Obława na klimat

Subotnik zza ściany

                                                                                                                                                                                      Debata klimatyczna „Fit for 55 - szansa, czy zagrożenie dla Polski” w Belwederze w Warszawie.                                                                                                                                                                 Mądry człowiek, kiedy widzi, że poziom rzek niebezpiecznie się podnosi, nie traci czasu na kombinowanie, jak zatrzymać opady – nie snuje, na przykład, wizji budowania wielkich drabin, z których będzie się rozpylać cement, aby w ten sposób zabetonować chmury od dołu; nawet jeśli koncerny betoniarskie przedstawiają mu uzasadniające takie pomysły badania naukowe.

Mądry człowiek stara się zrobić to, co ma sens: przygotować amfibie i łodzie do ewakuacji zagrożonych obszarów, zapewnić miejsca dyslokacji i zapasy dla ewakuowanych, zgromadzić worki z piaskiem i zmobilizować ludzi do ich układania – etc. Jeśli klimat się ociepla, co nie jest żadnym znowu cudem, nawet w króciutkim z punktu widzenia Ziemi od Średniowiecza mieliśmy co najmniej jeden okres podobnego jak dziś ocieplenia i dwie epoki lodowcowe, to, mówiąc hasłowo, należy inwestować w klimatyzację, a nie trwonić zasoby i energię na bezsensowną „redukcję CO²”.

Religia ratowania klimatu

Niestety, mądrzy ludzie niewiele mają w dzisiejszych do powiedzenia, a na religii „ratowania klimatu” zarabia się biliony dolarów i osiąga wielkie polityczne cele – więc potężne siły robią co mogą, by utrzymywać masy w stanie bezmyślnej histerii. Mniej więcej tak samo musiał działać w swych najlepszych czasach stalinowski „diamat” – coś niecoś można na ten temat znaleźć w dziełach i wspomnieniach dwudziestowiecznych intelektualistów. „Dialiekticzeskij materializm” (bo może nie wszyscy już dziś rozumieją użyty przeze mnie, niegdyś powszechnie znany skrót) odbierał wolę sprzeciwu i zabijał zdrowy rozsądek szantażem bezalternatywności. Takie są obiektywne prawa dziejów, udowodnione naukowo przez całe kopy wybitnych mózgów, od Marksa i Engelsa począwszy, że klasy próżniacze muszą zniknąć, komunizm zapanuje na całym świecie, i głupi, kto staje na drodze nieuniknionego Postępu.

Kolega opowiadał mi właśnie o jakimś spotkaniu, urządzonym pod patronatem Prezydenta RP, na temat unijnego planu zniszczenia i zniewolenia naszej części Europy pod pozorem „ratowania planety”, nazwanego „Fit for 55”. W spotkaniu uczestniczyła grupa ludzi znających się na rzeczy i grupa neokomsomolców z jakiejś „młodzieżowej rady klimatycznej” czy czegoś takiego. Neokomsomolcy opowiadali oczywiście z przejęciem swoje kocopały, że trzeba ratować planetę, i to nic specjalnego. Problemem było to, że, jak relacjonuje kolega, którego tam zaproszono, ludzie rozumiejący dobrze, jakie skutki przyniesie to „ratowanie planety” naszemu krajowi, i nie ukrywający tego, nie potrafili – ani jeden! – wyartykułować sprzeciwu wobec planów Komisji Europejskiej, a jedynie przebąkiwali, by jakoś starać się te skutki złagodzić.

"Ludzka twarz" czerwonej zarazy

Mnie przypomina ta opowieści o dawnych dysydentach, którzy wiedząc, że komunizm to zło, nie potrafili skrzesać w sobie myśli, że można by otwarcie powiedzieć mu „nie”. Jakoś tam naprawiać, łagodzić, dorabiać czerwonej zarazie „ludzką twarz” – ale tylko tyle. No bo przecież nie ma alternatywy, bo „kapitalizm to pułapka bez wyjścia”, bo obiektywne prawa historii…

"Nie lzia"

Władimir Wysoki opisał ich w genialnej i powszechnie znanej balladzie o polowaniu na wilki – nawet w obliczu śmierci, nawet pod lufami, głupie zwierzęta nie zdobędą się (poza jednym, i tylko ten obławę przeżyje) przekroczyć linii fladr, czerwonych szmat na sznurze, którymi zagrodzono drogę. Bo tak. „Nie lzia na fłaszki”, i koniec. Nauka udowodniła, że klimat się ociepla i że trzeba redukować emisję – „nie lzia” tego weryfikować.

„Nie lzia” – przepraszam, ale żadne tłumaczenie nie odda emocjonalnej mocy imperatywu niemyślenia, zawartego w tym rosyjskim zwrocie – zadawać najbardziej elementarnych, zdroworozsądkowych pytań, dlaczego redukowanie emisji dwutlenku węgla polegać ma nie, na przykład, na przejściu na energetykę jądrową – jedyną nie polegającą na spalaniu – tylko na rozmaitych zyskownych dla szalbierzy działaniach, które w istocie światową emisję CO² zwiększają. Na wodór, którego wytworzenie z ropy naftowej czy węgla powoduje większą emisję i daje mniej energii, niż gdyby spalić bezpośrednio przerabiany na wodór surowiec, na jakieś idiotyczne wiatraczki, fotowoltaikę i inne kretynizmy…

Żeby te zabawki i niezbędne do ich działania akumulatory (jako sposób magazynowania energii wciąż mimo postępów techniki żałośnie nieefektywne, w porównaniu z bańką benzyny) wyprodukować, zarzyna się niewolniczą pracą rzesze czarnych niewolników w Kongo i sąsiednich krajach, bo trzeba do tego ogromnej masy rzadkich surowców. Żeby te surowce przetworzyć, stawia się w Chinach i innych krajach Azji setki nowych elektrowni węglowych, jako że produkcja monokrzemów czy szczególnego rodzaju plastików na wiatraczki jest bardzo energochłonna. Wyprodukowane zaś i przewiezione na Zachód w działaniu powodują one przede wszystkim niestabilność krajowych sieci energetycznych, których stabilizowanie powoduje kolejne zwiększenie emisji. A na koniec, za dwadzieścia, trzydzieści lat nie będzie wiadomo co z tonami zużytych skorup i generatorów zrobić, bo są one absolutnie „niebiodegradowalne”.

Monstrualny, gargantuiczny idiotyzm, który obnażyć by potrafiło dziecko, byle nauczone zostało wcześniej logicznego myślenia. Ale tęgie mózgi, przerażone pokazywanymi im przez kupionych do tego celu naukowców wykresami, godzą się milcząco, że to tylko „wypaczenia”, bo tak czy owak, trzeba powtrzymać ocieplenie i ratować planetę przed katastrofą.

Zawsze mnie fascynowała ta hipnotyczna siła, wywierana na ludzi przez rozciągane im przed nosem czerwone fladry – i w końcu udało mi się sformułować algorytm, na którym się to wszystko opiera.

Skoro byli Państwo tak mili, by zapłacić za dostęp do strefy dorzeczy+ podzielę się z Państwem tym odkryciem.

Otóż wspomniany algorytm brzmi: Jeżeli z A wynika B, to C.

Na przykład: jeśli istnieje bieda, z powodu której ludzie cierpią, to trzeba się poddać Związkowi Radzieckiemu.

Czy Związek Radziecki zwalczył biedę u siebie? Bynajmniej! Tam dopiero bieda aż piszczała! Ale jakoś wielcy zachodni intelektualiści nie mieli wątpliwości, że tylko komunizm, tylko Związek Radziecki, bo „kapitalizm to pułapka bez wyjścia”.

Jeśli z pomiarów temperatury wynika, że klimat się ociepla, to trzeba nabijać kabzę koncernom, produkującym w celu zmniejszenia emisji CO² całkowicie bezużyteczne badziewie zwiększające tę emisję oraz wspierać dominację państw, które zwiększając ją u siebie, dławią i niszcząc państwa mniejsze aby zmniejszyć emisję u nich. I nie ma pytań. Nie lzia na fłaszki!                    Autor: Rafał A. Ziemkiewicz                                                                                                                                                                                                    Ps...Duda ratyfikował Fundusz odbudowy UE. Będziecie płacić za zieloną energię wszyscy.

 

kula Lis 70

kula Lis 70 - Zagorzały Antybolszewik herbu Jastrzębiec

Podobał Ci się post? Wystaw ocenę!

3

liczba ocen: 4

Post jest opublikowany więcej niż dn. Funkcje oceny i komentowania zostały wyłączone.

  • Kto szybciej opuści UE? Grecy, Węgrzy czy Polacy?

    Nie tylko politycy i dziennikarze co jakiś czas spierają się, który kraj pierwszy pójdzie w ślady Wielkiej Brytanii i już wkrótce pożegna aroganckich urzędników z Brukseli. Czy będzie to Polska czy może Węgry, których premier już w zeszłym roku zauważył publicznie, że "istnieje życie poza Unią"? Otóż prawdopodobieństwo wyjścia kolejnego państwa z Unii na bieżąco starają się też oszacować bukmacherzy przyjmujący wartościowe zakłady polityczne. Jak podał niedawno znany portal bukmacherski oddschecker.com, w oparciu o dane od międzynarodowych bukmacherów, postawienie na Polexit lub Huxit mogłoby w razie wygranej przynieść solidną nagrodę. Najbardziej prawdopodobne jest bowiem, że w ślady Londynu pójdzie Rzym. Za każde euro postawione na Italexit można w razie wygranej zainkasować marne trzy euro. W kraju tym, według kolejnych sondaży, wciąż rośnie bowiem liczba tzw. eurosceptyków oraz popularność uznawanych za eurosceptyczne partii politycznych. Czy Polska jest druga w kolejności? Nic z tych rzeczy. Zdaniem bukmacherów dużo bardziej prawdopodobny jest Grexit, czyli opuszczenie unijnych struktur przez Grecję. W razie wygranej za każde euro można dostać sześć. Na trzecim miejscu w tym nietypowym rankingu znaleźli się Francuzi z przelicznikiem 1:8. Kolejne pozycje zajęły ex equo Holandia i Czechy. W ich przypadku zakład może stać się już w miarę opłacalny: za każde postawione euro w razie wygranej bukmacherzy obiecują wypłatę dwunastu. Jeszcze większą kwotę zainkasuje ktoś, kto obstawi wyjście z Unii Europejskiej Polski albo Węgier. W obu przypadkach prawdopodobieństwo opuszczenia europejskiej wspólnoty bukmacherzy szacują na 1:16. Za najmniej realne międzynarodowi bukmacherzy uważają wyjście z UE przez Luksemburg. Jeśli taki scenariusz by się spełnił, hazardzista może liczyć na wypłatę nagrody w stosunku 1:80. Bardzo dobrze byłoby dla Europy, gdyby rosnąca liczba osób rozczarowanych eurokratami w Brukseli doprowadziła do porzucenia przez unijne elity imperialnych marzeń i zaprzestania aroganckiego podejścia do krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Niestety, taki scenariusz wydaje się tak bardzo nierealny, że nawet bukmacherom szkoda na niego czasu. Autor:
    Jacek Przybylski

    Ps...A może tak jednocześnie: Polska, Węgry, Grecja i Włochy?! Ależ to byłby problem dla biurokratów? Tak czy inaczej nie jest istotne który kraj jako następny opuści ten "Folwark zwierzęcy" zwany UE. Faktem niezaprzeczalnym jest to, że czy wcześniej czy później ten sztuczny twór się rozleci na kawałki. Kiedyś słyszałem że Związek Radziecki jest monolitem który przetrwa tysiące lat aż cały świat stanie się komunistyczny. Jak się stało wszyscy wiemy. To samo czeka ten eurokołchoz! Nie zależy mi na Unii i przekraczaniu granicy bez kontroli, latając samolotem kontrola i tak jest na wejściu. Z przyjemnością zobaczę jak Lidl i Kaufland pana Schwartza oraz inne Auchan zostaną tak opodatkowane, że będą droższe niż Społem. Ponadto z przyjemnością też powitam tanią energię elektryczną i materiały budowlane (cement i inne energożerne) nie obciążoną bzdurnymi cenami emisji. Skończy się durne dopłacanie do pseudo zielonej energii. Będziemy mieli tanią energię, 3/4 mniej durnych unijnych regulacji, 3/4 mniej urzędników wymuszonych unijnymi regulacjami, normalne sądy itd. To da wzrost gospodarczy 2-3 razy większy niż te marne dopłaty unijne. Tak więc ja chętnie unii podziękuję, jak się Niemcom nie podoba demokratyczny wybór. Unia została zaproszona jako gość do naszego domu Polski. Przyszła z prezentami, do których wprawdzie się dokładamy i korzysta z całego domostwa. Dzisiaj ściąga nam krzyż w dużym pokoju, nie pozwala ustawić choinki, wtrąca się w wychowanie dzieci, zabrania jeść kotlety i proponuje eutanazję dziadka. Opuśćmy ZSRR 2.0! Zapisywaliśmy się do klubu dżentelmenów, a wylądowaliśmy w klubie pederastów. Wchodziliśmy do grona równoprawnych państw, a jesteśmy w ZSRR bis. Z rozumnym szacunkiem dla innych oczekiwaliśmy tego samego wobec nas, a napotkaliśmy bezbrzeżną arogancję rozwydrzonych głupców. Mieliśmy oddać część naszego rynku i suwerenności przyjaciołom w zamian za wolność i rozwój, a okazuje się, że zmienia się nas w kolonię pasącą zdegenerowanych kanciarzy i szantażystów. Coraz marniejszy dla Polski ten unijny interes.

  • Kubacka: Federalizacja UE to zagrożenie dla suwerenności Polski

    https://img.dorzeczy.pl/img/anna-kubacka/af/4f/147403a9f33ce3697c97e070ecec.jpeg

    Postanowienia traktatów wykorzystywane są̨ instrumentalnie dla poszerzenia władzy instytucji unijnych z naruszeniem zasad pomocniczości oraz proporcjonalności. Niejednokrotnie godzą̨ one również̇ w konstytucyjną tożsamość́ państw członkowskich – mówi w rozmowie z portalem DoRzeczy.pl Anna Kubacka, analityk w Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris.
    Czym w praktyce jest federalizacja Unii Europejskiej?

    Anna Kubacka: Unia Europejska w swym założeniu miała być wspólnotą narodów, które współpracują ze sobą na różnych polach, lecz pozostają suwerenne. Zgodnie z traktatami stanowi ona zinstytucjonalizowane i wyposażone w prawną podmiotowość́ forum współpracy, nie zaś́ instytucję mającą w swoisty sposób nadzorować́ państwa członkowskie. W ostatnich latach wyraźnie jednak widać, że zachodzące we wspólnocie procesy w konsekwencji mogą prowadzić do przeobrażenia UE w państwo federacyjne.

    Badania przeprowadzone w czasie prac nad najnowszym raportem Collegium Intermarium i Ordo Iuris, ale także doświadczenie codziennej pracy związanej z analizą inicjatyw unijnych nie pozostawiają wątpliwości, że istnieją silne tendencje do faktycznego rozszerzenia kompetencji instytucji unijnych na sfery, które nie zostały im powierzone decyzją państw członkowskich. Właśnie na tym polega proces federalizacji, który zmierza do utworzenia w ramach UE jednego „superpaństwa" w miejsce dotychczasowej wspólnoty narodów.

    Czy z perspektywy Polski ten proces stanowi zagrożenie dla suwerenności naszego kraju?

    Zdecydowanie tak. Działania takie, stanowią̨ zagrożenie dla suwerennych członków wspólnoty, naruszając zarazem jej traktatowe fundamenty. Postanowienia traktatów wykorzystywane są̨ instrumentalnie dla poszerzenia władzy instytucji unijnych z naruszeniem zasad pomocniczości oraz proporcjonalności. Niejednokrotnie godzą̨ one również̇ w konstytucyjną tożsamość́ państw członkowskich.

    W raporcie dokonaliśmy kompleksowej analizy aktywności organów unijnych między innymi w zakresie polityki pieniężnej, rodzinnej, zdrowotnej, migracyjnej czy socjalnej. Praktycznie we wszystkich badanych obszarach dochodziło do bezpodstawnych ingerencji instytucji unijnych, związanych z kreatywną interpretacją postanowień traktatowych, naciskami poprzez rezolucje, deklaracje i inne akty typu soft law, faktyczną preferencją interesów jednych państw, kosztem innych, a nawet presją finansową na państwa członkowskie sprzeciwiające się uzurpacji kompetencji przez unijne instytucje. Dlatego w raporcie przypomnieliśmy o tym, że wszelkie działania Unii Europejskiej ograniczone są przyznanymi jej przez państwa członkowskie kompetencjami oraz traktatową zasadą pomocniczości i proporcjonalności.

    Wiele środowisk mówi nie o federalizacji UE, a jej integracji. Co różni oba terminy?

    Idea integracji europejskiej opiera się̨ z jednej strony na dążeniu do zachowania pokojowego współistnienia państw Starego Kontynentu, z drugiej natomiast na współpracy w tych obszarach, gdzie wspólne i skoordynowane działania umożliwiają̨ osiągniecie celów, których realizacja w inny sposób byłaby utrudniona lub nawet niemożliwa. W tym jednak względzie w UE widoczna jest postępująca tendencja centralizacyjna, która wiąże się ze spadkiem efektywności i wpływa na wspólnotę destabilizująco.

    Nieuprawniona aktywność́ instytucji unijnych w obszarach, które nie zostały im powierzone, godzi w traktatowe fundamenty UE, a co gorsza – wywołuje poważne reperkusje społeczne. Działania mające wzmacniać́ integrację pozbawione są̨ oddolnego, naturalnego charakteru, przez co budzą̨ opór społeczeństw poszczególnych państw członkowskich, które nie chcą̨ wyrzekać́ się̨ własnej tożsamości narodowej (najdobitniejszym tego przykładem był brexit).

    Konieczne jest zatem odrzucenie utopijnych wizji federalizacji. Na płaszczyźnie prawnej odbywać́ się̨ to powinno poprzez wzmocnienie kompetencji Rady, będącej forum współpracy międzyrządowej. Należy też wystrzegać́ się̨ jakichkolwiek zmian osłabiających znaczenie państw członkowskich, jak rezygnacja z zasad jednomyślności lub większości kwalifikowanej, tam, gdzie one istnieją̨. Należy również̇ postulować́ deregulację licznych obszarów objętych prawodawstwem unijnym, w przypadkach, gdy nie przynosi ono zamierzonych rezultatów. Konieczne jest respektowanie zasady pomocniczości, a przyjmowanie jakichkolwiek aktów bezpośrednio wiążących (rozporządzeń́) powinno być́ zawsze traktowane jako ostateczność́. Sama technika prawodawcza stosowana przez instytucje unijne również̇ powinna ulec zmianie tak, by akty prawne były bardziej przystępne dla obywateli.

    Zastosowanie się do powyższych pozwoli nam kontynuować „zdrową" integrację Europy narodów i zatrzymać niebezpieczny dla suwerenności państw członkowskich proces federalizacyjny.

    Raport w tej sprawie został opublikowany podczas konferencji 5 sierpnia w siedzibie Ordo Iuris. Czego dowiedzieli się uczestnicy tego wydarzenia?

    W ramach prezentacji raportu przedstawiliśmy diagnozę obecnej sytuacji UE i nasze propozycje przywrócenia Unii Europejskiej jej właściwych ram. Przede wszystkim muszą to być ramy prawne, powrót do poszanowania postanowień traktatów, stanowiących akt konstytuujący wspólnotę̨. Traktaty stanowią̨ wyraz woli suwerennych państw, które ją powołały i ukształtowały jej kompetencje w ściśle określony sposób i instytucje europejskie są̨ bezwzględnie zobowiązane do uszanowania tego stanu rzeczy. Naszym postulatem nie jest zatem „polexit", lecz rzeczywisty powrót do cały czas przecież obowiązujących ram działalności Unii określonych traktatami.

    Oprócz prezentacji raportu zainaugurowana została także działalność Centrum Badań nad Integracją Europejską Collegium Intermarium, w ramach którego ma miejsce systematyczna analiza skutków gospodarczych i społecznych procesu pogłębiania europejskiej integracji. Kluczowym elementem nowego ośrodka badawczego jest niezależna, międzynarodowa komisja, która będzie oceniała działania unijnego Trybunału Sprawiedliwości, Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego pod kątem zgodności z prawem traktatowym i prawem poszczególnych państw członkowskich. W skład komisji wchodzą profesorowie prawa ze wszystkich 27 państw Unii, którzy będą nie tylko publikować raporty i analizy oceniające dokumenty przygotowywane przez unijne instytucje, ale także proponować rozwiązania prawne ograniczające nadużycia unijnych urzędników.

    Źródło: DoRzeczy.pl

    Ps...Mądrej aż miło słuchać. Nie bójmy się tego powiedzieć. Po wyjściu UK z UE to nie jest już plan federalizacji ale stworzenia Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego czyli IV Rzeszy wraz z przybudówkami taniej siły roboczej. Tylko wyjście z tego żydolewackiego, faszystowskiego i pedalskiego tworu jakim jest U, zapewni Polsce suwerenność i poważanie cywilizowanego świata.

  • Ziemkiewicz: Polexit to przyszła konieczność

    Jeśli ustąpimy przed uzurpacją TSUE i KE, to będziemy musieli ustępować dalej, aż do kompletnej utraty suwerenności. Ponadto poniesiemy koszty brnięcia w ewidentnie nieudaną reformę. Dlatego polexit to przyszła konieczność.
    Nie tylko w Zjednoczonej Prawicy, ale nawet w samym Prawie i Sprawiedliwości nie ma zgody, co zrobić z wyrokiem TSUE. Czy lepiej, mimo wszystkiego, co dotąd powiedziano, ugiąć się – czy trwać przy swoim, odmówić płacenia zapowiadanych przez Komisję Europejską kar i eskalować wojnę, licząc, że pogróżki Komisji okażą się blefem?

    Jednych przekonuje narracja „ziobrystów”, że jeśli ulegniemy bezprawiu i podporządkujemy się wyrokowi, w którym TSUE uzurpuje sobie uprawnienia niewynikające z traktatów, to rozzuchwalimy zarówno eurokrację, dążącą metodą faktów dokonanych do budowy europaństwa ponad rządami narodowymi, jak i zachęcimy do dalszego demolowania wymiaru sprawiedliwości sędziowski rokosz, walczący o przywrócenie korporacji sędziowskiej (i innym korporacjom prawniczym) statusu „państwa w państwie”, jakim cieszyły się przez ćwierćwiecze po Okrągłym Stole. Inni skłonni są raczej przyznać rację pragmatykom, że nie warto tracić tak wiele w obronie Izby Dyscyplinarnej, która jak dotąd przecież i tak nikogo zdyscyplinować nie zdołała i nie zapowiada się na to.

    Wszyscy mają rację
    Obie strony żywią głęboką wiarę, że Jarosław Kaczyński jest po ich stronie. Ten wysłuchuje na razie argumentów, z którymi przychodzą do niego deputacje od premiera i ministra sprawiedliwości. I zachowuje milczenie. Jednak coś w końcu będzie musiał postanowić – czasu na decyzję pozostaje coraz mniej, jeśli Komisja Europejska nie wycofa się z pogróżek, to zacznie naliczanie kar już za dwa tygodnie.

    Problem w tym, że właściwie obie strony mają rację. Unijni urzędnicy wydają się zdeterminowani, by Polskę złamać i upokorzyć bez względu na koszta, jakie może to pociągnąć dla unijnej spójności. Złe skutki odsunięcia na bok unijnych traktatów na rzecz skuteczności i„nauczki” dla krnąbrnego kraju, jeśli przyjdą, to dopiero za jakiś czas. A eurokraci myślą w krótkiej perspektywie – Frans Timmermans, przegrany u siebie w Holandii, jako pogromca Polski wylansował się w tym środowisku znakomicie, podobnie jak sędzia de Lapuerta, przed wysłaniem do TSUE skromna urzędniczka w hiszpańskim ministerstwie sprawiedliwości. Ursula van der Leyen nic nie zyska, ustępując Polsce, a może pomóc swej karierze podobnie jak wymieniona dwójka. Liczne znaki dowodzą, że w kręgach eurokracji panuje swoista poprawność, zgodnie z którą każde działanie służące budowie unijnego superpaństwa, obojętne, prawem czy lewem, jest dziejową koniecznością i nie może być w żaden sposób dyskutowane, a tym bardziej sabotowane.

    Innymi słowy – jeśli ustąpimy przed uzurpacją TSUE i KE, to będziemy musieli ustępować dalej, aż do kompletnej utraty suwerenności.

    Ponadto faktem jest, że koszty starcia z Brukselą – z którego korzyści, tu akurat z naszego punktu widzenia jest odwrotnie, przyjść mogą dopiero w dalszej perspektywie – poniesiemy za brnięcie w reformę, która ewidentnie się nie udała, co zresztą otwarcie przyznał ostatnio sam prezes. Wymiar sprawiedliwości nie działa lepiej niż przed atakiem na „kastę”, a sama „kasta” wręcz czuje się jeszcze bardziej bezkarna. Jedyne, co na razie spotkało najbardziej zajadłych wrogów rządu, to odsunięcie od orzekania – w praktyce oznacza to, że pensja przychodzi na konto, a zamiast pracować, można się wylegiwać albo objeżdżać Polskę z podróżnym politycznym wiecem pod pozorem promowania „konstytucji” (bo choć teraz rokosz walczy o uznanie Konstytucji RP za podrzędną wobec orzeczeń TSUE, to nie przestał posługiwać się nią jako totemem).

    PiS ewidentnie przeliczył się z siłami. Zamiast rozwiązań systemowych postawił na ręczne sterowanie, zamiast polityki wybrał czołowe zderzenie z całym środowiskiem. W efekcie zjednoczył je przeciwko sobie i okazał się za słaby, by wygrać. Jeżeli kilka lat temu większość prawników sprzyjała opozycji i sabotowała władzę po cichu, to teraz robią to już zupełnie otwarcie, czego dowodem otwarty bunt sędziów Sądu Najwyższego przeciwko prezes Manowskiej czy idąca w setki liczba sędziów okręgowych podpisujących się pod apelem o „wykonanie wyroku” TSUE. A ci, którzy zawdzięczają kariery PiS, wydają się coraz bardziej zainteresowani wkupieniem się jakoś w łaski rokoszan niż dalszym wspieraniem rządu w reformie, która nie wiadomo już właściwie, na czym ma polegać.

    Można było mądrzej
    „Okazja raz stracona jest stracona na zawsze” – mawiał sławny brytyjski pirat Francis Drake. PiS mógł rozegrać mądrzej sprawę Trybunału Konstytucyjnego – wystarczyłaby cierpliwość, i tak już wszyscy jego członkowie pochodzą z nominacji obecnej władzy. Nie było potrzeby nocnej „konwalidacji”, sztuczek z zaprzysięganiem sędziów po nocy i odwlekaniem publikacji orzeczenia, można też było znaleźć mniej kontrowersyjnych kandydatów na sędziów niż polityczny harcownik Piotrowicz, obciążony w dodatku zawodową przeszłością, czy nieumiejąca się powstrzymać od żenujących i nielicujących z piastowaną godnością publicznych pyskówek Pawłowicz. Przede wszystkim dużo lepsze efekty dałoby wdrożenie pierwotnego projektu reformy, w którym większość KRS miała być wybierana przez ogół sędziów. Bojąc się utraty choć odrobiny kontroli nad przebiegiem reformy, przegrano ją – na razie – całą.

    Jeśli kapitulacja przed unijnym naciskiem oznacza konieczność kolejnych kapitulacji w przyszłości, to z kolei upór przy podtrzymywaniu status quo oznacza nie tylko kary finansowe za istnienie Izby Dyscyplinarnej, lecz także perspektywę utraty pieniędzy z Funduszu Odbudowy, na których oparł PiS całą swą strategię, Polski Ład i komunikację ze swymi wyborcami. Dlatego zresztą eurokraci, widząc, że polski rząd całkowicie się uzależnił od ich decyzji, utwardzili stanowisko – mimo iż złożony jako jeden z pierwszych polski plan odbudowy trzymany jest w zamrażarce, z niedwuznaczną sugestią, że w razie nieposłuszeństwa zostanie zablokowany, tak jak już zrobiono to Węgrom, pod pretekstem „zagrożenia korupcją”. „Nie mogą tego zrobić, nie mają prawa” – odpowiadają pytani o sprawę politycy PiS, co wydaje się przejawem skrajnej naiwności i „chciejstwa”; jako się rzekło, urzędnicy unijni okazali już wyraźnie, że w imię wielkiego celu „pogłębienia integracji” są zdecydowani naginać i wręcz łamać traktaty.

    Przekonać ludzi do opuszczenia UE
    Oczywiście po ogłoszeniu 12 dyrektyw „Fit for 55” nie ulega już wątpliwości, że jeśli Polska chce zachować osiągnięcia ostatnich 30 lat i przyzwoity poziom życia, to wyjście z politycznych struktur Unii będzie w ciągu kilku najbliższych lat koniecznością. Być może nie byłoby złym planem doprowadzić do tego już teraz, z wykorzystaniem dla przekonania społeczeństwa oczywistego podeptania polskiej godności, jakiego dopuszczają się eurokraci, nie rozumiejąc, że ci Polacy, których znają, nie są reprezentatywni dla ogółu. Wymagałoby to działań i deklaracji radykalnych – włącznie z wycofaniem się z Funduszu Odbudowy. Jest to możliwe, pewnie nawet by się opłaciło zapożyczać na własny rachunek, a nie w ramach wspólnego długu unijnego. Ale czy PiS ma dość odwagi, by zrobić krok, który doda wiatru w żagle od dawna straszącej polexitem opozycji? Z drugiej strony – możliwe, że w PiS przeważy obawa przed cofnięciem się i upokorzeniem, które rozczaruje żelazny elektorat.

    Presję TSUE i KE można, przy odrobinie politycznej zręczności, której dotąd brakowało, wykorzystać do poprawienia wcześniejszych błędów. Choć sędziowski rokosz i wspierająca go opozycja nie przyjmują do wiadomości jakiegokolwiek innego wariantu niż powrót do stanu, w którym sędziowie – a ściślej, sędziowski establishment – kontroluje dostęp do zawodu, wybiera swoje władze i odpowiada wyłącznie przed samym sobą, to zmiana zakwestionowanych przez TSUE ustaw nie musi oznaczać całkowitej rezygnacji z zamiaru rozbicia pookrągłostołowej sądowej skamieliny. Tyle że po kilku latach nieskutecznych prób poddania środowiska sędziowskiego kontroli jest to jeszcze trudniejsze, niż było u zarania reformy, a z dotychczasowych doświadczeń z rządami PiS wynika, że napotykając opór, Jarosław Kaczyński nie szuka rozwiązań finezyjnych ani nie stara się o ominięcie przeszkody, tylko – przeciwnie – nakazuje jeszcze mocniejsze, frontalne uderzenie. Zwykle idzie to w parze ze znalezieniem winnego dotychczasowych niepowodzeń. Nie trzeba dodawać, że stronnictwa premiera i ministra sprawiedliwości nieustannie atakują prezesa przekazem, że winni są tamci.

    Na razie możliwe jest każde rozwiązanie. Mimo utraty Senatu PiS wciąż przecież jest w stanie przeprowadzić skutecznie, choć nieco wolniej niż w poprzedniej kadencji, każdą ustawę, jakiej potrzebuje.

    Musi tylko wiedzieć, co chce uchwalić – a tego właśnie najwyraźniej wciąż jeszcze nie wie.
    Ps...Trzeba koniecznie wyjść z Unii, a dlatego, że ogranicza nam suwerenność. Myślałem, że UE to traktat gospodarczy, ale okazuje się, że gumkują takie zapisy i wklejają ideologiczne. W l.80.i na pocz.90. marzyłem o pełnej suwerenności Polski. Okazuje się, że nawet 32 lata później nadal mozolnie trzeba do niej... Dążyć, nie już się nią cieszyć. Całkowicie popieram wyjście z Unii takiej jaką się staje teraz. Niewolnictwo całkowite pod pręgierzem Niemców. Nigdy! Nie ma szans na przetrwanie Unijny neożydobolszewicki twór w jaki zamieniła się Unia, a ten żydolewacki terror, demolowanie praw obywatelskich oraz polityka propagowania kretynizmu a także polityka Kalego ..już wychodzą bokiem ludziom w wielu krajach Unii..Lewokracja, będzie terror nasilać i pozbawiać państwa członkowskie suwerenności w przyspieszonym tempie...więc na efekt tego rodzaju okupacji długo czekać nie będziemy. Tym wszystkim EU fanom powiem krótko, że długo ta Unia nie pociągnie. Jak Polacy, Włosi, Hiszpanie, Słowacy, Czesi i inni, zaczną płacić za czystą energie elektryczną wysokie ceny a co za tym idzie, wysokie ceny żywności i inne towary, to szybko się skończy wieloma exitami. Biorąc pod uwagę co się powoli szykuje nie tylko Polska będzie grubszymi płacić za wszystko, UE entuzjaści zapominają często o tym, także w sferze prawnej/ekonomicznej, Niemcy po uporaniu się z Polską i Węgrami wezmą się za resztę, to jest plan III Rzeszy bis, można powiedzieć IV Rzesza nam rośnie...Jedyny Ziobro rozumie co tu jest grane, że np. Niemcom brakuje robotników i chodzi o to aby na wschodzie Europy wywołać nędzę i wypchnąć młodych z tych krajów a zwłaszcza z Polski do Niemiec do roboty. A co mieliśmy z UE?, wprowadzono korporacje zamiast wolnego rynku, najdroższe autostrady, najdroższe stadiony, toksyczne orliki.. 90% kasy wracało do Niemiec, 10% kradło PO, likwidacja także fizyczna polskich przedsiębiorstw, ludzie na bruk pod most żadnych tarcz. Umowy śmieciowe za 3,5 zeta, paliwo po 7 zeta teraz prawie to samo plus zboczenia, pedalstwo. Taka Unia? A chuj z nią. Myślę, że kiedy fit55 zacznie obowiązywać i lwia część firm upadnie, gospodarka będzie zniszczona a społeczeństwo zacznie żyć w nędzy wtedy może dojść albo do wielu exitów albo do rewolty.

  • Autor 5*

    W nieustającej walce o ochronę klimatu wśród demokratycznych państw spedalonego Zachodu, IIIŻydo-RP/Polin wysunęła się na czoło, na sam czub awangardy.

    Dzisiaj już tylko 1/3 spożywanego w IIIŻydo-RP/Polin mięsa pochodzi z rodzimych hodowli - a więc nasza trzoda chlewna oddaje znacznie mniej pierdów do atmosfery niż ma to miejsce w innych spedalonych demokracjach.

    Niebawem zlikwidujemy także kopalnie węgla i węglową energetykę. Energię czerpać będziemy z szumu wiatru i morza oraz importować od tych, którzy są mniej skuteczni w nieustającej walce o klimat.

    Pozostaje tylko życzyć elitom IIIŻydo-RP/Polin dalszych sukcesów i szczere "ch" im w "d" - wszak to spedalona demokracja.

  • @Rzeczpospolita 14:24:20

    Globalna polityka się sypie! Chiny podniosły ceny o 1500% w stosunku do tego co sprzedawały wcześniej! Krótkowzroczność EU ma swoje konsekwencje w tym, że nadal próbują robić dobrze Chinom i Rosji, myśląc że ich to uratuje. Niestety nawet Niemcy nie wytrzymają swej głupiej polityki! Myślcie, co zrobi System jak rządy (patrz Niemcy) stwierdzą, że musza mieć! dodatkowe siły robocze w postaci imigracji (żaden imigrant nie pójdzie do roboty) on zastąpi Was i zmieni kulturę!
    Zobaczycie, że to zrobi Morawiecki, nie chcemy mieć więcej dzieci (bo drożeje życie) a owszem, pytanie tylko czemu tak jest? odpowiem, bo płacimy bezsensownie haracze za klimat! oraz utrzymujemy gryzipiórków w CCCUE tak jak kiedyś Moskwę! Czas szukać radykalnych rozwiązać, takich jak: stopień obniżki opłat CO2 w stosunku do emisji tych gazów przez Chiny, Rosję, Indie, USA, Brazylię, bo to one emitują 65% tego gazu do atmosfery, a 15% Metanu emituje tylko Rosja!

  • @Rzeczpospolita 14:24:20

    Rząd Polski uważa, że Greta wie więc należy się podporządkować a do tego przecież frau Merkel kazali. Gdy oglądałem jak wielcy tego świata w ONZ z zapartym tchem słuchali i bili brawo Grecie to wtedy właśnie straciłem wiarę w człowieczeństwo, logikę o przyszłość. Zapomnieć EU, przypomnieć sobie że mamy węgiel i pamiętać że najważniejsza jest Polska. Posiadamy złoża węgla, moglibyśmy inwestować w technologie zgazowania i wydobywania w tej formie. Mamy przymus siedzieć pod butem i wdrażać fit 55 czy inne chore pomysły brukselskich panów.

  • @Rzeczpospolita 14:24:20

    Z dziennikarskiego obowiązku informuję, że córka Tuska w dniu 18/02/2013 r. kupiła za gotówkę 5-cio pokojowe mieszkanie na Saskiej Kępie w Warszawie za 1,72 mln.zl +Mercedes S 344tys. Skąd miała na to pieniądze, powinien dociekać urząd skarbowy.

  • @kula Lis 70 15:15:15

    Hucpa klimatyczna jest przygotowywana przez globalistów od dawna. Doszli jednak do wniosku, że terror covidowy będzie aktualnie lepszy, bo z Gretą im nie wypaliło. Nie oznacza to jednak że o niej zapomnieli i ponownie jej nie nasilą. Są z tego duże pieniądze, dlatego wkrótce możemy oczekiwać jej reaktywacji. Niektóre mendia głównego rynsztoku w Stanach, już dawno temu otrzymały wytyczne w tej sprawie.

  • @Playset 16:04:09

    Zamordyzm klimatyczny razem z religią kowidiańską i rewolucją postępacką są w jednym worku pt. depopulacja i zniewolenie tych co przeżyją. Za tym wszystkim stoją banksterzy i ich tzw. rząd światowy. Co nie udało im się pod czerwonymi sztandarami, to teraz robią
    to w tęczowych barwach. I to jest główne zmartwienie od czasu kiedy zmiana klimatu stała się dosyć mało dyskusyjna, że pakujemy ogromne pieniądze w kieszenie niemieckich producentów wiatraków a potem w niemiecki gaz z NS2 zamiast pakować pieniądze w retencję wody, zmianę struktury lasów i upraw na bardziej odporne na suszę, systemy nawodnień pól itd, a na to są potrzebne ogromne pieniądze i na wszystko nam nie wystarczy. Jak napakujemy kieszenie niemieckim cwaniakom od klimatu to i tak zmian klimatycznych nie powstrzymamy i zostaniemy z suszą, brakiem plonów, drożyzną a może i głodem. Niestety mamy głupi, strachliwy i nieuczciwy rząd z błaznem ministrem od klimatu (żydkiem Kurtyką, którego ponoć mają wreszcie pogonić) który bierze udział w europejskiej błazenadzie zamiast mówić uczciwie jak jest i przygotowywać społeczeństwo do prawdziwych dylematów i decyzji które trzeba będzie podjąć (np. polexit)

  • @kula Lis 70 16:39:59

    Tym razem pełna zgoda w temacie.

  • @Playset 18:21:00

    Od 6 miesięcy działa w Niemczech największa Elektrownia w Europie na węgiel brunatny przy kopalni węgla brunatnego. To przykład hipokryzji tzw. Ekologów, PE i Niemców!

  • @Playset 18:21:00

    Żaden poczytalny człowiek nie dałby sobie usunąć ślepej kiszki przez szesnastolatkę, której rodzice kupili właśnie pod choinkę atlas anatomiczny. Żaden człowiek nie zleciłby budowy domu szesnastoletniej architektce, która jedyne, co zbudowała, to zamek z piasku. Wreszcie żaden człowiek, który potrafi odróżnić fundusz inwestycyjny od kredytu na dom, nie powierzyłby szesnastolatce swojego majątku. Ale jeżeli chodzi o klimat i ratowanie świata, nagle rozwrzeszczane dzieci stają się cenionymi prorokami nadchodzącej zagłady.

  • @Playset 18:21:00

    Przyjęcie krajów środkowej Europy do UE uchroniło ją (Unię) od gigantycznego kryzysu, który się już tam szykował. Stracili kolonie w Afryce, a pozyskali półkolonie za bliską granicą, i miliony wykwalifikowanych pracowników, którzy za psi pieniądz robili wszystko. Wyjście środkowej Europy z Unii ( w takim stanie, w jakim jest ) zamieniło by ją (Unię) za kilkanaście lat we współczesne Aleppo. Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że w latach 2005–2018 transfery z budżetu UE pomniejszone o polską składkę członkowską wyniosły 440,5 mld zł (przy użyciu średniorocznych kursów euro według GUS). To 2,03 proc. PKB Polski w tym czasie. Z drugiej strony wypływ kapitałów z Polski do innych państw UE w formie dywidend i innych przychodów (dochodów) z tytułu udziału w zyskach osób prawnych, odsetek, opłat licencyjnych, przychodów z tytułu świadczeń: doradczych, księgowych, badania rynku, usług prawnych sięgnął 758,9 mld zł, czyli 3,5 proc. polskiego PKB (...) W ciągu 14 lat Polska straciła na tym niemal 320 mld zł. Najwięcej zyskały gospodarki Holandii i Niemiec. Unijne środki odpowiadają mniej więcej za 1 procent polskiego PKB. Pochodzą również z naszych pieniędzy i są konsekwencją tego, że mamy otwarty rynek dla zagranicznej konkurencji, która swobodnie sobie tutaj poczyna, czasami eliminując niektóre sektory polskiej gospodarki. To jest nasze doświadczenie ostatnich 16 lat. Nie zależy mi na unii i przekraczaniu granicy bez kontroli, latając samolotem kontrola i tak jest na wejściu. Z przyjemnością zobaczę jak Lidl i Kaufland pana Schwartza oraz inne Auchan zostaną tak opodatkowane, że będą droższe niż Społem. Ponadto z przyjemnością też powitam tanią energię elektryczną i materiały budowlane (cement i inne energożerne) nie obciążoną bzdurnymi cenami emisji. Skończy się durne dopłacanie do pseudo zielonej energii. Będziemy mieli tanią energię, 3/4 mniej durnych unijnych regulacji, 3/4 mniej urzędników wymuszonych unijnymi regulacjami, normalne sądy itd. To da wzrost gospodarczy 2-3 razy większy niż te marne dopłaty unijne. Tak więc ja chętnie Unii podziękuję, jak się Niemcom nie podoba demokratyczny wybór.