Oraz analiza wywodów tego generała...

Wołanie o armię nowego wzoru. "Aby sprostać wyzwaniom, które tworzą Chiny i Rosja niezbędne są rewolucyjne zmiany". Chris Dougherty, ekspert amerykańskiego think tanku Center of New American Security, specjalizujący się w kwestiach wojskowych i strategicznych, autor wielu raportów na temat tego jak może wyglądać wojna nowej generacji, w tym ostatniego, w którym opisuje on hipotetyczny asymetryczny rosyjski atak na Łotwę, poświęcił zagadnieniu jak przygotować się do nowoczesnej wojny artykuł w specjalistycznym portalu War on the Rocks. Jest to bardzo ciekawy materiał, który zwłaszcza w Polsce przeżywającej kryzys migracyjny na granicy z Białorusią, winien zostać zauważony.
                                                                                                 
Swe rozważania Dougherty zaczyna od przypomnienia wypowiedzianej jesienią ubiegłego roku opinii generała Johna Hytena, zastępcy szefa połączonych sztabów amerykańskich sił zbrojnych, który powiedział, po kolejnych grach wojennych mających amerykańskim sztabowcom pomóc przewidzieć przebieg konfliktu z równorzędnym przeciwnikiem (za takich uważa się w Pentagonie zarówno Rosję jak i Chiny), że „przegraliśmy w sposób żałosny”. Jednak w opinii amerykańskiego eksperta znacznie ciekawsze niźli epatowanie się słowami Hytena jest poszukiwanie odpowiedzi na pytanie dlaczego tak się dzieje, że we wszystkich organizowanych ostatnio przez Pentagon grach wojennych Ameryka przegrywa, nie jest w stanie osiągnąć swych celów wojskowych i politycznych i w efekcie musi ustąpić żądaniom rywali.

W jego opinii jest to skutkiem niezrozumienia natury nowoczesnego konfliktu zbrojnego, który nie będzie przypominał tych toczonych nawet w niedalekiej przeszłości (Operacja Pustynna Burza). Mało tego, amerykańscy sztabowcy starają się postępować zgodnie z wypracowanymi w przeszłości zasadami i regułami toczenia wojny, które były dobre w przypadku przeciwników znacznie słabszych, nad którymi można było od razu osiągnąć znaczną przewagę, jak to było w przypadku np. Iraku, ale zupełnie tego rodzaju strategia czy model postępowania nie przystaje do nowych realiów i nowych rywali. Dougherty pisze, powołując się zresztą na wypowiedzi Hytena, że Amerykanie dążą do osiągnięcia na wojnie „dominacji informacyjnej”. Chodzi o stworzenia w realiach pola walki całego systemu, który w czasie rzeczywistym jest w stanie zbierać rozproszone informacje generowane przez rozmaitego rodzaju sensory, integrować te strumienie informacyjne w jeden obraz sytuacji i na tej podstawie reagować, używając rozmaitego rodzaju typów broni w charakterze narzędzia (wojskowi określają to mianem enablera). Tego rodzaju podejście ma umożliwić świadomość sytuacyjną, czyli wiedzę co się dzieje, oraz precyzyjne, chirurgiczne uderzenia obezwładniające i wyprzedzające reakcje przeciwnika. W ujęciu modelowym oznacza to osiągnięcie takiej przewagi, w wyniku której wojna trwa krócej i ponosi się mniejsze ofiary, bo zawsze wyprzedza się ruchy wroga.

Problem, w opinii Doughertego, polega jednak przede wszystkim na tym, że w przypadku państw słabych, takich jak Irak, Amerykanie mogli długo przygotowywać się do budowy takiego, w ramach dominacji informacyjnej, systemu aby potem móc wykonać krótkie, chirurgiczne uderzenie, ale w nowej wojnie nie będzie to możliwe. Co najmniej z kilku powodów, ale jednym z istotniejszych jest ten, że państwa takie jak Chiny czy Rosja, mają zbyt duże możliwości, również i wiedzę o tym w jaki sposób Amerykanie toczą wojny, aby im pozwolić na osiągnięcie stanu dominacji informacyjnej. Oznacza to, że w przyszłości ewentualne konflikty, i taka tezę buduje amerykański ekspert, będą toczyły się w sytuacji niedoboru informacji. Dowódcy oddziałów w polu będę musieli działać nie mając wsparcia w zakresie rozpoznania, zwiadu, dowodzenia oraz łączności, a sztab może nie wiedzieć co dzieje się z oddziałami w polu. Tego rodzaju sytuacja premiuje inicjatywność dowódców liniowych, ale Amerykanie mają z tym problem, bo nie są szkoleni aby prowadzić wojnę nowego typu. Każdy kto pamięta film „Helikopter w ogniu” pamięta, że dowodzący operacją w Mogadiszu amerykański generał miał w czasie rzeczywistym możliwość obserwowania sytuacji w wielu miejscach i wydawania rozkazów uwzględniających co się dzieje. Teraz tego nie będzie.

Co więcej, jak zauważa Dougherty wszystkie gry wojenne prowadzone w Center for New American Security dowodzą, że „informacja i systemy, które je gromadzą, przesyłają, przechowują i przetwarzają, stały się największą słabością Stanów Zjednoczonych w domniemanych konfliktach z Chinami lub Rosją”. To wynik trzech powiązanych ze sobą trendów. Po pierwsze amerykańskie społeczeństwo, sił zbrojnych nie wyłączając, stało się nadmiernie uzależnione od technologii informacyjnych i tak jak trudno sobie wyobrazić spotkanie biznesowe bez prezentacji w Power Point, tak siły zbrojne USA nie umieją już walczyć nie mając dostępu do strumieni informacji. To oznacza, że każde zaburzenie w ich zbieraniu i przetwarzaniu osłabia potencjał zarówno państwa, jak i armii. Po drugie słabym punktem staje się łączność, przede wszystkim satelitarna, której kluczowe elementy mogą być niszczone przez państwa w rodzaju Chin czy Rosji. Tego zagrożenia nie było kiedy projektowano ten system na potrzeby walki z państwami w rodzaju Korei Płn. czy Iranu, które nie mają możliwości rażenia celów w przestrzeni kosmicznej. Jak zauważa Dougherty „budując architekturę systemu zbierania i przekazywania informacji przy założeniu, że jest ona odporna na uderzenie, Pentagon zamienił swoją największą siłę w najbardziej niepokojącą słabość”. I wreszcie po trzecie, zarówno siły zbrojne Chin jak i Rosji, jak przekonuje amerykański ekspert „rozwijają zdolności do atakowania amerykańskich systemów informatycznych w ramach ich strategii, które mają na celu zrównoważenie amerykańskiej przewagi wojskowej. W przypadku kryzysu lub konfliktu ze Stanami Zjednoczonymi lub ich sojusznikami i partnerami Chiny i Rosja szukałyby wczesnych przewag, degradując amerykańskie systemy informacyjne. Mogą wówczas szybko osiągnąć swoje na korzystnych warunkach. Gry wojenne sugerują, że jest to prawdopodobny wynik konfliktu”.

W konflikcie z przeciwnikami, którzy dysponują porównywalnym potencjałem dążenie do zdobycia dominacji w infosferze jest, w opinii Doughertyego, nierealne. Powinno się raczej zadowalać przewagą a nie dominować, nawet na poziomie lokalnym. Mało tego, trzeba zupełnie zmienić system przygotowania dowódców i żołnierzy, tak aby byli oni w stanie samemu zdobywać informacje, aby umieli jej interpretować i na tej podstawie działać nie czekając na polecenia dowództwa.

Aby móc zbudować prawidłową, nowoczesną, amerykańską i sojuszniczą strategię wojny z przeciwnikiem w rodzaju Rosji czy Chin, trzeba zrozumieć przede wszystkim jak na temat przebiegu konfliktu zapatrują się w Moskwie czy Pekinie. Po pierwsze jednym z podstawowych, w opinii Doughertyego, celów obydwu państw jest czasowe i przestrzenne ograniczenie wojny. Nie chcą oni długotrwałego konfliktu o dużej skali, ale niewielkiego ze słabszym, najlepiej osamotnionym przeciwnikiem. Do takich wojen przygotowują się zarówno Chiny jak i Rosja, budując narzędzia oddziaływania na postrzeganie sytuacji przez kolektywny Zachód. Zaciemnienie obrazu wydarzeń, utrudnienie prawidłowej diagnozy tego co się dzieje i kto ponosi winę za zaostrzenie jest częścią takiej strategii, której celem jest rozbicie sojuszniczej spójności i jedności kolektywnego Zachodu. Ta strategia konfrontacji informacyjnej, która często jest mylona z normalną dyskusją czy wymianą poglądów, w sytuacji zaostrzenia w pierwszym rzędzie będzie prowadziła do ataku, najlepiej wyprzedzającym, na centra zbierania informacji i ich interpretacji przez Stany Zjednoczone i ich sojuszników. Dopiero po tym jak się „oślepi” przeciwnika i uniemożliwi mu zrozumienie co się dzieje do gry wchodzą tradycyjne, scentralizowane, środki wojskowe.

Aby przeciwdziałać temu zagrożeniu siły zbrojne Stanów Zjednoczonych powinny w pierwszym rzędzie „wzmocnić odporność swych kosmicznych systemów teletransmisji danych”. Chodzi w tym przypadku o odebranie drugiej stronie możliwości ataku niewojskowego i zmuszenia do rozstrzygnięcia dylematu – atak wojskowy, który grozi eskalacją konfliktu, czy powstrzymanie się od uderzenia. Po drugie należy dokonać rozśrodkowania, dyspersji, głównych amerykańskich baz wojskowych będących dziś przede wszystkim centrami zdobywania i przetwarzania danych, a także scentralizowanego dowodzenia. Rammstein w realiach nowej wojny, będąc łatwym celem, staje się już przeżytkiem. Obecnie trzeba mieć cały system niewielkich, trudnych do zidentyfikowania i zniszczenia, najlepiej mobilnych, centrów przetwarzania informacji.

Wreszcie Pentagon, jak argumentuje Dougherty, ale również jego opinię można zastosować do sojuszników Stanów Zjednoczonych, winien odpowiadać za walkę informacyjną, przeciwdziałanie rosyjskiej propagandzie i dezinformacji, również w czasie pokoju. Jest to tym bardziej ważne, że współcześnie granica między pokojem a wojną ulega zatarciu, a wiele działań przeciwnik podejmuje zanim przystąpi do wojskowego uderzenia.

Przede wszystkim wojsko, i to Dougherty podkreśla w swoim wystąpieniu wielokrotnie, winno przygotować się do działania w „zdegradowanym systemie informacyjnym”, co przekładając na ludzki język w warunkach kiedy pełnia wiedzy o tym co się dzieje nie jest dostępna.

Działanie w zdegradowanym systemami wymaga „luźnych” metod zarządzania informacjami i dowodzenia, w przeciwieństwie do obecnych „ścisłych” procesów dowodzenia i kontroli, które tak lubi Departament Obrony. Operacje ścisłe są sztywne, hierarchiczne, metodyczne, scentralizowane i niezwykle precyzyjne. Luźne operacje są płynne, płaskie, wielokierunkowe, improwizowane, delegowane i precyzyjne w takim stopniu jak wymaga tego sytuacja.

Główną słabością Rosji i Chin, jest w opinii Doughertego, dążenie obydwu państw do tego, aby ewentualny konflikt miał ograniczony czasowo i przestrzennie charakter. Siły zbrojne Stanów Zjednoczonych muszą zatem przetrwać ich ewentualne pierwsze uderzenie w przestrzeni kosmicznej, cybersferze i spektrum elektromagnetycznym i być w stanie działać w sytuacji braku niezbędnych informacji. Oznacza to większa autonomię i manewrowość „w polu”, elastyczność na poziomie dowodzenia i mniejsze nadzieje, że zdobędzie się dominację.

Zdaniem amerykańskiego eksperta tego rodzaju podejście wymusi gruntowną zmianę zarówno na poziomie strategii, jak i tego jakiego rodzaju siły zbrojne Stany Zjednoczone i państwa sojusznicze, winny posiadać. Aby sprostać wyzwaniom, które tworzą Chiny i Rosja niezbędne są rewolucyjne zmiany w zakresie wojskowości i gruntowna przebudowa armii.                                                                                  
                                                                                                                                                                               Autor   Budzisz z wpolityce.pl                                                                                               
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                  Ps..Oraz chłodna analiza wywodów tego generała...Generał bawi się ołowianymi żołnierzykami. Zasady wojny są od zawsze takie same, o zwycięstwie decydować będzie siła gospodarcza, etniczna i nowoczesna technika armii. A Cyberataki to sprawy ważne ale drugorzędne ..To kolejny ekspert, który ma takie pojęcie o Rosji, Chinach i ich siłach zbrojnych i dowodzeniu, jak ja o chińskich mandarynach. Oni wszyscy robią w portki przed nimi ze strachu! A Polska powinna mieć tylko dwóch przyjaciół czyli Polaków i swoją armię. A jedyny sojusz realny, wytargowany na twardo, chłodno skalkulowany bez sentymentów to Sojusz Strefy Zgniotu. Cała reszta to niewiarygodni gracze. USA i UE wprowadza gender w armiach i tęczowe sztandary czym będą Rosjan straszyć. Głupota lewaków doprowadziła do degradacji uniwersytetów i upadku nauki co powoduje, że to Chiny dziś przodują. Obawiam się, że ta armia nowego wzoru „skrojona” do scenariuszy nisko-kinetycznych spotka się z zmasowanym użyciem ciężkiej broni, Bo ruscy grają w gry w których mogą wygrać a nie dobrze się bawić. Czyli powrót do „II wojny światowej”. Zawsze wiedziałem, że wojna kieruje się tymi samymi zasadami. A ostatnie około 20 lat to próba udowodnienia, że US „jest ponad tymi zasadami”. Nie jest.                                              
                                                                                                                                                                              1.Armia USA potrafi szybko wejść, z wyjściem ma kłopot.                    
                                                                                                                                                                                       2. Na własne życzenie, system informatyczny USA jest zinfiltrowany przez Chiny i Rosję; trzeba zmieniać zabezpieczenia lub tworzyć nowy.      
                                                                                                                                                                                      3. Problemem USA i innych jest współzawodnictwo w miejsce współdziałania służb oraz brak respektu dla jest CIMIC /CIMCORD/; bez współdziałania nie ma wygranej.                                                      
                                                                                                                                                                                        4. Człowiek jest najsłabszym ogniwem.                                              
                                                                                                                                                                                 5.Na Zakaukaziu Internet padł, gdy staruszka szukając złomu łopatą przecięła kabel.                                                                      
6.Łotwa, Litwa, Estonia, Ukraina jak Gruzja w przypadku wojny nie mają żadnych szans; najpierw odcina się media, więc potrzeba alternatywnych platform komunikacyjnych. Rosja i Chiny je posiadają. Wojskowy Internet niemożliwy na dziś do infiltracji.

Wniosek: o przewadze (za) decydują: wiedza (w tym inteligencja a tej w tęczowych armiach USA jak i UE brak), talenty przywódcze, dyscyplina, jedność współdziałania i nowe bronie (w tym. np. laserowa).