ZAPOMNIANY polski bohater!

"Nie błagamy o wolność, my walczymy o wolność"

Był myśliwskim asem i generałem lotnictwa. Dowodził legendarnym Dywizjonem 303 w Bitwie o Anglię. 17 sierpnia przypada 24. rocznica śmierci Witolda Urbanowicza. Z tej okazji warto przypomnieć sylwetkę najskuteczniejszego polskiego lotnika walczącego w II wojnie światowej, który w powietrznych walkach nad Wielką Brytanią odniósł siedemnaście zwycięstw.

Nie błagamy o wolność, my walczymy o wolność. Tak miałem napisane na samolocie. W bitwie o Anglię mieliśmy rekord 126 zestrzeleń, przy najmniejszych stratach własnych wspominał po latach gen. Urbanowicz. Wspomniane wyżej hasło wprowadził w czyn, bohatersko walcząc z lotnictwem III Rzeszy. Doświadczenie zdobywał przed wybuchem wojny. W1930 roku rozpoczął naukę w Centrum Wyszkolenia Oficerów Lotnictwa, którą ukończył po dwóch latach. W latach 30. służył w lotnictwie myśliwskim, a następnie został instruktorem Wyższej Szkoły Pilotażu Myśliwskiego w Dęblinie. Zajmował się tam m.in. nauką walk powietrznych. Wspominał, że doświadczenie z tego okresu okazało się bardzo pomocne w starciach podczas bitwy o Anglię. W momencie rozpoczęcia II wojny światowej stacjonował w Dęblinie. W wojnie obronnej 1939 roku nie zdołał strącić żadnego nieprzyjacielskiego samolotu. Po wrześniowej porażce, razem z innymi polskimi lotnikami trafił przez Rumunię do Francji i następnie Wielkiej Brytanii. Pierwsi polscy lotnicy przebywali w Wielkiej Brytanii od początku grudnia 1939 roku. Po klęsce Francji, latem 1940 roku przybył ostatni kontyngent Polaków. Początkowo Brytyjczycy byli krytyczni wobec polskich pilotów ze względu na to, że latali na przestarzałych samolotach, nie znali języka angielskiego i to, że należeli do armii rozbitej przez Niemców. Z tego powodu morale polskich myśliwców były wątpliwe. Taka była opinia Brytyjczyków, oczywiście w rzeczywistości było zupełnie inaczej wspominał Witold Urbanowicz w audycji Radia Wolna Europa. Kiedy sytuacja Brytyjczyków w walce powietrznej uległa znacznemu pogorszeniu, postanowili zwrócić się o pomoc do polskich pilotów. Wciąż byli nieufni i najpierw wypróbowali kilkunastu najlepszych Polaków w lotach treningowych. Ta niewielka grupa pilotów wywarła ogromne wrażenie na Brytyjczykach. Był wśród nich Witold Urbanowicz. Wraz z pozostałymi lotnikami został przydzielony do Royal Air Force (Królewskich Sił Powietrznych). W tym czasie dokonał pierwszego zestrzelenia niemieckiego samolotu w bitwie o Anglię. Latem 1940 roku Brytyjczycy wydali zgodę na utworzenie dwóch polskich dywizjonów myśliwskich 302 i 303. Dywizjon 303 po raz pierwszy wziął udział w walce 31 sierpnia 1940 roku. Zestrzelił sześć wrogich samolotów, samemu nie ponosząc żadnych strat. Por. Witold Urbanowicz został zastępcą dowódcy dywizjonu 303, majora Zdzisława Krasnodębskiego. Nadzór nad polską jednostką obejmował brytyjski oficer, który miał decydujący głos. 7 września Urbanowicz objął samodzielne dowództwo, po tym kiedy Krasnodębski odniósł poważne rany. Wprowadził zmiany taktyczne w polskich dywizjonach. Brytyjczycy latali w trójkowym kluczu bojowym. Zwarty szyk stanowił doskonały cel dla niemieckich myśliwców. Polacy zastosowali czwórkowy klucz, wzorowany na niemieckim, który okazał się skuteczniejszy niż brytyjski. A ja zastosowałem taktykę ptaków. Jako małe dziecko podpatrywałem przyrodę i zauważyłem, jak się zachowywały zwierzęta. Kiedy jastrząb atakował gołębie, to one pryskały na wszystkie strony. I to w moim systemie pozostało powiedział w archiwalnym nagraniu Polskiego Radia. We wrześniu 1940 roku bitwa o Anglię wkroczyła w kulminacyjną fazę. W rannych godzinach dostałem wezwanie. Kiedy startowały pierwsze samoloty, do operation room wszedł Churchill. W powietrze rzucono wszystkie dywizjony. Gdy premier zapytał się, jakie są rezerwy, usłyszał, że żadne – wspominał wizytę Churchilla w kwaterze głównej 11. grupy myśliwskiej w Uxbridge w dniu 15 września 1940, który okazał się przełomowym momentem bitwy o Anglię. Przeciwko nieprzyjacielowi rzucono wszystkie siły, a atak odparto. Dywizjon 303 zestrzelił tego dnia 16 niemieckich samolotów. Wielka Brytania została obroniona. Witold Urbanowicz został odsunięty na dalszy plan i zajmował się szkoleniem lotników, był też oddelegowany jako attaché lotniczy przy polskiej ambasadzie w Waszyngtonie. Nie mógł znieść bezczynności w czasie wojny i w 1943 roku zgłosił się na ochotnika do amerykańskiej 14 Armii Lotniczej, która walczyła z Japończykami w Chinach. Służył w Pierwszej Amerykańskiej Grupie Ochotniczej, znanej jako "Latające Tygrysy". Zajmował się eskortą samolotów i w czasie służby w Chinach strącił dwa japońskie samoloty. Pod koniec 1943 roku wrócił do Wielkiej Brytanii i ponownie pracował jako attaché. Odszedł ze służby pod koniec 1945 roku. W latach spoczynku Witold Urbanowicz osiadł w Nowym Jorku i pracował w amerykańskich liniach lotniczych. Po odejściu ze służby spisał swoje wojenne przeżycia. We wspomnieniach daje się poznać nie tylko jako pamiętnikarz, ale jako pisarz moralista, głęboko rozumiejący odruchy ludzkie w obliczu wojny. W 1995 roku został mianowany generałem brygady. Po wojnie spotkałem na zlocie lotniczym w San Antonio niemieckich lotników, którzy wzięli udział w kampanii wrześniowej. Wyczułem, że oni nienawidzili Polski i Polaków. Nawet im wytłumaczyłem bardzo dyplomatycznie, że błędy popełnione przez Niemcy powinny zostać poprawione. Słuchali i mam wrażenie, że doszli do pewnych wniosków, bo ja to mówiłem nie jako ich wróg, ale raczej po przyjacielsku wspominał w Radiu Wolna Europa spotkanie z dawnymi wrogami w latach 70.

Źródło: polskieradio24.pl 

kula Lis 70

kula Lis 70 - Zagorzały Antybolszewik herbu Jastrzębiec

Podobał Ci się post? Wystaw ocenę!

5

liczba ocen: 1

Post jest opublikowany więcej niż dn. Funkcje oceny i komentowania zostały wyłączone.

  • Polacy walczący na zachodzie z Hitlerem to prawdziwi żołnierze wyklęci.

    Oni walczyli i nie szczędzili krwi i co dostali w zamian od sojuszników..
    skończyli jako magazynierzy, kelnerzy i obsługiwacze innych zmywaków na zachodzie..
    Do tego Polskie złoto zostało zagrabione przez ich zachodnich sojuszników..
    To jedna grupa tragicznych żołnierzy wyklętych...wyklętych przez ich sojuszników w intrsie których walczyli i oddawali życie.

    Druga grupa żołnierzy wyklętych to tacy sami żołnierze którzy walczyli tak samo z Hitlerem tylko po drugiej stronie frontu..to oni razem z Rosjanami zdobyli Berlin..
    Ich sojusznik po wojnie uszanował uhonorował...
    Niestety zostali żołnierzami wyklętymi po 89 r gdy władzę przejęły solidaruchy.
    Te dwie grupy licząca każda po wiele dziesiątków tysięcy walczących na frontach żołnierzy, to są prawdziwi żołnierze wyklęci...
    ciekawe że obie grupy zostały wyklęte przez tzw zachód bo solidaruchy reprezentują interesy zachodu bo na pewno nie polskie .

    Na ich tle bandyci przeklęci mordujący Polaków po wojnie na zlecenie zachodu, przedwojennej oligarchii rodowej i kościelnej to często
    zwykłe bandziory a w najlepszym przypadku pożyteczni idioci spod ambony mordujący w interesie przedwojennych oligarchów.

    Te opisane fakty pokazują jak bardzo solidaruchy gwałcą naszą Polską historię.