wniosków zostawało odrzucanych przez sąd29. Jednakże nierzadko obrońca był wrogo ustosunkowany do swojego klienta. Zazwyczaj bowiem były to osoby partyjne, do których władze państwowe miały całkowite zaufanie. Tacy adwokaci nie wykorzystywali pełni możliwości obrony, jakie dawało ówczesne prawo. Mowy obronne były w praktyce kolejnymi mowami oskarżycielskimi. Nie zawierały prawie żadnych argumentów mogących przysłużyć się sądzonemu. Wręcz przeciwnie, służyły dalszemu napiętnowaniu oskarżonego. Można stwierdzić, że adwokaci wyręczali w tym prokuratora30. Tajność procesów politycznych nie przejawiała się jedynie w postępowaniu sądowym, ale także w śledztwie (brak dostępu sądzonego do aktu oskarżenia) czy też „etapie końcowym” jakim było wykonanie kary, a w przypadku kary śmierci tajne było również miejsce pogrzebania zwłok. Informacji o nim nie podawano nawet rodzinie skazanego31.

Pokazowe procesy polityczne miały być natomiast wielkimi spektaklami propagandowymi, wzorowanymi na procesach moskiewskich z lat 3032. Były one charakterystyczne dla wszystkich państw tzw. demokracji ludowej. Sądzono w nich nie tylko działaczy podziemia i legalnej opozycji, ale także czołowych przywódców partii komunistycznych, których uznano za zagrożenie dla istniejącego porządku. Miały na celu przede wszystkim zastraszenie społeczeństwa(wiele z nich odbywało się tuż przed ważnymi wydarzeniami politycznymi, np. wyborami do Sejmu Ustawodawczego w 1947 r.). Miały także pokazać, że władza ludowa, prędzej czy później, pokona każdego przeciwnika, a więc jakikolwiek opór jest bezcelowy. Był to również sposób eliminacji opozycji, której szeregi topniały nie tylko w wyniku otrzymanych wyroków, ale także ze strachu przed „sprawiedliwością ludową”. Starano się skompromitować wrogów, zarzucając im współpracę z nazistami lub obcymi wywiadami, bandytyzm czy mordowanie przedstawicieli nowej władzy. Niebagatelną rolę propagandową odgrywały w tym media szkalujące oskarżonych od początku do końca postępowania sądowego (w myśl zasady, że kłamstwo powtarzane wielokrotnie staje się prawdą)33.

Istotnym czynnikiem, mającym wpływ na przebieg tajnych i pokazowych procesów politycznych było śledztwo, podczas którego wymuszano zeznania na oskarżonych za pomocą tortur fizycznych i psychicznych. W większości przypadków brak dowodów winy sądzonego powodował, że zeznania złożone przez niego w czasie śledztwa były podstawą do jego skazania34. Było to niewątpliwie zapożyczone z prawa karnego Związku Sowieckiego, w którym przyznanie się do winy dawało podstawę do wydania wyroku (zgodnie z Kodeksem karnym z roku 1934)35. Zdobycie zeznań przez funkcjonariuszy śledczych MBP było zazwyczaj możliwe jedynie poprzez zastosowanie wobec przesłuchiwanych przemocy fizycznej i psychicznej. Wielogodzinne przesłuchania, oblewanie wodą, świecenie lampą elektryczną w oczy, bicie, straszenie śmiercią oraz aresztowaniem rodziny, podawanie fałszywych informacji na temat bliskich to tylko niektóre metody jakimi śledczy zdobywali zeznania obciążające przesłuchiwanego lub jego kolegów36. Wiele brutalnych metod śledczych wyszło na jaw w latach 1956 i 1957, kiedy to teoretycznie próbowano rozliczyć „błędy przeszłości”, stawiając przed sądem niektórych funkcjonariuszy śledczych37. Jako przykład można podać przytoczone przez J. Poksińskiego informacje zawarte w Notatce podprokuratora por. Kosowskiego na temat sposobu postępowania śledczych wobec por. Klimaszewskiego w roku 1948: „Klimaszewski nie pamięta, w jakich okolicznościach został aresztowany. Zaniku pamięci doznał na skutek metod śledztwa (…). Pobity był tak dotkliwie, że o własnych siłach nie mógł chodzić, przyjmować posiłków, załatwiać się i poruszać. Przez 24 godziny wstrzykiwano mu penicylinę, aby go uratować od śmierci. Przez około miesiąc nie mógł w ogóle mówić. Dopiero w czerwcu lub lipcu odzyskał świadomość. Prawą stronę ciała miał bezwładną. Przez około 6 miesięcy powłóczył za sobą prawą nogą, a prawą ręką nie mógł ruszać. Protokoły przesłuchań podpisywał lewą ręką. Usta i twarz miał i ma zwichrzone (niesymetryczne) (…). Rany na zbitym pośladku zaatakowała ropa, w rezultacie czego część mięśni pośladkowych odpadła mu z ropą. W pierwszym okresie śledztwa wybito mu dwa zęby”38. Zdarzało się, że tortury stosowane w czasie śledztwa prowadziły do śmierci przesłuchiwanego39.

Poza brutalizacją przesłuchań obciążające dowody zdobywano także na inne sposoby, m.in. wykorzystując blankiety i pieczątki gestapo do fabrykowania dokumentów potwierdzających winę oskarżonych. Niekiedy zmuszano także hitlerowców siedzących w polskich więzieniach do składania fałszywych zeznań, mających na celu udowodnienie współpracy podejrzanych z okupantem40. Czas trwania śledztwa nie był w jakikolwiek sposób ograniczony. Oficerowie śledczy prowadzili brutalne praktyki dopóki przesłuchiwany nie przyznał się do zarzucanych mu czynów, choć zdarzały się jednostki, których śledczy nie potrafili „złamać„ (np. Kazimierz Moczarski, którego bezskutecznie ”przesłuchiwano” aż 4 lata)41.

Bibliografia

  1. Baberowski J., Czerwony terror, Warszawa 2009.
  2. Janiszewski B., Instrumentalizacja polskiego prawa karnego w latach 1944–1956, [w:] Prawo elementem represji w okresie stalinowskim, red. Z. Chmielewski, Szczecin 2006, s. 21-40.
  3. Lityński A., Sądy powszechne w Polsce (lipiec 1944 – lipiec 1946). Kilka uwag o kadrach, [w:] Z dziejów prawa. Cz. 3, red. A. Lityński, Katowice 2002, s. 92-104.
  4. Pająk H., Żochowski S., Rządy zbirów 1940–1990, Lublin 1996.
  5. Poksiński J., „TUN”. Tatar-Utnik-Nowicki, Warszawa 1992.
  6. Ratajczak A., Sądownictwo wojskowe w latach 1944–1955, [w:] Prawo elementem represji w okresie stalinowskim, red. Z. Chmielewski, Szczecin 2006, s. 41-62.
  7. Rayfield D., Stalin i jego oprawcy. Szefowie stalinowskiej bezpieki, Warszawa 2009.
  8. Rejman G., Przestępstwa polityczne w Polsce (1944–1956) [w:] Komunistyczne prawo karne Polski Ludowej, red. A. Grześkowiak, Lublin 2007, s. 107-134.
  9. Rzepliński A., Przystosowanie ustroju sądownictwa do potrzeb państwa totalitarnego w Polsce w latach 1944–1956, [w:] Przestępstwa sędziów i prokuratorów w Polsce lat 1944–1956, red. W. Kulesza i A. Rzepliński, Warszawa 2000, s. 9-38.
  10. Słojewski M., Wróbel J., Zbrodnie sądowe z oskarżenia o kolaborację z nazistami. Procesy kierownictwa PKB, „Startu” i Okręgowego KWP przed Sądem Wojewódzkim w Warszawie [w:] Przestępstwa sędziów i prokuratorów w Polsce lat 1944–1956, red. W. Kulesza i A. Rzepliński, Warszawa 2000, s. 88-108.
  11. Smaga J., Narodziny i upadek imperium. ZSRR 1917–1991, Kraków 1992.
  12. Stawarska-Rippel A., Prawnicy bez studiów, [w:] Z dziejów prawa. Cz. 3, red. A. Lityński, Katowice 2002, s. 191-208.
  13. Werblan A., Stalinizm w Polsce, Warszawa 2001.
  14. Woźniczka Z., Procesy polityczne działaczy PPS–WRN w latach 1946–1948 [w:] Rok 1948. Nadzieje i złudzenia polskich socjalistów, red. M.E. Ożóg, Rzeszów 2000, s. 45-60.
  15. Ziemba Z. A., Ideologia stalinowska w prawie karnym i jego doktrynie w Polsce w latach 1944–1956, [w:] Elity władzy w Polsce a struktura społeczna w latach 1944–1956, red. P. Wójcik, Warszawa 1992, s. 357-377.

Redakcja merytoryczna: Zuzanna Świrzyńska
Korekta językowa: Patrycja Grempka

  1. Z. A. Ziemba, Ideologia stalinowska w prawie karnym i jego doktrynie w Polsce w latach 1944-1956, [w:] Elity władzy w Polsce a struktura społeczna w latach 1944-1956, red. P. Wójcik, Warszawa 1992, s. 374. [↩]
  2. A. Ratajczak, Sądownictwo wojskowe w latach 1944–1955, [w:] Prawo elementem represji w okresie stalinowskim, red. Z. Chmielewski, Szczecin 2006, s. 44. [↩]
  3. A. Rzepliński, Przystosowanie ustroju sądownictwa do potrzeb państwa totalitarnego w Polsce w latach 1944–1956, [w:] Przestępstwa sędziów i prokuratorów w Polsce lat 1944–1956, red. W. Kulesza i A. Rzepliński,Warszawa 2000, s. 25. [↩]
  4. Ibidem, s. 26. [↩]
  5. A. Stawarska-Rippel, Prawnicy bez studiów, [w:] Z dziejów prawa. Cz. 3, red. A. Lityński, Katowice 2002, s. 198. [↩]
  6. A. Rzepliński, Przystosowanie..., s. 27. [↩]
  7. A. Stawarska-Rippel, Prawnicy..., s. 202. [↩]
  8. Ibidem, s. 198-199. [↩]
  9. A. Lityński, Sądy powszechne w Polsce (lipiec 1944 – lipiec 1946). Kilka uwag o kadrach, [w:] Z dziejów prawa. Cz. 3, red. A. Lityński, Katowice 2002, s. 97. [↩]
  10. A. Rzepliński, Przystosowanie...., s. 36. [↩]
  11. A. Stawarska-Rippel, Prawnicy..., s. 204-205; A. Rzepliński, Przystosowanie..., s. 28. [↩]
  12. A. Stawarska-Rippel, Prawnicy..., s. 206. [↩]
  13. A. Lityński, Sądy powszechne..., s. 100. [↩]
  14. A. Rzepliński, Przystosowanie..., s. 26. [↩]
  15. Ibidem, s. 26. [↩]
  16. A. Stawarska-Rippel, Prawnicy..., s. 196. [↩]
  17. A. Lityński, Sądy powszechne..., s. 102-103. [↩]
  18. A. Ratajczak, Sądownictwo..., s. 56. [↩]
  19. Ibidem, s. 60. [↩]
  20. Ibidem, s. 59-60. [↩]
  21. A. Rzepliński, Przystosowanie..., s. 30. [↩]
  22. Ibidem, s. 30-31. [↩]
  23. Ibidem, s. 31. [↩]
  24. A. Stawarska-Rippel, Prawnicy..., s. 202-203. [↩]
  25. M. Słojewski, J. Wróbel, Zbrodnie sądowe z oskarżenia o kolaborację z nazistami. Procesy kierownictwa PKB, „Startu” i Okręgowego KWP przed Sądem Wojewódzkim w Warszawie [w:] Przestępstwa sędziów i prokuratorów w Polsce lat 1944-1956, red. W. Kulesza i A. Rzepliński, Warszawa 2000, s. 103-104.; G. Rejman, Przestępstwa polityczne w Polsce (1944-1956) [w:] Komunistyczne prawo karne Polski Ludowej, red. A. Grześkowiak, Lublin 2007, s. 115. [↩]
  26. Ibidem, s. 104. [↩]
  27. Ibidem, s. 102-103. [↩]
  28. J. Poksiński, „TUN”. Tatar-Utnik-Nowicki, Warszawa 1992, s. 130. [↩]
  29. M. Słojewski, J. Wróbel, Zbrodnie..., s. 102-104. [↩]
  30. Ibidem, s. 102-103; B. Janiszewski, Instrumentalizacja polskiego prawa karnego w latach 1944–1956, [w:] Prawo elementem represji w okresie stalinowskim, red. Z. Chmielewski, Szczecin 2006, s. 32. [↩]
  31. G. Rejman. Przestępstwa..., s. 115. [↩]
  32. Z. Woźniczka, Procesy polityczne działaczy PPS-WRN w latach 1946-1948 [w:] Rok 1948. Nadzieje i złudzenia polskich socjalistów, red. M. E. Ożóg, Rzeszów 2000, s. 45, 47; J. Baberowski, Czerwony terror, Warszawa 2009, s. 110-112; D. Rayfield, Stalin i jego oprawcy. Szefowie stalinowskiej bezpieki, Warszawa 2009, s. 252-258. [↩]
  33. Z. Woźniczka, Procesy..., s. 47. [↩]
  34. J. Poksiński, „TUN”..., s. 64. [↩]
  35. J. Smaga, Narodziny i upadek imperium. ZSRR 1917-1991, Kraków 1992, s. 95. [↩]
  36. J. Poksiński, „TUN”..., s. 64-65; M. Słojewski, J. Wróbel, Zbrodnie..., s. 96-98; H. Pająk, S. Żochowski, Rządy zbirów 1940-1990, Lublin 1996, s. 167-178. [↩]
  37. J. Poksiński, „TUN”..., s. 65-67. [↩]
  38. Ibidem, s. 41-42. [↩]
  39. J. Poksiński, „TUN”..., s. 43-44; A. Werblan, Stalinizm w Polsce, Warszawa 2001, s. 72. [↩]
  40. A. Werblan, Stalinizm..., s. 77. [↩]
  41. M. Słojewski, J. Wróbel, Zbrodnie..., s. 99. [↩]

KOMENTARZE

  • Nadzwyczajna kasta Sądu Najwyższego. Kompromitacja.
    https://www.youtube.com/watch?v=hp30egdCY2E

    Wszyscy won! Komuna w Sądzie Najwyższym!
    https://www.youtube.com/watch?v=o2UdiXZWQb0
    Morderczyni prawa. Sędzia skandalistka. KOMUNA W SĄDACH. Cz 1. Sąd okręgowy w Gdańsku. Prokurator Wróbel, sędzia Makowska-Lange w reportażu Leszka Bubla. Przestępstwo "w nieustalonym miejscu, nieustalonym czasie i na szkodę nieustalonego pokrzywdzonego. Jako relikt stalinowskich praktyk nadal często stosowany przez sędziów". Szokujący reportaż Leszka Bubla, dziennikarza śledczego, prezesa Fundacji Paragraf. Cz. 1. CDN

    www.fundacjaparagraf.pl - walczymy z patologią w wymiarze sprawiedliwości

    https://www.youtube.com/watch?v=vBYqP6Q4bjo

    Galeria Prezesów Sądu Najwyższego!

    https://www.youtube.com/watch?v=bejaHx-ZsFQ


    Same "wybitne" postacie w sądach, aż strach pomyśleć ile ludzie wycierpieli przez tych oprawców. Rysuje się potrzeba stworzenia "czarnej księgi wymiaru sprawiedliwości". Ich potomki czyli chów wsobny są do dzisiaj w prokuraturach, sądach czy urzędach szkołach.
  • Komuna w Sądzie Najwyższym - UJAWNIAMY życiorysy.
    Wysługując się komunistycznej władzy, skazywali ludzi na kary bezwzględnego więzienia za ulotki, wyzywanie milicjantów czy odmowę służenia w komunistycznym wojsku. Byli współpracownikami bezpieki, dziećmi lub uczniami stalinowskich śledczych, w tym sprawcy zamordowania gen. Fieldorfa „Nila”. Po 1989 r. zamiast wylecieć z sądów na zbity pysk, awansowali do Sądu Najwyższego, który jest dziś w znacznej części absurdalnym skansenem sowieckich kolaborantów.

    Zgromadzenie Ogólne Sądu Najwyższego podjęło uchwałę, która stanowi, że Sąd Najwyższy będzie uznawać wyroki Trybunału Konstytucyjnego, nawet jeśli nie będą publikowane. W odpowiedzi posłanka Beata Mazurek nazwała sędziów „zespołem kolesi”, co wywołało oburzenie opozycji.

    W rzeczywistości jest o wiele gorzej. – Sąd Najwyższy i Trybunał Konstytucyjny to dwa ostatnie bezpieczniki elit sowieckich, istniejące po to, by nie dopuścić do żadnego rozwiązania naruszającego ich bezkarność – wyjaśnia politolog dr Jerzy Targalski.

    Zdaniem Zofii Romaszewskiej, legendy walki o praworządność z czasów komunizmu, sędziowie działają z pobudek wyłącznie politycznych: – To anarchia. Trybunał Konstytucyjny ma, owszem, badać zgodność ustaw z konstytucją. Natomiast Sąd Najwyższy nie ma, jako instytucja, takich uprawnień – może tylko stosować te ustawy i poprawiać sądy niższej instancji, gdy popełniły błąd. Tymczasem sędziowie wsadzili nos w nie swoją sprawę. Jeśli nie podoba im się prawo, mogą zapisać się do KOD-u i chodzić na manifestacje – stwierdza.

    Ta postawa przestaje dziwić, gdy przypomnimy przeszłość sędziów Sądu Najwyższego.

    Bo wyzywała milicjantów i demoralizowała młodzież

    Sędzia Waldemar Płóciennik jest dziś przewodniczącym wydziału w Izbie Karnej Sądu Najwyższego, a także zastępcą członka Kolegium Sądu Najwyższego.

    31 sierpnia 1982 r. Zofia Pietkiewicz uczestniczyła w antykomunistycznej manifestacji przeciwko stanowi wojennemu w Koszalinie. Na archiwalnych zdjęciach widać panią Pietkiewicz, wspominaną dziś jako „niezłomna koszalinianka”, jak w białym kostiumie biegnie w kierunku zasobnika z gazem łzawiącym wystrzelonym przez ZOMO. Udaje jej się odrzucić ładunek.

    Sprawa trafiła do sędziego Waldemara Płóciennika, który uznał ją za winną zarzucanego jej czynu, iż w czasie manifestacji „znieważyła podczas i w związku z pełnieniem obowiązków służbowych interweniujących funkcjonariuszy MO (…), wyzywając ich słowami powszechnie uznanymi za obelżywe”. Płóciennik skazał ją za to na 8 miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności. Stwierdził, że została ona rozpoznana, bo „z racji siwych włosów i jasnej odzieży musiała być osobą dość charakterystyczną”.

    Płóciennik mocno zaangażował się w pisemne uzasadnienie wyroku, analizując patologiczną osobowość oskarżonej: „wielość poszczególnych działań sprawczych, aktywny udział oskarżonej w nielegalnym zgromadzeniu i przewodzenie zebranym ludziom, wysoki stopień świadomości oskarżonej co do skutków, które jej działaniem mogło wywołać przez spowodowanie zagrożenia życia i zdrowia ludzi, wynikający z jej wyższego wykształcenia i doświadczenia życiowego, szczególnie wysoki stopień społecznego niebezpieczeństwa czynu wynikający z racji lekceważenia wcześniejszych ostrzeżeń władz oraz demonstrowanie wybitnie negatywnych postaw w obecności innych osób, a w szczególności młodzieży” (pisownia oryginalna).

    Sąd zatroszczył się też o kontekst społeczny, stwierdzając, że kara „spełni należytą rolę w ramach prewencji ogólnej, szczególnie ważnej w chwili obecnej z uwagi na skomplikowaną sytuację społeczną”.

    Drakoński wyrok sędziego Leopolda Nowaka

    W Izbie Karnej orzeka także sędzia Tomasz Artymiuk, który wydał wyrok, zgodnie z którym nie można sędziów sądzić za zarzut naruszenia zasady niedziałania prawa wstecz w związku ze sprawami z pierwszych dni stanu wojennego. Media przypomniały wówczas, że Artymiuk działał w PZPR.

    Sprawa dotyczyła sędziego SN w stanie spoczynku Leopolda Nowaka, który odpowiadał za bezprawny w PRL surowy wyrok pozbawienia wolności za działalność antykomunistyczną Patrycjusza Kosmowskiego, który w sierpniu 1980 r. był jednym z przywódców strajku w Wojewódzkim Przedsiębiorstwie Komunikacyjnym w Bielsku-Białej.

    W 1982 r. Nowak, jako sędzia Sądu Wojewódzkiego w Bielsku-Białej, skazał Kosmowskiego na mocy dekretu o stanie wojennym na 6 lat więzienia i dodatkowo 3 lata pozbawienia praw publicznych. W tym samym orzeczeniu wyznaczył karę roku więzienia dla Jerzego Jachnika, który po 13 grudnia ukrywał Kosmowskiego w swym mieszkaniu. Wyrok został zasądzony bezprawnie, gdyż przepisy dekretu o stanie wojennym nie obowiązywały w momencie rzekomego ich naruszenia przez skazanych. Kosmowski wyszedł na wolność 25 lipca 1984 r. na mocy amnestii.

    W 1994 r. bielski sąd wznowił postępowanie dotyczące Kosmowskiego oraz Jachnika i uchylił wyrok skazujący, uznając, że sąd naruszył zasadę niedziałania prawa wstecz, bo skazał Kosmowskiego za czyny z pierwszych dni stanu wojennego, gdy dekret o jego wprowadzeniu jeszcze nie obowiązywał.

    Ale sędziowie SN odrzucili wniosek IPN o uchylenie immunitetu sędziego Nowaka. „Nie można sędziów sądzić za zarzut naruszenia zasady niedziałania prawa wstecz w związku ze sprawami z pierwszych dni stanu wojennego” – uzasadniał sędzia Artymiuk.

    Prezesem opisywanej Izby jest prof. dr hab. Lech Paprzycki, który orzeka od czasów wczesnego Gierka. Od 1970 r. był on jednocześnie działaczem Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego – wiceprezesem Miejskiego Komitetu tej partii. Od 1984 do 1988 r. zasiadał w Miejskiej Radzie Narodowej Pruszkowa. Po komunistycznej (tzw. partyjno-rządowej) stronie uczestniczył w obradach Okrągłego Stołu, a w kontaktowych wyborach został posłem ZSL.

    Oficer śledczy w Sądzie Najwyższym

    Bardziej skomunizowana od Izby Karnej jest tylko Izba Wojskowa Sądu Najwyższego. Jej prezes, sędzia Janusz Godyń, w swoim oświadczeniu lustracyjnym przyznał się w 2003 r. do służby w organach bezpieczeństwa PRL jako oficer śledczy Zwiadu Wojsk Ochrony Pogranicza w 1972 r.

    Również orzekający w izbie kierowanej przez Godynia sędzia Wiesław Błuś był w 1979 r. zarejestrowany przez wywiad cywilny jako kandydat na kontakt operacyjny.

    Kolejny sędzia Izby Wojskowej Marian Buliński skazał w 1984 r. opozycjonistę Władysława Walca na karę roku pozbawienia wolności za odmowę pełnienia służby wojskowej.

    A w 2014. r. Buliński należał do składu orzekającego, który uniewinnił stalinowskiego oficera śledczego Tadeusza J., któremu zarzucono znęcanie się nad płk. Franciszkiem Skibińskim. – Oskarżony działał w przeświadczeniu, że Franciszek Skibiński dopuścił się zdrady wobec państwa – oświadczył podczas ogłoszenia decyzji Sądu Najwyższego Buliński. – Nie można uznać, że miał świadomość działania w aparacie, którego celem było wyeliminowanie wrogów państwa – dodał.

    Córka stalinowskiego śledczego

    Również Prezes Izby Cywilnej Sądu Najwyższego prof. Tadeusz Ereciński był według dokumentów IPN w 1972 r. „opracowywany w charakterze kandydata na tajnego współpracownika” i jako taki zarejestrowany przez SB.

    Z kolei na czele Izby Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego stoi dziś Teresa Flemming-Kulesza. Jak ujawniła „Gazeta Polska Codziennie”, jest ona córką stalinowskiego śledczego, wieloletniego prokuratora Naczelnej Prokuratury Wojskowej (NPW), który w PRL-u zasłużył się walką z Żołnierzami Niezłomnymi, wówczas określanymi mianem „bandytów”.

    Ojciec sędzi, Marian Flemming, od 1947 r. pełnił w jednostkach wojskowych zainstalowanego przez Sowietów aparatu władzy funkcję oficera zwiadu, a później oficera śledczego. W 1953 r. Flemming rozpoczął długoletnią karierę w Naczelnej Prokuraturze Wojskowej, piastując tam kolejne stanowiska kierownicze. Był m.in. szefem oddziału nadzoru sądowego w NPW, gdy pracowała tam Helena Wolińska, nigdy nieosądzona komunistyczna zbrodniarka. Prokurator Flemming był również członkiem POP PZPR, w której Wolińska pełniła funkcję sekretarza. Zbierał pochlebne oceny działalności służbowej wydawane przez przełożonych. W jednej z nich zapisano, że szef Oddziału IV prezentował, zwłaszcza w 1968 r., „potrzebę domagania się od sądów pryncypialnej represji, uzasadnionej potrzebami karności i dyscypliny wojskowej”.

    Po 1979 r. Marian Flemming kontynuował karierę w Sztabie Generalnym WP. W aktach zachowanych w IPN zostały kilkakrotnie podkreślone jego osiągnięcia w walce z „bandami” i „reakcyjnym podziemiem” – jak określano Żołnierzy Niezłomnych.

    Po artykule w „Codziennej”, który ujawnił przeszłość pułkownika, jego córka, prezes SN Teresa Flemming-Kulesza, nadesłała do redakcji pismo. „Nie jest prawdą, że mój śp. Ojciec zasłużył się w walce z »Żołnierzami Niezłomnymi«” – stwierdziła. Co ma o tym świadczyć? To, że w dokumentach archiwalnych nie przytoczono konkretnych nazwisk poszkodowanych żołnierzy niepodległościowego podziemia. Pułkownik miał, zdaniem sędzi, nie prześladować ich, lecz rehabilitować. Wie to, jak twierdziła, od córki jednego z nich.

    Prezes SN – uczeń zbrodniarza

    Przez 12 lat – od 1998 do 2010 r. – Pierwszym Prezesem Sądu Najwyższego był prof. Lech Gardocki. Do rangi symbolu urasta fakt, że był on uczniem prof. Igora Andrejewa. Był on jednym z trzech sędziów, którzy utrzymali w mocy wyrok śmierci na gen. Emila Fieldorfa „Nila”, a następnie negatywnie zaopiniował prośbę o jego ułaskawienie.

    Nie był to fakt w PRL szerzej znany. Nie stanowiło natomiast tajemnicy, że Andrejew w latach stalinowskich piastował stanowisko dyrektora Centralnej Szkoły Prawniczej im. Teodora Duracza.

    To tam w ciągu dwuletnich przyspieszonych kursów pod kierunkiem Andrejewa szkolono kadry kierownicze zbrodniczego stalinowskiego wymiaru sprawiedliwości. Matury nie wymagano.

    Mimo to po likwidacji skompromitowanej „Duraczówki” przez cały PRL Andrejew wychowywał pokolenia sędziów na Uniwersytecie Warszawskim i w Polskiej Akademii Nauk. A jego uczeń Gardocki nie widział przeszkód, by w 1988 r. jako redaktor naukowy opracować „Tom specjalny wydany dla uczczenia pracy naukowej Igora Andrejewa”.

    Piotr Lisiewicz • Gazeta Polska
  • Po kolana w PRL-u.
    W polskich sądach wciąż pracuje 700 sędziów orzekających za komuny. Aż 700 z około 10 tys. sędziów pracujących w polskich sądach, w tym zajmujących funkcje kierownicze, wydawało wyroki jeszcze w stanie wojennym podał „Nasz Dziennik”. To efekt braku dekomunizacji wymiaru sprawiedliwości. Oczyszczenie sądów powinno było nastąpić jeszcze w roku 1989, ale wymiar sprawiedliwości uniknął dekomunizacji. Zapewniano wówczas, że środowiska sędziowskie oczyści się samo ze skompromitowanych osób. Tak się nie stało. Rzecz dotyczy dosyć licznego grona, mimo niekiedy już dość podeszłego wieku, sędziów, prokuratorów okresu stalinowskiego, ale także tych, którzy uczestniczyli w ferowaniu wyroków w okresie stanu wojennego powiedział dziennikowi prof. Krzysztof Szwagrzyk, wiceprezes IPN. Polacy byli za to przekonywani, że np. warszawscy sędziowie w latach 80-tych zachowywali się godnie i wydawali wiele wyroków uniewinniających. Tezie tej przeczyła praktyka mec. Wiesława Johanna, który bronił oskarżonych w procesach politycznych i nie pamięta, by sądy uniewinniły choć jedną z reprezentowanych osób. Żaden też z sędziów stanu wojennego nie odszedł z zajmowanej funkcji. No chyba że na „zasłużoną” emeryturę dodał. Obecnie w sądach zaś pracuje „około 700 osób, które orzekały w latach stanu wojennego. Wiele z nich splamiło się wydawaniem bezprawnych wyroków, a teraz nawet zasiadają w Sądzie Najwyższym” przypomniał „Nasz Dziennik”. To ma swoje konsekwencje patologie i układy. Tak np. Sąd Najwyższy „sprzeciwiał się szerokiej lustracji tajnych współpracowników komunistycznych służb specjalnych, nie usuwał też ze swojego grona osób, którym udowodniono, że byli TW”. Dziennik wskazał też, że SN chronił przed odpowiedzialnością karną i dyscyplinarną sędziów, którzy sprzeniewierzyli się swojej misji w stanie wojennym (wydawali wyroki niezgodne nawet z komunistycznym prawem na podstawie dekretu o stanie wojennym, jeszcze przed jego obowiązywaniem). Taki parasol ochronny nad głowami sędziów uniemożliwiał prokuratorom stawianie zarzutów sprzeniewierzonym sędziom. Uchwałą SN wręcz „sankcjonowała stosowanie przez sędziów w latach 80. ustawowego bezprawia”. Bywa, że dziś także tacy sędziowie w SN wydają wykładnię prawa, którą muszą stosować sądy niższych instancji. Jest czymś schizofrenicznym, że pod takimi orzeczeniami są podpisane osoby, które łamały prawo i zasady przyzwoitości w okresie PRL. Oni nam nakazują, jakie zasady mamy stosować przy wydawaniu wyroków, a niektórzy są wciąż wykładowcami na wydziałach prawa powiedział dziennikowi jeden z warszawskich sędziów.
    Źródło: „Nasz Dziennik”
  • Lista sędziów SN, którzy skazywali podczas stanu wojennego!
    „Gazeta Wyborcza” wypuściła artykuł, w którym szefowi rządu zarzuca kłamstwo odnośnie sędziów orzekających obecnie w Sądzie Najwyższym i ich PRL-owskiej przeszłości. Dziennik twierdzi, że beneficjentów dawnego systemu jest już w Polsce niewielu. Portal wpolityce.pl przygotował jednak listę będącą dowodem na poparcie wypowiedzi premiera Morawieckiego.

    Dorota Rysińska, Izba Karna; skazała w 1982 Leszka Patoki i Marka Górniaka za udział w manifestacji 31.08.1982. Publicznie broniła decyzji sądu o uwolnieniu 5 generałów SB zamieszanych w aferę „Żelazo”.

    Andrzej Siuchniński, Izba Karna; wydawała wyroki na działaczy Solidarności w Bydgoszczy.

    Józef Szewczyk, Izba Karna; dopuszczony do tajemnicy państwowej, należał do PZPR; skazał za rozdawanie ulotek przeciwko stanowi wojennemu.

    Marian Buliński, Izba Wojskowa; skazywał opozycjonistów w stanie wojennym.

    Jan Bogdan Rychlicki, Izba Wojskowa; skazywał działaczy antykomunistycznych, zamknął sprawę Tomasza Turowskiego, który skłamał w oświadczeniu lustracyjnym.

    Jerzy Steckiewicz, Izba Wojskowa; w stanie wojennym wydawał wyroki na działaczy Solidarności.

    Eugeniusz Wildowicz, Izba Karna;. współpracownik SB.

    Dopiero w 2016 przeszli na emeryturę wieloletni Prezesi SN powiązani z systemem komunistycznym:

    Izba Cywilna - Tadeusz Ereciński, Prezes SN w latach 1996-2016 i współpracownik SB w latach 1972-1978.

    Izba Karna - Lech Paprzycki, Prezes SN 1999-2016, działacz ZSL odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi.

    Izba Wojskowa - Janusz Godyń, Prezes SN w latach 1990-2016, członek. PZPR 1972-1989, funkcjonariusz WOP od 1972.
  • SKANDAL! "Nadzwyczajna kasta" ustawia w budynkach sądu bannery w swojej obronie!
    NIEzależne i aPOlityczne sądy, NIE reklamują się same w Sądzie Najwyższym w Warszawie i NIE proszą obywateli o pomoc w walce z rządem. I oczywiście NIE chodzą z żadnymi świeczkami - nigdzie.

    http://solidarni2010.pl/luba/zdjecie.php?img=./bank_zdj/sady_reklama1.jpg&maxH=900&maxW=1000


    http://solidarni2010.pl/luba/zdjecie.php?img=./bank_zdj/sady_reklama2.jpg&maxH=900&maxW=1000


    http://solidarni2010.pl/luba/zdjecie.php?img=./bank_zdj/sady_reklama3.jpg&maxH=900&maxW=1000


    http://solidarni2010.pl/luba/zdjecie.php?img=./bank_zdj/sady_reklama4.jpg&maxH=900&maxW=1000
  • To kpina, że towarzysz Jerzy Jaskiernia został dziekanem na Uniwersytecie Jana Kochanowskiego w Kielcach!
    To kpina, że towarzysz Jerzy Jaskiernia został dziekanem na Wydziale Prawa, Administracji i Zarządzania Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach. W 1999 roku złożyłem wniosek o wszczęcie postępowania lustracyjnego przed Sądem Lustracyjnym wobec towarzysza Jerzego Jaskierni. Wówczas Rzecznik Interesu Publicznego w 1999 roku odmówił postępowania o zatajenie tajnej współpracy Jaskierni z komunistycznym aparatem represji (służbami specjalnymi PRL) …Jednak już 2000 roku Rzecznik ogłosił podjęcie lustracji Jaskierni. Po latach procesu tego towarzysza z prezydium krajowej rady Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej oczyściła go „nadzwyczajna kasta”. Dziś zostaje nobilitowany na państwowej uczelni. To nie tylko kpina, ale i wstyd dla całej społeczności akademickiej i mieszkańców Kielc. Warto dodać, że na tym samym uniwersytecie przystań odnalazł też „profesor” Kazimierz Kik. Towarzysz Kik czyli kumpel towarzysza Jerzego Jaskierni zdobył habilitację na podstawie pracy pt. „Komunistyczna Partia Hiszpanii. Ewolucja programu i polityki w latach 1939–1985″ na Akademii Nauk Społecznych przy KC PZPR. Obaj towarzysze znają się przecież jak „łyse konie” z czasów wspólnej działalności w SLD. Podkreślić należy, że Jerzy Jaskiernia został dziś dziekanem, bo poprzedni Wojciech Saletra został uznany za kłamcę lustracyjnego. Nie będę się rozwodził nad życiorysem towarzysza Jaskierni, ale wobec jego niesłusznej nobilitacji zadam kilka publicznych pytań.

    Po pierwsze, czy godzi się aby na terenie funkcjonowania bohaterskich oddziałów partyzanckich pod dowództwem śp. gen. brygady Antoniego Hedy ps. „Szary” (wsławił się rozbiciem w nocy z 4 na 5 sierpnia 1945 komunistycznego więzienia w Kielcach, w którym MBP i sowieccy funkcjonariusze „Smiersza” osadzili 374 więźniów) swój kryptokomunistyczny jad w murach państwowej uczelni wyższej sączyli do głów 3-4 pokolenia żołnierzy AK,NSZ,WiN miłośnicy komunizmu? Po zakończeniu wojny Antoni Heda pozostał w konspiracji, działając w ramach Ruchu Oporu Armii Krajowej, a następnie Delegatury Sił Zbrojnych. Polując na „Szarego” MBP aresztowało 8 maja jego trzech braci Stanisława, Jana i Stefana oraz dwóch szwagrów Jana Góralskiego i Stanisława Kiełbasę. Wszyscy z nich byli brutalnie torturowani. Braci Stanisława i Jana oraz szwagra Stanisława – zamordowano w ciągu kilku tygodni. Tragiczny los spotkał zamordowanego brata Stanisława, który po okrutnych przesłuchaniach trafił z rozbitą głową do szpitala, gdzie ordynujący tam dr Balicki odmówił mu pomocy, mówiąc „Ciebie, bandyto, nie warto ratować”.

    Po drugie, czy jest propaństwowym, aby komuniści opanowali Wydział Prawa, Administracji i Zarządzania Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach i korzystając z tytułów naukowych zdobytych często na lipnych uczelniach przy PZPR egzaminowali 3-4 pokolenie patriotów, którzy z bronią w ręku walczyli o niepodległość? Jaką wersję prawa promuje tow. Jaskiernia? Czy będzie „nauczał” o upadku demokracji, bo usuwa się z Sądu Najwyższego czy KRS jego komunistycznych znajomków, których często przyjmował na salonach władzy jako minister sprawiedliwości w rządzie Jerzego Oleksego. Przecież to Jaskiernia akceptował „ukręcenie” sprawy TW „Olina” …

    Po trzecie, cóż z tego, że jest wola uzdrowienia wymiaru sprawiedliwości, skoro na miejsce „utrwalaczy władzy ludowej” i ich synów oraz córek, wnuków i wnuczek … będą przychodzili obecni studenci indoktrynowani przez towarzysza Jaskiernię, Saletrę czy Kika?

    Po czwarte, jakie zdanie na temat awansu Jaskierni ma wicepremier Jarosław Gowin? Czy akceptuje komunizowanie państwowej uczelni? Co by to było, gdyby w RFN na uczelniach wyższych nauczali miłośnicy nazizmu i NSDAP … Zatem dlaczego miłośnik Ribbentropa (i jego kolejne pokolenia) ma być „złym”, a dziedzic Mołotowa (i jego kolejne pokolenia) tym „dobrym”? Co na takie różnicowanie powiedzą ofiary komunistów z lat 1939-91 i ich rodziny? W końcu pytanie ostatnie. Czy mieszkańcy Kielc chcą zmian w wymiarze sprawiedliwości? Jeśli tak, to wypada zdekomunizować Wydział Prawa, Administracji i Zarządzania Uniwersytetu UJK! Ponadto trzeba zaapelować o to, aby mieszkańcy Kielc zbierali podpisy poparcia pod uczciwymi kandydatami do Krajowej Rady Sądownictwa, sędziami: płk Mariuszem Lewińskim i Teresą Kurcyusz-Furmanik. Przez swoją aktywność chociaż w tej sprawie mieszkańcy województwa świętokrzyskiego pokażą „czerwoną kartkę” dla „czerwonych” i sposobu organizowania kieleckiej uczelni.

    Adam Słomka
  • SANACJA WYMIARU SPRAWIEDLIWOŚCI! - Ustawy o KRS i SN przegłosowane! - aktualizacja
    8.12.2017 przejdzie do historii! Sejm przyjął ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa. Za przyjęciem poprawionego projektu zagłosowało 237 posłów, przeciw było 166. Od głosu wstrzymało się 22 parlamentarzystów. Wcześniej Sejm uchwalił dzisiaj ustawę o Sądzie Najwyższym. SN będzie z udziałem ławników badał skargi nadzwyczajne na prawomocne wyroki sądów od 1997 r. Powstanie w nim autonomiczna Izba Dyscyplinarna, w której też będą orzekać ławnicy. Uchwalenie ustawy PiS przyjął oklaskami. Za całością ustawy, wraz z przyjętymi poprawkami, głosowało 239 posłów, 171 było przeciw, a 24 wstrzymało się od głosu. Na nic protesty kasty sędziów! Kibicujemy PiS-owi w kwestii przeprowadzenia gruntownych zmian w Krajowej Radzie Sądownictwa oraz w Sądzie Najwyższym!
  • Czas odsunąć sędziów orzekających w stanie wojennym? Wymowny sondaż
    Czy sędziowie, którzy orzekali w sprawach politycznych w czasie stanu wojennego, powinni być odsunięci od pracy w Sądzie Najwyższym? Tak wynika z sondażu przeprowadzonego na zlecenie portalu rp.pl.
    Ponad 46 proc. badanych jest przekonanych, że sędziowie, którzy orzekali w stanie wojennym w sprawach politycznych, nie powinni mieć możliwości dalszej pracy w Sądzie Najwyższym. Przeciwnego zdania jest ponad połowa mniej badanych. Jedynie 20,1 proc. respondentów uważa, że ci sędziowie nadal powinni móc pracować w SN. Warto również zwrócić uwagę, że ponad 33 proc. ankietowanych nie ma wyrobionego zdania w tym temacie.

    Sondaż dla portalu rp.pl przeprowadziła agencja SW Research w dniach 17-18 lipca 2018 roku.
  • Co grozi Gersdorf? Piotrowicz: Jedna z sankcji to pozbawienie stanu spoczynku.
    Gersdorf nie ma uprawnień do urlopu, nie może więc go przerwać. Oświadczenia byłej I prezes czy ona jest na urlopie czy nie jest, nie wnoszą nic nowego i nie noszą w sobie żadnej powagi związanej z przepisami powszechnie obowiązującymi, bo ten kontekst jest dość jednoznaczny. Skoro w terminie nie złożyła oświadczenia o woli dalszego zajmowania stanowiska, to z dniem 4 lipca stała się sędzią w stanie spoczynku. Sprawę na antenie Radia Maryja skomentował poseł PiS Stanisław Piotrowicz, szef sejmowej komisji sprawiedliwości. Naraża się na odpowiedzialność dyscyplinarną z tego względu, że sędziów w stanie spoczynku również obowiązują ściśle określone zasady. Niestosowanie się do obowiązującego prawa może skutkować wyciągnięciem konsekwencji dyscyplinarnych. Jedna z najsurowszych sankcji, jaka może spotkać, to pozbawienie stanu spoczynku powiedział polityk zapytany, co grozi Małgorzacie Gersdorf. Warto przypomnieć, że nie kto inny, jak elity sędziowskie podnoszą larum, że łamany jest konstytucyjny trójpodział władz. Dziś mogę zgodzić się z tym środowiskiem sędziowskim, ponieważ ta sytuacja pokazuje, że to sędziowie łamią konstytucyjny trójpodział władz i ingerują w szczególności we władzę ustawodawczą. To oni chcą decydować o tym, jakiego prawa będą przestrzegać w Polsce. A to, jakie będzie i jest prawo konstytucyjnie zagwarantowane jest dla władzy ustawodawczej, a wiec dla Sejmu i Senatu stwierdził Piotrowicz.
  • @kula Lis 67 10:49:24
    Odpowiedzialni za ustawkę z wafelkowymi nazistami: Adam Pieczyński, Bertold Kittel, Jarosław Jabrzyk! To ich decyzje skierowały ten materiał do publikacji.
  • @kula Lis 67 10:49:24
    Materiał TVN ws wafli z SS był robiony w 03.2017 pokazany w 01.2018 kiedy to mieliśmy napięte relacje w związku z ustawa IPN
    Czy ktoś próbował zdestabilizować sytuacje w kraju dokonać puczu?
    Jeśli tak to znaczy że TVN jest organizacja zagrażająca bezpieczeństwu kraju
  • @kula Lis 67 10:49:24
    Pawilon 10 na Rakowieckiej. Tzw. Czerwona Sala, w której wiszą portrety stalinowskich zbrodniarzy. Więźniowie Rakowieckiej pierwszy raz od wielu lat stają ponownie oko w oko z oprawcami. Tylko jeden z wymienionych w raporcie Komisji Mazura żyje do dziś.......to Stefan Michnik.


    https://pbs.twimg.com/media/DrfAhj-XQAAkTO1.jpg
  • @Husky 14:59:09
    Jerzy Poksiński
    Sędziowie wojskowi w latach 1944-1956.
    Próba zarysowania problemu.

    http://bazhum.muzhp.pl/media/files/Niepodleglosc_i_Pamiec/Niepodleglosc_i_Pamiec-r1997-t4-n1_(7)_1_/Niepodleglosc_i_Pamiec-r1997-t4-n1_(7)_1_-s35-49/Niepodleglosc_i_Pamiec-r1997-t4-n1_(7)_1_-s35-49.pdf
  • @Husky 14:59:09
    https://image-media.gloria.tv/gregor/e/67/bfu99npazy6g7myjikyai69gi7myjikyai69i.jpg

    ŻYDOWSCY KACI NKWD I SB W POWOJENNEJ POLSCE. Negowanie znaczenia roli żydów w służbie NKWD jest sprzeczne z podstawowymi faktami ustalonymi przez historyków. Prof. Andrzej Paczkowski sformułował tę tezę jako „nadreprezentacją żydów w UB”. Jednoznacznie pisze o „nadreprezentatywności żydów w UB” inny czołowy historyk IPN-owski dr hab. Jan Żaryn w swym opracowaniu „Wokół pogromu kieleckiego” (Warszawa 2006, s. 86).

    https://gloria.tv/article/ePt7RJruMkyJ1mKNJoeZndkKg
  • @Husky 14:59:09
    http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/wp-content/uploads/sites/2/2017/09/%C5%BBydzi-Polacy-za-wszystko-P%C5%82ac%C4%85.jpeg
    RODOWÓD NADZWYCZAJNEJ KASTY...Całe życie broniłam sędziów. Uważam, że to jest zupełnie nadzwyczajna kasta ludzi zadeklarowała na nielegalnym zjeździe tow. chazarka Irena Kamińska sędzina Naczelnego Sądu Administracyjnego główne przesłanie z tzw. I Nadzwyczajnego Kongresu Sędziów Polskich. KLUB INTELIGENCJI POLSKIEJ 12/09/2017
    RODOWÓD NADZWYCZAJNEJ KASTY
    Żydzi - Polacy za wszystko Płacą

    POCHODZENIE , HISTORIA I CELE „NADZWYCZAJNEJ KASTY LUDZI” III RP

    POCHODZENIE , HISTORIA I CELE „NADZWYCZAJNEJ KASTY LUDZI” III RP

    Całe życie broniłam sędziów. Uważam, że to jest zupełnie nadzwyczajna kasta ludzi– zadeklarowała na nielegalnym zjeździe tow. Irena Kamińska- sędzina Naczelnego Sądu Administracyjnego- główne przesłanie z tzw. I Nadzwyczajnego Kongresu Sędziów Polskich.

    https://www.wprost.pl/kraj/10021899/Sedzia-o-swoich-kolegach-Nadzwyczajna-kasta-ludzi.html

    By łatwiej zrozumieć prawdziwą istotę owej obcej naszej społeczności, tradycji i kulturze uprzywilejowanej ponad ogół Polaków owej grupy, czy raczej kasty, należy rozpoznać nie tylko prawdziwe ich pochodzenie, ale także historię ICH dokonań na drodze do całkowitego zawłaszczenia władzy w Polsce, jaką odbyli ONI przez trzy pokolenia od utrwalaczy PRL, po obecnych, faktycznych beneficjentów III RP.

    http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/wp-content/uploads/sites/2/2017/09/%C5%BBYDZI-W-DZIEJACH-pOLSKI.jpg


    CZĘŚĆ I

    RODOWÓD NADZWYCZAJNEJ KASTY

    Zaraz po tzw. „wyzwoleniu” , na starcie tzw. ,,Polsce Ludowej” władzę administracyjną obejmowali głównie przedwojenni komuniści, byli członkowie agenturalnych sowieckich struktur KPP i jej przybudówek: Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy (KPZU) , Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi (KPZB). Wśród nich zdecydowaną większość członków stanowili osobnicy pochodzenia żydowskiego[1][1]. Całość pod linkiem

    http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2017/09/rodowod-nadzwyczajnej-kasty/
  • @Husky 14:59:09
    Stalinowscy sędziowie i prokuratorzy. Nigdy nie odpowiedzieli za swoje zbrodnie. Włos im z głowy nie spadł.

    https://v.wpimg.pl/MDA1MDIwJC1ufmJxf081cncBYi1nAD1qMV1iJWYRYi4xVCprekF5d3UeHjAsESwqHnwkJyEZJC8edANqIwcoIw==


    Stalinowscy oprawcy w togach posłali na śmierć tysiące polskich patriotów. Przez lata pobierali wysokie emerytury lub wygodnie żyli (niektórzy żyją nadal) na emigracji. To nie jest pełna lista. Zbrodniarzy było znacznie więcej. Przyjrzyjmy się jednak kilkunastu z nich.

    Stefan Michnik - Szwecja przedawniła jego zbrodnie.

    Syn komunistycznych działaczy Samuela Rosenbuscha - prawnika, i Heleny Michnik - historyczki. Początek jego kariery to awans, w 1949 roku, z laboranta w warszawskiej elektrowni na słuchacza Oficerskiej Szkoły Prawniczej. W ciągu niespełna 1,5 roku zdobył tam wykształcenie pozwalające na pracę w Wojskowym Sądzie Rejonowym w Warszawie. W kwietniu 1952 roku, jako 23-latek (!) zaczął przewodniczyć składom sędziowskim sądzącym głównie oficerów z przedwojennym stażem.
    Był sędzią m.in. w procesach: mjr. Zefiryna Machalli - wyrok śmierci, płk. Maksymiliana Chojeckiego - niewykonany wyrok śmierci, por. Andrzeja Czaykowskiego - wyrok śmierci, mjr. Jerzego Lewandowskiego - niewykonany wyrok śmierci, mjr. Karola Sęka - wyrok śmierci...W 1957 roku został przeniesiony do rezerwy. Był adwokatem, a następnie redaktorem w Wydawnictwie MON. W 1969 roku wyjechał do Szwecji. Żyje spokojnie w Goeteborgu. Choć w 2010 roku Wojskowy Sąd Garnizonowy w Warszawie wydał nakaz aresztowania Michnika, władze szwedzkie odmówiły wydania, twierdząc, że jego zbrodnie sądowe "w świetle prawa obowiązującego w Szwecji, uległy przedawnieniu". Sam zainteresowany tłumaczył swoją stalinowską działalność "młodzieńczą naiwnością".

    Stanisław Zarako-Zarakowski - żył spokojnie w III RP

    https://v.wpimg.pl/MDA1MDIwJC1ufmJyfUM1cXUBYi1nAD1qMV1iJWYRYi4xVCprekF5d3UeHjAoGSQ3LVA6GxMWPyUqXmAeKAUsLy5GPi8gKB0FEW57cXlZJzQkVg==

    Przed wojną - prawicowiec, po wojnie - najbardziej krwiożerczy ze wszystkich stalinowskich prokuratorów. Do Prokuratury Wojskowej trafił w lipcu 1945 roku. Sprawował wiele funkcji kierowniczych, dochodząc aż do stanowiska Naczelnego Prokuratora Wojskowego. Uczestniczył w wielu procesach, w tym m.in. członków II Zarządu Głównego WiN, członków III Zarządu Głównego WiN i Komitetu Porozumiewawczego Organizacji Demokratycznej Polski Podziemnej. Był także głównym oskarżycielem w tzw. procesie generałów (gen. Tatara, płk. Utnika, płk. Nowickiego, gen. Hermana, gen. Kirchmayera, gen. Mossora, płk. Jureckiego, mjr Romana i kmdr. Wacka - fałszywie oskarżonych o organizowanie rzekomego spisku w wojsku), a także oskarżycielem w procesach oficerów Wojska Polskiego II RP, niepodległościowego socjalisty Kazimierza Pużaka (zamordowanego w więzieniu) i biskupa Czesława Kaczmarka. "Krwawy prokurator", jak go zwano, znany był ze swego barwnego języka. "Wysoki Sądzie, wnoszę o rozstrzelanie tej kanalii, szpiega angielskiego" - tak zakończył mowę oskarżycielską przeciwko gen. Józefowi Kuropiesce w 1952 roku. Po zwolnieniu ze służby pracował jako zastępca dyrektora Centralnego Zarządu Obrotu Produktami Naftowymi i naczelnik Wydziału Prawnego Ministerstwa Handlu Zagranicznego. W 1968 roku przeszedł na emeryturę. Zmarł 11 kwietnia 1998 roku. Jedyną karą, jaka spotkała go w III Rzeczypospolitej, była degradacja z generała brygady na szeregowca w 1991 roku. Reszta zbrodniczej żydobolszewickiej swołoczy pod linkiem

    https://facet.wp.pl/stalinowscy-sedziowie-i-prokuratorzy-nigdy-nie-odpowiedzieli-za-swoje-zbrodnie-6002212884607617g/2


    Ps...Wpiszcie sobie w wyszukiwarce jakiekolwiek nazwisko AK-owca, NSZ-owca czy WIN-owca skazanego po wojnie na śmierć. Zobaczcie jakie nazwiska powtarzają się podczas procesów lub krwawych przesłuchań. Sami żydzi! Zarzucają Polakom na świecie że jesteśmy antysemitami a tak naprawdę to żydzi są antypolakami. Udowodnili to już kilkakrotnie w historii. W 1920 roku gdy żydokomuna chciała z Polski zrobić republikę sowiecką, po 1945 roku gdy dopięli swego i teraz gdy opanowali większość mediów i piorą na mózgi takimi filmami jak "Pokłosie", "Biegnij chłopcze biegnij", "Sprawiedliwi" itp. Ciekawe ilu Polaków pomogłoby żydom, gdyby teraz była wojna (pamiętając ile żydzi zrobili złego dla Polaków w trakcie i po II wojnie światowej po dzień dzisiejszy).
  • @Husky 14:59:09
    W komunistycznej bezpiece żydzi zajmowali niemal połowę stanowisk – Dr hab. Krzysztof Szwagrzyk

    W kierownictwie Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego żydzi zajmowali niemal połowę stanowisk. Przez lata w historiografii polskiej obowiązywał powszechny pogląd, zgodnie z którym teza o nadreprezentacji żydów w komunistycznym aparacie bezpieczeństwa jest mitem. Gdy jednak podjęto badania nad narodowością kadr “bezpieki” w oparciu o przechowywane w Instytucie Pamięci Narodowej akta osobowe funkcjonariuszy, i opublikowano dane statystyczne, okazało się, że blisko 40 proc. kierowniczych stanowisk Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego zajmowali oficerowie pochodzenia żydowskiego. Wynik naukowych ustaleń nie spotkał się jednak z uznaniem środowisk opiniotwórczych, dla których uzyskany efekt badań świadczył jedynie o… antysemityzmie ich uczestników. Równolegle z analizą kadr aparatu bezpieczeństwa prowadzono studia nad obsadą personalną innych struktur tworzących stalinowski aparat represji: wojskowego i powszechnego wymiaru sprawiedliwości, Informacji Wojskowej, Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Milicji Obywatelskiej czy wchodzącego w skład MBP więziennictwa. W każdym przypadku liczba oficerów pochodzenia żydowskiego w sprawowaniu funkcji kierowniczych wynosiła od kilku do kilkudziesięciu procent, a badań dokonano w odniesieniu do czasu, gdy żydzi stanowili niespełna 1 proc. ludności Polski. Od początku budowy systemu komunistycznego tworzący go napotkali ogromne problemy związane z koniecznością sformowania obsady personalnej powstających stanowisk aparatu władzy. Bazą kadrową dla rządzących stały się środowiska partyzantów Gwardii i Armii Ludowej oraz przedwojennych działaczy komunistycznych, wśród których znaczny odsetek stanowili żydzi. Część z nich okres wojny przeżyła w Związku Sowieckim i po 1944 r. z silnym zaangażowaniem usiłowała przeszczepić nad Wisłą tamtejszą ideologię. Ich liczbę zwiększyli ci spośród ocalałych z holokaustu, którzy w nowym ustroju politycznym widzieli szanse na realizację własnych prywatnych i narodowych interesów. Nagrodą za akces znacznej części społeczności żydowskiej do procesu budowy systemu komunistycznego były eksponowane etaty w aparacie władzy i systemie represji oraz związane z nimi profity. W powszechnej opinii symbolem udziału żydów w tworzeniu stalinizmu w Polsce stała się służba wielu z nich w komunistycznym aparacie bezpieczeństwa. Wbrew intencjom przypisywanym historykom zgłębiającym to zagadnienie, badania nad narodowością kadr “bezpieki” nie obejmują jedynie jednej nacji. Stanowią element szeroko zakrojonych studiów nad całością budowy i funkcjonowania tajnej policji politycznej komunistycznego państwa polskiego, w tym nad jej obsadą personalną, gdzie pochodzenie narodowościowe funkcjonariuszy jest tak samo ważne, jak ich pochodzenie społeczne czy wykształcenie. Dająca się już dziś zdefiniować teza o “internacjonalistycznych kadrach bezpieki” w Polsce powstała w oparciu o analizę głównie ich akt osobowych, z których wynika, że w latach 1944-1956 obok oficerów sowieckich pracowali przedstawiciele narodowości: polskiej, żydowskiej, białoruskiej, ukraińskiej, litewskiej, a nawet niemieckiej i greckiej.

    Polityczna poprawność a statystyka

    Wstępujący do UB żydzi nie ukrywali swego pochodzenia. We własnoręcznie wypełnianych ankietach personalnych w rubryce “narodowość” wpisywali zazwyczaj “żydowska”. Dane takie ujawniali nawet ci, którzy już w okresie międzywojennym zerwali związki ze środowiskiem żydowskim i stali się gorącymi zwolennikami idei komunistycznej. Deklarację światopoglądową ujawniano natomiast w rubryce “wyznanie”, gdzie obok powszechnie używanego terminu “niewierzący” nie brakowało określenia “mojżeszowe”.

    O pozycji funkcjonariuszy pochodzenia żydowskiego w ministerstwie, ale też o ich postrzeganiu w społeczeństwie decydowały dwa zasadnicze czynniki. Pierwszy dotyczył ich liczby w “bezpiece”; drugi zaś zajmowania przez nich eksponowanych stanowisk. Jesienią 1945 r. doskonale zorientowany w sprawach “bezpieki” w Polsce sowiecki doradca przy Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego płk Nikołaj Seliwanowski w raporcie do Moskwy informował, że połowę stanowisk kierowniczych w MBP zajmują żydzi, a w całym ministerstwie ich odsetek sięga 18,7 procent. Zapewne nawet on się nie spodziewał, że tak duża liczba oficerów pochodzenia żydowskiego w centrali aparatu bezpieczeństwa będzie się nadal zwiększać. W kolejnych latach udział żydów polskich w kierowniczych strukturach MBP stale rósł, ostatecznie przekroczył 37 procent. Wśród 450 osób pełniących najwyższe funkcje w MBP (dyrektorów i zastępców dyrektorów departamentów, kierowników samodzielnych wydziałów) pochodzeniem żydowskim legitymowało się 167 oficerów. Na czele ministerstwa stał gen. Stanisław Radkiewicz, wspomagany m.in. przez wiceministrów: Romana Romkowskiego (Menasze Grynszpana) i Mieczysława Mietkowskiego (Mojżesza Bobrowickiego). W okrytej ponurą sławą centrali “bezpieki” wyżsi oficerowie o żydowskich korzeniach kierowali: kadrami – Leon Andrzejewski (Ajzen Lajb Wolf), śledztwami – Józef Różański (Goldberg), finansami – Edward Kalecki (Ela Szymon Tenenbaum), ochroną zdrowia – Kamil Warman, Leon (Lew) Gangel, Ludwik (Salomon) Przysuski, cenzurą – Michał Rosner, Hanna Wierbłowska, Michał (Mojżesz) Taboryski, Biurem Prawnym – Zygmunt Braude, Witold Gotman, konsumami – Feliks (Fiszel) Goldsztajn, Centralnym Archiwum MBP – Jadwiga Piasecka, Zygmunt (Nechemiasz) Okręt, Biurem Wojskowym – Roman Garbowski (Rachamiel Garber) oraz Departamentami: I – Józef Czaplicki (Izydor Kurc), Julian Konar (Jakub Julian Kohn), II – Leon (Lejba) Rubinstein, Michał (Mojżesz) Taboryski, III – Józef Czaplicki (Izydor Kurc), Leon Andrzejewski (Ajzen Lajb Wolf), IV – Aleksander Wolski (Salomon Aleksander Dyszko), Józef Kratko, Bernard Konieczny (Bernstein), V – Julia Brystiger, VI (więziennictwem) – Jerzy Dagobert Łańcut, VII – Wacław Komar (Mendel Kossoj), Zygmunt (Nechemiasz) Okręt, Marek Fink (Mark Finkienberg), X – Józef Światło (Izaak Fleischfarb), Henryk Piasecki (Chaim Izrael Pesses).

    Niższymi strukturami MBP – wydziałami, kierowali wówczas m.in.: Anatol (Natan) Akerman, Marian Baszt, Mieczysław (Mojżesz) Baumac, Jan Bernstein, Adam Bień (Bajn), Ignacy Bronecki, Izrael Cwejman, Tadeusz (Dawid) Diatłowicki, Michał Holzer, Maurycy (Aron) Drzewiecki, Michał (Mojżesz) Fajgman, Leon Fojer (Feuer), Tadeusz Fuks, Edward (Eliasz) Futerał, Artur Galewicz (Glasman), Henryk Gałecki (Natan Monderer-Lamensdorf), Łazarz Gejler, Jakub Glidman, Leon Goryń, Karol Grabski (Hertz), Helena (Gitla) Gruda, Borys (Boruch) Grynblat, Józef Gutenbaum, Herman Halpern, Henryk Jabłoński (Chaim Grinsztajn), Michał Jachimowicz, Zbigniew Józefowicz, Bronisława Juckier, Leon Kesten, Abram Klinberg, Leon Klitenik, Ignacy Krakus, Michał-Emil Krassowski, Mieczysław Krzemiński (Mojżesz Flamenblaum), Icek Lewenberg, Mieczysław Lidert (Erlich), Juliusz Litoczewski, Kazimierz Łaski (Cygier), Samuel Majzels, Ignacy Makowski, Aleksander Marek (Markus) Malec, Walenty Małachowski, Ignacy Marecki, Marian (Mojżesz) Minkendorf, Bronisław Nechamkis, Artur Nowak (Abraham Lerner), Jerzy Nowicki (Lipszyc), Dawid Oliwa, Róża (Gina) Poznańska, Stanisław Rothman, Mieczysław (Moralich) Rubiłłowicz, Irena Siedlecka (Regina Reiss), Michał (Mowsza) Siemion, Wolf Sindel, Zygmunt Skrzeszewski (Salomon Halpern), Marceli Stauber, Józef Stępiński, Ernest Szancer (Schanzer), Ignacy Szemberg, Antonina Taube-Knebel, Juliusz Teitel, Adam (Abram) Wein, Salomon Widerszpil, Józef Winkler (Szaja Kinderman), Stanisław Witkowski (Samuel Eimerl), Roman Wysocki (Altajn), Edward Zając, Marek Zajdensznir, Maria Zorska, Emanuel Żerański.

    W tym samym czasie, w rozbudowanym systemie więzień i obozów liczącym 179 więzień i 39 obozów pracy, stanowiska naczelników i komendantów zajmowali: Salomon Morel – komendant obozów w Świętochłowicach-Zgodzie (1945) i Jaworznie (1948-1951), naczelnik więzień m.in. w Opolu (1945-1946), Katowicach (1946-1948) i Jaworznie (1951); oraz Mieczysław (Moszek) Flaum – komendant obozu we Włocławku (1945-1946) i Mielęcinie (1946); Beniamin Glatter – naczelnik więzienia w Goleniowie (1949); Franciszek (Efroim) Klitenik – naczelnik więzienia we Wrocławiu (1946-1947), Dzierżoniowie (1947-1951) i Łodzi (1951-1958), Henryk Markowicz – naczelnik więzienia przy ul. Kleczkowskiej we Wrocławiu (1945-1946), Sewer Rosen – naczelnik więzienia w Barczewie (1947-1951), Oskar Rozenberg – naczelnik więzienia w Potulicach (1951-1954), Kazimierz Szymanowicz – naczelnik więzienia w Rawiczu (1945-1947) i Saul Wajntraub – naczelnik więzienia w Kłodzku (1948-1951) i więzienia nr III w Warszawie (1951-1954).

    Znaczący procent (13,7) oficerów pochodzenia żydowskiego znalazł się także wśród szefów i zastępców szefów Wojewódzkich Urzędów Bezpieczeństwa Publicznego/ Wojewódzkiego Urzędu do spraw Bezpieczeństwa Publicznego. Najwięcej z nich znalazło zatrudnienie w wojewódzkim UB we Wrocławiu, gdzie wśród osiemnastu zastępców szefów WUBP/ WUdsBP sześciu (33 proc.) było żydami: Władysław Wątorek (Adolf Eichenbaum), Jan Stesłowicz (Lemil Katz), Adam Nowak (Adaś Najman), Adam Kornecki (Dawid Kornhendler), Eliasz Koton i Karol Grad, a w niektórych wydziałach i sekcjach urzędu przedstawiciele tej narodowości stanowili niekiedy 1/3 ich całego stanu osobowego. Zjawisko takie występowało np. w Wydziale ds. Funkcjonariuszy, Wydziale V, VIII i Gospodarczym.

    W latach 1945-1956 poszczególnymi wydziałami kierowali: personalnym – Leonarda Opałko (Lorka Nadler) (1945-1946); I – Roman Wysocki (Altajn) (1950-1951); V – Józef (Jefim) Gildiner (1951-1952); X – Józef (Jefim) Gildiner (1952-1954); “A” – Edward Last (1946); śledczym – Antoni Marczewski (1946-1947), Feliks Różycki (Rosenbaum) (1950-1952); Wydziałem ds. Funkcjonariuszy – Bronisław Romkowicz (Maks Bernkopf) (1946-1947); Sekcją Finansową – Stanisław Ligoń (Lemberger) (1949-1954); Służbą Mundurową – Arnold Mendel (1949-1950). Stanowili oni także trzon istniejącej przy WUBP komórki partyjnej PPR/PZPR (Jefim Gildiner, Karol Grad, Zygmunt Kopel, Henryk Lubiński, Grzegorz Rajman, Felicja Rubin) – 26 proc. w 1954 roku.

    Podobną, wynoszącą 30 proc. statystykę, można dostrzec w gronie kadry kierowniczej powiatowego UB w Dzierżoniowie. Na jej wielkość wpływ miało piastowanie urzędu szefa przez: Artura Górnego (1946-1947); Michała (Mojżesza) Wajsmana (1947-1948) i Adama Kulberga (1951-1954). Jeszcze wyższy odsetek wystąpił na stanowiskach ich zastępców, wśród których trzy z ośmiu etatów zajmowali oficerowie żydowscy: Edward Last (1945-1946), Adam Kulberg (1950-1951) i Izaak Winnykamień (1952).

    Od sprawcy do ofiary.

    Łącznie w latach 1945-1956 we wszystkich komórkach tylko wojewódzkiego UB na Dolnym Śląsku pracowało ponad 500 osób pochodzenia żydowskiego. Pytanie o pełną liczbę zatrudnionych w aparacie bezpieczeństwa Polski Ludowej/ PRL pozostaje nadal otwarte, podobnie jak problem związany z próbą określenia świadomości narodowej oficerów “bezpieki”, wśród których część już przed wojną manifestacyjnie odcinała się od swych żydowskich korzeni. Oderwani od rodzimego środowiska deklarowali swą polskość i światopogląd materialistyczny, w których wiarę głęboko zachwiały dopiero wydarzenia 1968 r., gdy w wyniku antysemickiej nagonki 1968 r. kilkanaście tysięcy polskich żydów zostało zmuszonych do opuszczenia kraju. Ich wyjazd upowszechnił na świecie pogląd o ksenofobicznej Polsce i rzekomym antysemityzmie jej mieszkańców. Milczeniem pomija się przy tym fakt, że całą operację przeciwko żydom zorganizowali ich niedawni towarzysze z “bezpieczeństwa”, a pośród wyjeżdżających do Izraela znalazło się kilkuset niedawnych sekretarzy partii, stalinowskich sędziów i prokuratorów, oficerów Informacji Wojskowej, Urzędu Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa. Żaden z nich nigdy nie poniósł odpowiedzialności za dokonane czyny, a nieliczne próby doprowadzenia do ekstradycji osób oskarżonych o zbrodnie stalinowskie każdorazowo kończyły się niepowodzeniem. Wymownym komentarzem do tej sytuacji może być fragment uzasadnienia sporządzonego przez Ministerstwo Sprawiedliwości Izraela z 5 czerwca 2005 r., odmawiającego zgody na ekstradycję do Polski Salomona Morela: “…uważamy, iż nie ma żadnych podstaw do przedstawienia Morelowi zarzutów popełnienia poważnych przestępstw, nie mówiąc już o ‘ludobójstwie’ czy ‘zbrodniach przeciwko narodowi polskiemu’. Jeżeli już, to wydaje się nam, że Morel i jego rodzina byli ewidentnie ofiarami zbrodni ludobójstwa popełnionych przez hitlerowców i Polaków z nimi współpracujących”.

    Dr hab. Krzysztof Szwagrzyk

    Autor jest historykiem, naczelnikiem Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN we Wrocławiu.

    CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

    Bauman, Brus – sowieckie „elity” w Polsce
    Żydokomuna – Stanisław Michalkiewicz
    Dwóch panów K. – krwawi komunistyczni kaci – Tadeusz M. Płużański
    Supertajny “Spacer” – Tadeusz M. Płużański
    “Prócz Niemców, Rosjan i może Francuzów najbardziej do śmierci Żydów przyczynili się sami Żydzi”
    Zygmunt Bauman – zbrodniarz, który został „autorytetem”
    Izraelski dziennik do Polaków: oddajcie Żydom 170 tys. nieruchomości! Za “pogromy z 1968”!
    Żydzi a komunizm – prof. Jerzy Robert Nowak
  • @Husky 14:59:09
    Prokuratorzy na tropie bestii z UB. Ich zbrodnie się nie przedawnią. Rozliczanie żyjących jeszcze okrutnych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa PRL idzie bardzo opornie. Utrudnieniem było orzekanie przez sądy, że przestępstwa ubeków uległy przedawnieniu. Obecnie nie ma jednak przeszkód, by ścigać bestie z czasów stalinowskich.

    Czytaj więcej: https://gloswielkopolski.pl/prokuratorzy-na-tropie-bestii-z-ub-ich-zbrodnie-sie-nie-przedawnia/ar/3673958
  • @Husky 14:59:09
    Album ze zdjęciami stalinowskiej prokurator Heleny Wolińskiej. "Absolutnie unikatowe" [FOTO]
    https://s1.dziennik.pl/pliki/9741000/9741625-helena-wolinska-900-556.jpg

    Album zawierający zdjęcia stalinowskiej prokurator wojskowej Heleny Wolińskiej został przekazany przez redakcję "Gazety Polskiej" do Muzeum Żołnierzy Wyklętych. Publikacja jest pamiątką wizyty milicyjnej delegacji z Wolińską na czele, na Węgrzech w 1948 r. Album przekazano w środę na ręce Jacka Pawłowicza, dyrektora stołecznego Muzeum Żołnierzy Wyklętych, które powstaje w Areszcie Śledczym na Mokotowie przy ul. Rakowieckiej. W albumie znalazły się fotografie wykonane przez milicję węgierską przedstawiające wizytę delegacji najprawdopodobniej Komendy Głównej Milicji Obywatelskiej na Węgrzech w 1948 r. Tej delegacji przewodziła mjr Helena Wolińska, która w tym czasie była dyrektorem Biura Kadr Komendy Głównej MO. Są to absolutnie unikatowe zdjęcia przedstawiające panią Wolińską, przede wszystkim dlatego, że mało zachowało się jej fotografii mówił Pawłowicz.

    https://s4.dziennik.pl/pliki/9741000/9741656-900-555.jpg

    Jak podkreślił, pokazują one kim była Helena Wolińska i jaki był stosunek podwładnych do niej. Widzimy oficera w stopniu pułkownika, który jej asystuje, a nie dowodzi delegacją, więc to pokazuje jak ważną postacią była w aparacie represji. To była absolutnie wizyta oficjalna, ale widzimy ją także np. podczas wizyty w piwiarni. Album trafi teraz najpierw do konserwacji, a następnie będzie eksponowany w powstającym Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL powiedział Pawłowicz.

    https://s3.dziennik.pl/pliki/9741000/9741687-helena-wolinska-1012-1500.jpg


    Jego zdaniem album to "niebywała pamiątka" i świadectwo tamtych czasów pokazujące nieznaną Helenę Wolińską. Bo ona słynęła z tego, że działała w prokuraturze, brała udział w działaniach represyjnych wobec osób, które były przetrzymywane w więzieniu na Rakowieckiej. Uczestniczyła też w zbrodni sądowej popełnionej na najwyższym rangą oficerze Wojska Polskiego, który został na Mokotowie zamordowany gen. Auguście Emilu Fieldorfie, dowódcy Kedywu Komendy Głównej Armii Krajowej, najpiękniejszej polskiej armii. Który w mokotowskim więzieniu został przez komunistów pohańbiony i powieszony podkreślił.
    Cieszę się, że ten album trafił właśnie do naszego Muzeum, ponieważ Rakowiecka, ta Golgota polska, warszawska jest miejscem, gdzie komuniści wymordowali elitę antykomunistycznego powstania. I to jest miejsce, w którym urzędowała m.in. właśnie Helena Wolińska zauważył. Dorota Kania która, w imieniu "Gazety Polskiej", przekazała album podkreśliła, że z Muzeum Żołnierzy Wyklętych gazeta współpracuje od samego początku i jest jednym z patronów medialnych przedsięwzięcia. Album ten znaleźliśmy na Allegro i od razu wiedziałam, że to może być coś unikalnego. Po wstępnym sprawdzeniu, że to jest rzecz autentyczna zdecydowaliśmy się na jego kupno i przekazanie do Muzeum mówiła Kania.

    https://s9.dziennik.pl/pliki/9741000/9741719-900-555.jpg


    Mam nadzieję, że także inni właściciele równie unikalnych dokumentów i eksponatów będą chcieli przekazać tego typu zbiory do tego Muzeum. To unikalne zdjęcia funkcjonariuszki stalinowskiego aparatu bezpieczeństwa Heleny Wolińskiej nazywanej "potworem w mundurze", której niestety nigdy nie udało się postawić przed polskim wymiarem sprawiedliwości. Mam nadzieję, że ten album przybliży zwiedzającym Muzeum jej postać dodała. Helena Wolińska, podpułkownik wojska w stanie spoczynku, w okresie stalinowskim prokurator wojskowa, była podejrzana o bezprawne aresztowanie 24 osób w latach 50. Był wśród nich gen. August Emil Fieldorf "Nil", Władysław Bartoszewski i działacz komunistyczny Zenon Kliszko. W 2007 r. Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie wydał Europejski Nakaz Aresztowania Wolińskiej. Rok wcześniej brytyjskie Home Office odmówiło wydania jej Polsce w drodze ekstradycji powołując się na "przesłanki natury humanitarnej wiek Wolińskiej, stan jej zdrowia i okoliczności osobiste". Wolińska twierdziła, że jest niewinna, a jej sprawa ma charakter polityczny i antysemicki. Utrzymywała, że nie może liczyć na sprawiedliwy proces w Polsce. W 2006 r. MON zawiesiło wypłatę Wolińskiej 1,5 tys. zł wojskowej emerytury - ustalono, że od początku brakowało jej do tego odpowiedniej wysługi lat. Także w 2006 r. prezydent Lech Kaczyński pozbawił ją Krzyża Komandorskiego Orderu Odrodzenia Polski i Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski. W czasie II wojny Wolińska uciekła z warszawskiego getta. Kierowała biurem Sztabu Głównego Armii Ludowej. Po wojnie pracowała w Komendzie Głównej MO, potem - w Naczelnej Prokuraturze Wojskowej. Wraz z Józefem Światłą prowadziła śledztwo przeciw gen. Fieldorfowi. Zasiadała w komisji weryfikującej sędziów i prokuratorów wojskowych. Po 1956 r. pracowała w Instytucie Nauk Społecznych przy KC PZPR, skąd zwolniono ją w 1968 r. w wyniku czystek antysemickich. Wkrótce potem wyjechała z Polski. Na początku lat 70. osiadła w Wielkiej Brytanii, gdzie otrzymała obywatelstwo. Była żoną innego "marcowego" emigranta prof. Włodzimierza Brusa. Zmarła 27 listopada 2008 r. w Oksfordzie.


    Ps...Gdyby Polska nie była państwem "istniejącym tylko teoretycznie" to polski wywiad zrobiłby z Wolińską to co Izrael zrobił z Eichmanem, czyli należało tę zwyrodniałą bestię w ciele kobiety uprowadzić do Polski, postawić przed sądem i powiesić.
  • @Husky 14:59:09
    Odnaleziono raporty Kiszczaka z Londynu. Infiltrował żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.

    https://s8.dziennik.pl/pliki/9579000/9579177-czeslaw-kiszczak-900-556.jpg

    W archiwach wojskowych odnaleziono nieznane historykom raporty Czesława Kiszczaka z czasów, gdy pod koniec lat 40., jako oficer stalinowskiej Informacji Wojskowej w Londynie infiltrował żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie ujawnił dyrektor Wojskowego Biura Historycznego Sławomir Cenckiewicz. Na konferencji prasowej w MON Cenckiewicz powiedział, że akta te w lutym 1990 r. trafiły z MSW do Centralnego Archiwum Wojskowego, gdzie nie zostały wciągnięte do ewidencji. Cenckiewcz podkreślił, że 16 lat temu po utworzeniu IPN akta te powinny tam trafić, ale tak się nie stało. Dodał, że w tej sprawie złoży zawiadomienie do prokuratury. Cenckiewicz: Historycy sprawdzą, czy osoby z raportów Kiszczaka były represjonowane. Jak mówił dziennikarzom Cenckiewicz, dokumenty o działalności por. Kiszczaka dla Informacji Wojskowej w Londynie (gdzie przebywał po wojnie - PAP) były do tej pory nieznane historykom, co - dodał - pozwalało Kiszczakowi przez lata mówić, że w zasadzie niczego złego w Londynie nie robił, pomagał tym, który chcieli wrócić do kraju, a nawet przestrzegał ich przed represjami. Dokumentacja, którą chcemy dzisiaj zaprezentować, pokazuje pewną precyzję w działalności Czesława Kiszczaka, przekazywanie informacji o konkretnych osobach do Głównego Zarządu Informacji (...), są adnotacje o przekazaniu sprawy do Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego lub innych jednostek aparatu represji powiedział Cenckiewicz. Nie chce teraz jednoznacznie stwierdzić, że osoby, na które wskazuje w swoich raportach Czesław Kiszczak, były objęte represjami, to jest zadanie dla historyków, którzy będą analizowali te materiały - zaznaczył. Dodał, że "na pierwszy rzut oka przynajmniej kilka osób z tej listy było represjonowanych". W ocenie Cenckiewicza materiały świadczą jednak o tym, że "Czesław Kiszczak wystawiał osoby powracające do kraju na pewne represje". Relacjonował, że Kiszczaka w latach 40. XX w. w Londynie interesowali przede wszystkim żołnierze wywiadu i kontrwywiadu, czyli Oddziału II Sztabu Głównego WP, a także oficerowie, którzy eksponowali swoje antykomunistyczne poglądy i agitowali, by nie wracać do Polski, oraz byłymi żołnierzami Wehrmachtu, którzy w trakcie wojny dołączyli do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. W dokumentach powiedział Cenckiewicz są też donosy, które Kiszczak otrzymywał od żołnierzy w Londynie. Powiedział, że wśród znalezionych akt są także dokumenty wytworzone przez wywiad wojskowy PRL Zarząd II Sztabu Generalnego WP, którego szefem Kiszczak był w latach 70. XX w. Dokumenty te oczywiście powinny były trafić do IPN. Z jakichś przyczyn nie trafiły. W tej sprawie już kilka zawiadomień do prokuratury IPN złożyłem. Jest śledztwo, więc pewnie prokuratura ustali, jakie są przyczyny, dla których taka duża ilość materiałów nie została przekazana do IPN powiedział Cenckiewicz. Dodał, że zarządzony przez niego spis dokumentów pokazał zasadnicze różnice między "tym, co fizycznie stoi na półkach" w archiwum, a tym, co jest ujęte w ewidencji. - W ten sposób znaleźliśmy m.in. te materiały dotyczące Zarządu II Sztabu Generalnego wywiadu wojskowego PRL, ale znaleźliśmy także te dokumenty Głównego Zarządu Informacji, a wśród nich materiały por. Czesława Kiszczaka powiedział Cenckiewicz. Zmarły w listopadzie 2015 r. Kiszczak był oficerem Informacji Wojskowej, potem służył w Wojskowej Służbie Wewnętrznej; w latach 70. był szefem wywiadu oraz kontrwywiadu wojskowego. W 1981 r. został szefem MSW jako bliski współpracownik nadzorca z ramienia GRU/KGB gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Współodpowiedzialny za stan wojenny.

    Ps...Po takim ubecko - esbeckim ścierwie, jakim był Kiszczak, nie należało się niczego dobrego spodziewać. Żołnierze Polskich Sil Zbrojnych na Zachodzie, którzy byli inwigilowani przez Kiszczaka w tym mojej Mamy brat który mu szczękę złamał, nie wrócili do Polski i zaczęli nowe życie głównie w Anglii więcej nie zawracając sobie głowy powrotem do Polski gdzie groziła im śmierć lub więzienie. Dzisiaj ich dzieci i wnuki są szanowane w Wielkiej Brytanii w odróżnieniu od postpeerelowskich polskich emigrantów chlebowych. Ta kiszczakowa inwigilacja zjadła część funduszy UB, których potem zabrakło na inwigilowanie polskich robotników i dlatego Poznański Czerwiec się udał. Miejmy nadzieję, że świadomość tego faktu nieco przyspieszyła śmierć chazarosowieckiej matrioszki Kiszczaka.
  • @Husky
    Kim jest prokurwator Ryszard Paszkiewicz ten od "właściwego "prowadzenia śledztwa w sprawie Amber Gold oprócz tego, że niewiele pamięta jako prokurator? Ma amnezję. Dziennikarz Wojciech Wybranowski przypomniał, że to syn zastępcy wojewódzkiego komendanta MO do spraw SB w latach 1975-83. Ponadto prokurator Paszkiewicz chciał ścigania Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka za informacje zawarte w ich głośnej książce o Lechu Wałęsie. Odpowiada też zdaniem dziennikarza za niesłuszne aresztowanie (2 lata) Piotra Zaleskiego, prezesa firmy Conti. To miot wsobny Ryszarda Paszkiewicza, syn z-cy wojewódzkiego komendanta MO do spraw SB w latach 1975-83. A to fragment życiorysu Sylwestra Paszkiewicza, ojca prokuratora Ryszarda Paszkiewicza: Od 1944 należał do ZWM, a od 1946 do PPR/PZPR. Od marca do listopada 1945 był zatrudniony w Wojewódzkim Urzędzie bezpieczeństwa Publicznego w Rzeszowie (komórka poczty specjalnej). Następnie przydzielony do WUBP w Koszalinie, a od stycznia 1946 funkcjonariusz UB w Szczecinie i innych miastach Pomorza Zachodniego (m.in. krótkotrwale referent w Gminie Głębokie), od 1954 kierownik sekcji, od 1956 starszy oficer operacyjny. Od 1957 pracował w pionie SB w KW MO w Szczecinie jako oficer operacyjny, od 1965 zastępca naczelnika, od 1971 naczelnik Wydziału II SB KW MO. 1 czerwca 1975 został przeniesiony do Gdańska na stanowisko zastępcy komendanta ds. SB KW MO. Na tym stanowisku w nocy na 13 grudnia 1981, gdy wprowadzano stan wojenny, kierował wielką operacją w Grand Hotelu w Sopocie, gdzie zatrzymano kilkudziesięciu działaczy „Solidarności”, m.in. Jacka Kuronia, Jana Rulewskiego, Tadeusza Mazowieckiego i Karola Modzelewskiego. Od sierpnia 1983 zastępca szefa ds. SB w WUSW w Gdańsku. Od 15 czerwca 1989 był na etacie niejawnym zastępcy dyrektora w Departamencie V Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, od 1 listopada 1989 na etacie niejawnym kierownika w grupie specjalnej Departamentu Ochrony Gospodarki MSW. W tym czasie od połowy czerwca 1989 do końca marca 1990 służył w grupie operacyjnej w Berlinie.
  • @kula Lis 67 18:04:12
    Komentarze o nim pod linkiem http://niezalezna.pl/219679-jego-ojciec-byl-szefem-sb-w-gdansku-on-jako-prokurator-badal-amber-gold-a-dzis-nic-nie-pamieta

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

TAGI