Gorące tematy: COVID-NEWS Antypartia Ruch Oporu 2020 Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
289 postów 37169 komentarzy

Kula Lis

kula Lis 70 - Zagorzały Antybolszewik herbu Jastrzębiec

Spór o Turów i pakiet "Fit for 55".

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Zalewska przyznaje: "Czekają nas najtrudniejsze miesiące w Unii Europejskiej"

„Dla totalnej opozycji nie liczy się Polska i Polacy. Liczy się tylko i wyłącznie spór polityczny, wojna polsko-polska” mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl europosłanka PiS Anna Zalewska. wPolityce.pl: Premier Morawiecki powiedział, że w sprawie Turowa „ciężko będzie doprowadzić do porozumienia przed wyborami” w Czechach. Czy faktycznie później uda nam się dogadać z Pragą?

Anna Zalewska: Musi być taka szansa. Myślę, że wie o tym na pewno pan premier Mateusz Morawiecki, a także pan premier Babisz, czy w przyszłości następny szef rządu czeskiego. Kilka tygodni temu przeprowadzono badania po stronie czeskiej i polskiej wśród mieszkańców. Okazuje się, że zarówno Polacy, jak i Czesi nie życzą sobie tego sporu. Tam padało wiele pytań, ale na wszystkie jest odpowiedź (60-70-80 proc.), która stwierdza jednoznacznie, że spór należy zakończyć, oni nie są stroną tego konfliktu, a w dodatku żyją w przyjaźni i z pracy w kompleksie Turów.

Rzeczywiście negocjacje komplikują się w związku z wyborami. Dochodzą mnie takie słuchy, że Czesi ciągle podbijają stawkę i nie wypełniają wcześniejszych zobowiązań, które zostały ustalone. Pojawiały się nawet pomysły jakichś nadzwyczajnych inspektorów (nie wiadomo, dlaczego po stronie polskiej, a nie czeskich, czy niemieckich kopalni), jak również kar, które byłyby zasądzane automatycznie z pominięciem sądów. Proszę mi wierzyć, że nikt nie zgodzi się na coś takiego. Poza tym dyskutuje się o dużej kwocie, którą państwo polskie będzie chciało wypłacić, czy zainwestować po stronie czeskiej. To bez umowy międzynarodowej i woli politycznej po prostu jest niemożliwe. Mam nadzieję, że to się zakończy, a przede wszystkim, iż wreszcie rozstrzygnie się spór przed TSUE. Postanowienie pani sędzi Rosario Silvy de Lapuerty nie jest wyrokiem. To jest tylko i wyłącznie jej pomysł na określoną rzeczywistość. Zdaje się, że ma wiele postanowień, jeżeli chodzi o Rzeczpospolitą. Prawdopodobnie jest to jedna z ostatnich decyzji, bo już kończy się jej kadencja. Ale tak dalece połamała traktaty, że nawet nie wysłuchała stron. Mam wrażenie (bo czytałam postanowienie do tego uzasadnienia), że nie przeczytała dokumentacji i tego wszystkiego, co polski rząd przedstawił. Chcę Państwu przypomnieć, że ten spór został już wygrany w 2020 roku przed Komisją Europejską.

Jak ocenia Pani postawę opozycji ws. sytuacji związanej z Turowem?

Dla totalnej opozycji nie liczy się Polska i Polacy. Liczy się tylko i wyłącznie spór polityczny, wojna polsko-polska. Ostatnie wydarzenia na słynnych już urodzinach redaktora Roberta Mazurka, pokazują to jak na dłoni. Przecież Donald Tusk kazał się postawić do dyspozycji, zastanawiał się nad losem Budki i Siemoniaka, dlatego że oni ośmielili się rozmawiać z kimś z PiS-u. Nie po to chyba w 2005 roku rozpoczął propagandę pogardy (bo przypominam pamiętne słowa o „moherowych beretach” i rechot na sali sejmowej), żeby teraz, kiedy rozpętał taką wojnę, nagle uzmysławiał Polakom, że my się spieramy politycznie, ale przecież o różnych innych kwestiach potrafimy ze sobą rozmawiać. Przede wszystkim służąc ludziom w danych okręgach wyborczych.

Warto także wspomnieć o pakiecie „Fit for 55”, nad którym cały czas toczy się ożywiona dyskusja.

To są kluczowe dokumenty, które zdecydują o życiu wszystkich obywateli UE, w tym Polski, jak również zdecydują w jakim miejscu będzie Unia i dokąd zmierza. Pakiet „Fit for 55” to jest nic innego, jak pakiet 16 różnych dokumentów (dyrektyw, rozporządzeń, decyzji), które mają po pierwsze dostosować się do prawa klimatycznego, które zostało uchwalone ostatecznie w czerwcu. Po drugie obywatele mają dostosować się do celu obniżenia emisji dwutlenku węgla o 55 proc. do 2030 roku w stosunku do 1990. Absolutnie każdy z tych dokumentów znowu udaje, że nie pamięta, co się wydarzyło w grudniu na Radzie Europejskiej, kiedy mówiliśmy o zgodzie na zero-emisyjność do 2050 roku oraz że nie rozumie i nie widzi tego, co jest w prawie klimatycznym. Dowodem na to, że już jest problem, to fakt, iż przed ogłoszeniem 14 lipca (pakietu „Fit for 55” – red.), 1/3 komisarzy zgłosiła zdanie odrębne, a komisarz budżetu zachował duży dystans, ponieważ nic nie jest policzone. Teoretycznie coś się liczy, a tak naprawdę mówi się: obywatelu zapłacisz za to sam. Zapłacą nie tylko te energochłonne przedsiębiorstwa, które w tej chwili są zakładnikiem spekulacyjnego rynku zakupu uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Spekulacje wynikają z faktu, że w 2014 roku, Donald Tusk i Ewa Kopacz zgodzili się na rewizję dyrektywy mówiącej o handlu uprawnieniami do emisji CO2 i ściągnęli z rynku 900 mln uprawnień, bo były za tanie. Teraz podczas pandemii w ciągu półtora roku cena za tonę dwutlenku węgla skoczyła z 16 do 60 euro i żadna firma, czy zakład nie jest w stanie tego wytrzymać. Do tego systemu włożono w tej chwili lotnictwo (proponuję, żebyście Państwo pomyśleli o cenach biletów lotniczych), transport morski (razem z portami), oprócz tego samochody osobowe, a także budownictwo (czyli domki jednorodzinne i wielorodzinne budynki). Tam też będą liczone emisje dwutlenku węgla. Jak dodamy do tego kary dot. ciepłownictwa plus pomysł na wspólny podatek tego, co kopalne, a promocji tego, co niby odnawialne (elektrownie wiatrowe mają ogromny ślad węglowy i są kłopoty z ich utylizacją), to mamy obraz absolutnych restrykcji, które przełożą się na życie obywateli Unii Europejskiej. Jako ostateczny dowód, że czekają nas najtrudniejsze miesiące w UE podam, że przewodniczącym komisji środowiska jest bardzo bliski współpracownik i przyjaciel Emmanuela Macrona, który powiedział, iż w momencie ogłoszenia grożą nam żółte kamizelki w całej Unii.


Ps..Was? to my zwykli obywatele zapłacimy za waszą uległość przed żydolewacką i pedalską zbankrutowaną już gospodarczo jak i politycznie germańską UE, zakładacie Polakom sznur na szyję. Ojczyzna jest w niebezpieczeństwie, atakowana ze wschodu i z zachodu, zagrożona zniszczeniem ekonomicznym z zewnątrz, a my tu w kraju, jako jedyni w UE mamy totalnego wroga wewnętrznego nie kryjącego się z haniebną zdradą Polski na rzecz obcych interesów! Nie dajmy się robić w wała, żydokomuna plus Duda, Kaczyński, Morawiecki, Gowin ugotowali Polskę, podpisując likwidację wszystkich kopalń strategicznych i przemysłu.. Dalej przesyłać

                                                                                                                               https://www.youtube.com/watch?v=vRSD6jS6sBI 

KOMENTARZE

  • Skutki Fit for 55? Zalewska: To nie rządy będą rządzić – będą rządzić korporacje. KE chce napisać traktat bez traktatu
    Będzie bidnie, totalitarnie i głupio - a wszystko oblane gęsto zielono-tęczowym ideolo. Nie będziesz miał niczego - ale będziesz się cieszył jak stwierdził jeden Szwab. Elyta będzie miała wszystko. Już samo podjęcie rozmów w sprawie Fit55 jest zdradą interesów Polski i ostatecznym krokiem w kierunku przegranych przez PiS wyborów. Na co nam rząd który nie dba o polskie rodziny? To dlaczego nikt z rządu nie powie- pakiet fit55 mamy w dupie i nie godzimy się na brednie knura Timmerfiuta. Wystarczy zawetować, tylko do tego potrzebny jest polski rząd…Niemiecka Unia Europejska sama sobie kopie grób! To nie jest Unia tylko terroryści niemieccy, przed ll wojną napadli po cichu, teraz już legalnie i w dzień terroryzują Polskę i Polaków.
  • FIT FOT 55
    https://static.wixstatic.com/media/633814_c20a104b6066490998eb30c8160b0482~mv2.png/v1/fill/w_1531,h_498,al_c,q_90,usm_0.66_1.00_0.01/Banetff55.webp

    Szanowni Państwo,

    14 lipca Komisja Europejska ogłosiła pakiet legislacyjny (zbiór rozporządzeń) dotyczący klimatu i energii – Fit for 55. To aż 4000 stron, w tym 13 wniosków ustawodawczych– jedne są zupełnie nowe, drugie zmieniają istniejące przepisy. Nowa legislacja jest skutkiem przyjętego Zielonego Ładu w 2019. Pakiet dotyczy praktycznie wszystkich gałęzi naszej gospodarki. Najbardziej widoczne i zapewne dotkliwe skutki będą zauważalne i odczuwalne w sektorze elektroenergetyki, ciepłownictwa, przemysłu, rolnictwa czy leśnictwa.

    ​Pierwszy, najważniejszym, najbardziej problematycznym i kontrowersyjnym rozporządzeniem nowego otoczenia regulacyjnego jest plan zmniejszenia o 55% emisji gazów cieplarnianych (w stosunku do 1990). Przedsiębiorstwa, które emitują gazy cieplarniane staną przed problemem zdecydowanego obniżenia poziomu emisji GHG oraz zmierzeniem się ze znacznym wzrostem cen uprawnień do emisji, które już dzisiaj są bardzo wysokie i często stanowią bardzo znaczącą część kosztów produkcji.

    Eksperci są zgodni, że dla Polski i innych Państw, które opierają produkcję energii na paliwach kopalnych, na pewno pojawi się problem podwyżek cen energii. Fit for 55 stworzy również tzw. "mini ETS", czyli poszerzy o nowe sektory gospodarki obowiązek posiadania uprawnień do emisji gazów cieplarnianych.

    Kolejnym z rozporządzeń jest tzw. "wspólny wysiłek redukcyjny". UE przygotowało zaostrzenie norm redukcji emisji we wszystkich Państwach wspólnoty, wyliczanego na podstawie PKB/mieszkańca. Rozporządzenie to głównie uderza w budownictwo, odpady, transport oraz rolnictwo. Nowa regulacja to także CBAM (Carbon Border Adjustment Mechanism), nazwany podatkiem od importu lub "cłem węglowym". To dodatkowa opłata, która będzie obowiązywać w przypadku importu produktów do krajów Unii Europejskiej, z krajów nieunijnych, które nie zastosują się do wymagań środowiskowych.

    ​Komisja Europejska zaproponowała również trzy dyrektywy i nowelizacje dotychczasowych przepisów związane z:

    OZE - główne założenie to wzrost produkcji energii z OZE do 40%. Określona zostanie także obecność OZE w ciepłownictwie, chłodzeniu, przemyśle, budownictwie, biopaliw, biogazu i biomasy

    ograniczeniem energii dzięki efektywności energetycznej

    opodatkowaniem energii - nowe stawki podatkowe do nowych celów klimatycznych, pozbycie się ulg czy zwolnień podatkowych, przy jednoczesną promocją wykorzystania "czystych technologii".

    ​Jak wynika z powyższego, nowe przepisy wprowadzą rewolucyjne zmiany w bardzo wielu sektorach i w życiu codziennym mieszkańców EU.

    ​Przedstawiamy Państwu linki do wybranych europejskich dokumentów, które zmienia Fit for 55:

    - nowa dyrektywa OZE (RED II)

    - nowa dyrektywa dot. efektywności energetycznej (EED)

    - zmiana dyrektywy dotyczącej Opodatkowania energii

    - nowy System ETS - handel emisjami

    - CBAM - podatek od importu - cło klimatyczne

    - Wspólny wysiłek redukcyjny

    - Komunikat wprowadzający Komisji Europejskiej

    a ponadto zmieni się:

    nowe rozporządzenie dotyczące infrastruktury paliw alternatywnych,

    nowe rozporządzenie dotyczące zrównoważonych paliw lotniczych

    nowe rozporządzenie dotyczące zrównoważonych paliw dla statków

    zmiana rozporządzenia dotyczącego emisji CO2 przez pojazdy

    nowe rozporządzenie tworzące tzw. Social Climate Fund

    ​ https://dlaenergetyki.wixsite.com/dlaenergetyki/fit55
  • FIT FOR 55, CZYLI MYŚLMY MACKIEWICZEM
    Józef Mackiewicz był człowiekiem – i pisarzem – bezkompromisowym. To było widać szczególnie w jego stosunku do komunizmu, który odrzucał całkowicie i bez reszty jako system jego zdaniem piekielnie destrukcyjny. Widać to w takich jego książkach jak choćby „Watykan w cieniu czerwonej gwiazdy”, o której niektórzy mogliby powiedzieć, że zapamiętały antykomunizm przeszkadzał Mackiewiczowi trzeźwo widzieć niektóre sytuacje i zjawiska. Te zastrzeżenia, które wyrażał między innymi o. Józef Maria Bocheński (aczkolwiek bardzo delikatnie), można nawet uznać za zasadne. Nie sposób jednak nie przyznać Mackiewiczowi jednego: jeżeli nawet wnioski szły zbyt daleko, to wynikały one z prawidłowego rozpoznania natury komunizmu. Mackiewicz rozumiał, że kompromis z tym systemem musi prowadzić do zniszczenia zachodniej cywilizacji.

    Przypominam tu Mackiewicza, ponieważ podobny dylemat staje dzisiaj przed tymi – także przede mną – którzy ogarniając szerszy obraz, zadają sobie pytanie, co począć wobec inwazji zielonej komuny. Nie waham się używać tego określenia zwłaszcza od momentu, gdy kilka dni temu Frans Timmermans przedstawił program zwany z niewiadomego powodu Fit For 55 (FF55).

    Do programu Timmermansa (tak naprawdę całej Komisji Europejskiej, ale twarzą został jej wiceprzewodniczący) można podejść na trzy sposoby. Jeden z nich trzeba od razu odrzucić jako czysto ideologiczny i abstrahujący kompletnie od analizy tego, co proponują nam eurokraci. To stosunek bezmyślnie entuzjastyczny, który i w Polsce u niektórych zdążył się już objawić.

    Każdemu, kto zrozumiał, co FF55 oznacza, może się to wydawać nieprawdopodobne, ale tak – są ludzie, którzy na każdą wzmiankę o Zielonym Ładzie i „walce o planetę” reagują całkowicie bezmyślnym entuzjazmem. Nie chcę tu powtarzać truizmów – że ekologizm stał się nową religią i że jego zwolennicy wykazują się fanatyzmem porównywalnym z tym, jakim mogą się wykazywać wyznawcy religijnej sekty. W przypadku FF55 jest to jednak o tyle uderzające, że nawet pobieżna lektura planu podnosi włosy na głowie. Tu nie mamy do czynienia z konsekwencjami, które trzeba sobie dopiero wyprowadzić z ogólnych założeń, jak to dotąd bywało z planami unijnego ekoszaleństwa. Tu czarno na białym dostajemy program, którego skutki są nie tylko oczywiste, ale wprost zapowiadane przez jego twórców: w imię walki o klimat wszystko ma być droższe. I to nie trochę droższe, ale wprost horrendalnie drogie. Wystarczy zrozumieć, co oznaczałoby objęcie systemem handlu emisjami (ETS) transportu drogowego.

    Jeżeli zatem ktoś nadal uważa, że wzrost kosztów utrzymania dla przeciętnego polskiego gospodarstwa domowego o – tu mamy dopiero wstępne szacunki – powiedzmy 50 albo i więcej procent to nic strasznego i można się na to zgodzić, bo klimat – to taki ktoś jest albo bezrozumnym fanatykiem, gotowym poświęcić życie nie tylko nasze, ale i naszych dzieci, albo jakimś agentem wpływu. To jest granica – nawet ci, którzy na co dzień opowiadają się za najbardziej zielonymi ideami, powinni tutaj zaoponować.

    Drugi sposób podejścia do sprawy to – zdaniem jego zwolenników – realizm połączony z pragmatyzmem. Nawet wymeldowanie się z UE – powiadają – nic nam nie da, bo przecież częścią FF55 jest graniczny podatek węglowy. Trzeba zatem zacząć negocjować, żeby ostateczne warunki były dla nas jak najkorzystniejsze, a najgorsze rozwiązania zostały w miarę możliwości w ogóle odrzucone. Jest to więc praktyczna realizacja maksymy if you can’t beat them, join them. Odwołując się do Mackiewiczowej analogii byłoby to dogadanie się z komunizmem w taki sposób, żeby być w stanie jakoś z nim koegzystować i osiągnąć status Finlandii, ewentualnie Jugosławii.

    Do momentu ogłoszenia FF55 gotów byłem zgodzić się, że pod pewnymi warunkami ta postawa ma sens. Jednak FF55 ten sens moim zdaniem całkowicie przekreśla. Nawet uznając, że przedstawione założenia są wywindowaną pozycją negocjacyjną KE, która przejdzie jeszcze przez Radę UE i Parlament Europejski, są one tak skrajnie radykalne, że również ich ewentualnie złagodzone wersje (czego przecież nie możemy być pewni) będą dla Europy, w tym zwłaszcza dla Polski, rujnujące.

    Dlatego staję się zwolennikiem trzeciego podejścia, czyli potraktowania zielonego wariactwa UE tak jak Mackiewicz traktował komunizm: jako opartego na ideologii zła, z którym kompromisu się nie zawiera. To nie znaczy, że należy odrzucić wszystkie pomysły na dbanie o środowisko naturalne – absolutnie nie. Należy natomiast odrzucić ekologizm jako całościowy sposób myślenia. Jako koncepcję urządzenia nam życia. Trzeba przywrócić właściwą hierarchię: najpierw są ludzie i ich potrzeby, a dopiero potem inne sprawy.

    Mówimy tu bowiem o planie faktycznie na miarę tego leninowskiego – przynajmniej jeśli chodzi o skutki, bo jednak Timmermans nie stworzył jeszcze 50 tomów podwalin teoretycznych dla swoich koncepcji. Mieliśmy jednak jego jasną deklarację, że to narzucany ludziom program inżynierii społecznej. Timmermans nie użył tego konkretnego sformułowania, ale powiedział wyraźnie, że ten program ma zmienić styl życia każdego obywatela UE. Ważne jest, aby zobaczyć tę wyjątkowo butną deklarację w całej jej brutalności.

    Oto polityk, niemający nawet skrawka demokratycznej legitymacji – KE jest bowiem mandatu demokratycznego pozbawiona, a sposób jej wyłaniania jest z tego punktu widzenia więcej niż wątpliwy – przedstawia wymyślony, nie wiadomo właściwie przez kogo, plan, który ma potężnie uderzyć w każdego obywatela UE. Uderzyć najbardziej bezpośrednio.

    Proszę sobie wyobrazić, że nagle ktoś przychodzi i odbiera państwu połowę waszego dochodu, stwierdzając, że tak trzeba, bo chodzi o klimat. Nie stać was już na wakacje (nie tylko za granicą, ale nawet nad polskim morzem), na podróżowanie, mięso jecie raz w tygodniu, chodzicie w starych ubraniach, wieczorami siedzicie przy jednej lampie, a cała rodzina myje się w raz napełnionej wannie. Nie fantazjuję i nie przesadzam – dokładnie takie mogą być skutki FF55, szczególnie w krajach nowej Unii. To, czego się dorobiliśmy, nasz względny, raczkujący dobrobyt, diabli wezmą. Większości ludzi nie będzie już stać na nic po opłaceniu najbardziej podstawowych potrzeb. Czy tu naprawdę jest jakieś pole do kompromisu? Ja go nie dostrzegam.

    Trzeba to powiedzieć wprost: mamy do czynienia z szaleństwem. Z ordynarną, brutalną próbą odebrania nam tego, co udało nam się z wielkim mozołem osiągnąć po wyjściu z komuny. Teraz komuna wraca, tyle że przemalowana na zielono.

    Ten plan nie broni się jednak również z czysto metodologicznego punktu widzenia. Prezentując tak daleko idące koncepcje, należałoby jednocześnie przedstawić szczegółowe wyliczenia skutków ich wprowadzenia w życie – i to nie dla UE jako całości, ale dla poszczególnych krajów członkowskich, aby była jasność, kto i w jakim stopniu ucierpi najbardziej. Tego oczywiście nie dostaliśmy. Oczywiście – bo gdyby Francuzi mieli się dowiedzieć, o ile może u nich podrożeć benzyna, a Polacy – ile mogą wkrótce zapłacić za prąd i ogrzewanie, moglibyśmy mieć natychmiast duży bunt na pokładzie.

    Nie można tych rozważań zakończyć bez sięgnięcia po bardziej ogólne wnioski. FF55 jest bowiem – to powinno być jasne dla każdego realisty – poważnym przyczynkiem do dyskusji o dalszej opłacalności naszej obecności w UE. Podstawą do takich rozważań powinno być wyliczenie bilansu korzyści i strat w najbliższych 20 latach (choć w dużej mierze szacunkowe, bo nie znamy przecież kształtu kolejnej perspektywy budżetowej). Obecność w UE to rzecz jasna nie tylko pieniądze, lecz również miękkie korzyści polityczne – ale czy naprawdę jest ich nadal tak wiele? Realistycznie myślący polityk czy analityk nie może zakładać przynależności do tej, czy innej organizacji na zawsze i bez względu na konsekwencje. Patrząc na FF55 można sobie zadać pytanie: gdzie leży granica? Czy jeżeli za sprawą unijnych pomysłów poziom życia Polaków ma się radykalnie obniżyć, naprawdę gra jest wciąż warta świeczki?

    Weźmy też pod uwagę aspekty polityczne. KE, działająca bez legitymacji demokratycznej, może coraz śmielej forsować kolejne szalone rozwiązania. TSUE może coraz bardziej poszerzać swój zakres kompetencji, a w ramach wymuszania posłuszeństwa pieniądze dla Polski mogą zostać wstrzymane – bo na to przecież zgodził się polski rząd.

    FF55 powinno być swego rodzaju granicą, powinno pomóc przełamać opór myślowy, choć u części spośród tych, którzy dotąd uważali, że wariant istnienia Polski poza UE jest intelektualnym tabu. Nie jest i dla realisty nigdy nie powinien być.

    https://wei.org.pl/2021/blogi/panstwo/lwarzecha/fit-for-55-czyli-myslmy-mackiewiczem/
  • Dr Szulc: Polskę czeka wzrost cen ciepła. Musimy zbudować koalicję w ramach UE , aby złagodzić skutki„Fit for 55”
    https://trimarium.pl/dr-szulc-polske-czeka-wzrost-cen-ciepla-musimy-zbudowac-kolacje-w-ramach-ue-aby-zlagodzic-skutkifit-for-55/
  • "Fit for 55". Warzecha: To jest czysty komunizm
    To będzie przede wszystkim uderzenie w Europę Środkową. Realizacja programu „Fit for 55” oznaczałaby zaprzepaszczenie 30 lat naszego dorobku mówi Łukasz Warzecha w najnowszym odcinku swojego videobloga. Odpowiedzialny za politykę klimatyczną UE Frans Timmermans ogłosił w środę program szeregu zmian w prawie unijnym, które mają doprowadzić do całkowitej neutralności klimatycznej Wspólnoty do 2050 r. Projekt liczy aż 4000 stron i zakłada radykalne zmiany w kilkunastu obszarach gospodarek państw członkowskich finansowane z kieszeni Europejczyków. Seria dyrektyw „Fit for 55” ma doprowadzić do ograniczenia emisji dwutlenku węgla w państwach członkowskich. Redukcja emisji CO2 ma sięgnąć 55 proc. do 2030 roku, a do 2050 – zapewnić Europie neutralność klimatyczną.

    Pauperyzacja w imię „walki o klimat”
    Łukasz Warzecha (który już w kilku swoich tekstach ostrzega przed programem „Fit for 55”) wskazuje, zakłada on radykalne podwyższenie kosztów życia wszystkich obywateli UE w imię walki ze zmianami klimatu.

    – Pamiętajmy, że jest to zestaw propozycji. Można oczywiście powiedzieć, że Komisja Europejska zalicytowała wysoko, bo wie, że to jeszcze musi przejść przez Parlament Europejski, Radę Unii Europejskie, ze będzie duży opór w wielu krajach, czyli prawdopodobnie propozycje nie ostaną się w takiej postaci, w jakiej prezentuje je Frans Timmermans, tylko będą jakoś łagodzone. Ale nawet jeśli weźmiemy to pod uwagę, to i tak one są tak strasznie wyśrubowane, że wpływ na europejską gospodarkę będzie ogromny. To jest program potężnego celowego spowalniania gospodarki – mówi w nagraniu publicysta „Do Rzeczy”.

    Zielona komuna wykorzeni własność prywatną
    – Komisja Europejska mówi, że to jest tak ważne, że żądamy od was, abyście 1/3, czy 40 proc. po prostu na to poświęcili. To wszystko musi być droższe, musicie inaczej żyć. Jak to nazwać inaczej jak nie leninowskim programem inżynierii społecznej? To jest czysty komunizm. Dlatego mówiąc o tym programie używam terminu „zielona komuna”. To jest próba centralnego zarządzania tym, w jaki sposób mają żyć obywatele. Dokładnie to, co robili komuniści. Co do metody to się w zasadzie niczym nie różni – zauważa Warzecha.

    – Jednym ze skutków wdrażania tego typu programów byłoby wykorzenianie własności prywatnej, ponieważ ona zwyczajnie byłaby za droga, żeby ją utrzymać. Kupno np. samochodu, ale nie tylko, wiązałoby się z takimi wydatkami, że ludzie musieliby rezygnować z własności. Miałoby to gigantyczne społeczne konsekwencje. Wykorzenienie ze świadomości ludzi pojęcia własności prywatnej.

    W dalszej części materiału publicysta omawia trzy zasadnicze podejścia publicystów i ekspertów do forsowanego przez KE programu. Jak wskazuje, on sam uważa program „Fit for 55” za na tyle szalony, że należy w jego kontekście bez żadnego dogmatyzmu, ale realistycznie i na poważnie rozważyć bilans zysków i strat Polaków z obecności w UE. – Mam na myśli straty, które państwo odczują we własnych portfelach – zaznacza.

    Zielona komuna, myślenie linearne, lex TVN i Franciszek „jednoczyciel”

    https://youtu.be/aay88nj0V7E

    Ps...Tu pan redaktor trafił w 10. Pytanie- czy należy opuścić okręt na którym kapitan jest szaleńcem i usiłuje zabić własną załogę? Oto jest pytanie na miarę UE :) UE tak jak komuna próbuje rozwiązywać problemy , które najpierw sama tworzy. Anglicy swoją szalupą już dopłynęli do swojej wyspy. Szczęściarze...Wszyscy inteligentni ludzie wiedzą, że ten "zielony ład", to wielki szwindel banksterów. Zaangażowali w to wielkie środki ( co to dla nich jak oni sami produkują pieniądze ), zrobili ogromny pijar z zaangażowaniem Al`a Gore`a , którego obdarowali "Pokojową Nagrodą Nobla" ( co to dla nich jak oni te nagrody finansują swoim szwindel-dolarem ) i wiele innych postaci w tym tą "Gretę Carbo", a wszystko po to żeby ludziskom dowalić takie podatki, żeby się nie pozbierali. Teoria spiskowa, czy na pewno?
  • Fit for 55 oznacza problemy w całej Europie. Ardanowski: Europejskie rolnictwo będzie przypominać skansen
    https://swiatrolnika.info/fit-for-55
  • Polska ma spory problem. Unia zdecydowała w sprawie pakietu klimatycznego
    https://innpoland.pl/170047,pakiet-klimatyczny-fit-for-55-dla-polski-moze-byc-zbyt-kosztowny
  • Koniec sprzedaży samochodów spalinowych i inne skutki FIT FOR 55
    https://wmalinowski.pl/en/biuletyn-informacyjny/koniec-sprzedazy-samochodow-spalinowych-i-inne-skutki-fit-for-55
  • Może nas czekać duża podwyżka cen paliw i węgla
    https://businessinsider.com.pl/twoje-pieniadze/fit-for-55-moze-nas-czekac-duza-podwyzka-cen-paliw-i-wegla/lept500
  • Unijny pakiet klimatyczny Fit for 55 będzie przedmiotem ostrych negocjacji.
    Największa krytyka dotyczy propozycji, które mogą uderzyć w najbiedniejszych.

    https://www.rp.pl/biznes/art8541401-biedni-nie-moga-placic-za-ratowanie-klimatu
  • Wyjście z węgla czy z Unii?
    Polityka energetyczna naszych rządów może postawić pod znakiem zapytania członkostwo Polski w Unii Europejskiej.

    https://www.rp.pl/opinie-ekonomiczne/art9444371-wyjscie-z-wegla-czy-z-unii
  • Czym dla Europy będzie pakiet klimatyczny KE „Fit for 55”?
    Realizacja pakietu klimatycznego "Fit for 55" oznaczałaby problemy nie tylko dla rolnictwa w całej Europie - pisze dziś "Nasz Dziennik". Według Jana Krzysztofa Ardanowskiego, Komisja Europejska mówi wprost, że chce zakończyć wszelką hodowlę zwierząt w UE. Nasz Dziennik" zwraca uwagę, że "forsowany" przez Komisję Europejską pakiet zmian w prawie klimatycznym "Fit for 55" budzi wiele wątpliwości. Komisja chce, żeby rolnictwo stało się jednym z głównych filarów unijnej walki z tzw. ociepleniem klimatu i emisją gazów cieplarnianych. Zgadzamy się z twierdzeniem, że trzeba dbać o planetę. Tylko dlaczego Frans Timmermans nie przedstawi szczegółowej instrukcji, w jaki sposób rolnicy mieliby zrealizować stawiane przed nimi cele? Znając ostatnie działania KE względem rolników, można czuć się zaniepokojonym
    wskazuje przewodniczący Rady ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich przy Prezydencie RP Jan Krzysztof Ardanowski. Ocena wpływu tak szeroko zakrojonego pakietu reform na sektor rolny jest skomplikowanym zadaniem, ponieważ zaproponowano liczne mechanizmy prowadzące do redukcji emisji o co najmniej 55 proc. do roku 2030, których złożone skutki będą się kumulować podkreślił Pekka Pesonen, sekretarz generalny Copa-Cogeca, największej organizacji rolniczej w Europie.
    Obawy rolników nie dziwią, bo radykalizm propozycji +Fit for 55+ jest bardzo duży ocenił europoseł PiS Zbigniew Kuźmiuk. Jeżeli analiza skutków pakietu zostanie wykonana rzetelnie, to KE będzie musiała zrezygnować z niektórych zmian. Jeżeli jednak uprze się przy takim kształcie reformy, to cała Europa będzie miała problemy, nie tylko rolnicy zaznaczył Kuźmiuk. Według Jana Krzysztofa Ardanowskiego, Komisja Europejska mówi wprost, że chce zakończyć wszelką hodowlę zwierząt w UE. Oczywiście zwierzęta będą pojawiać się w niektórych gospodarstwach, ale będą one bardziej przypominały skansen niż profesjonalne miejsca hodowli. W imię walki z tzw. globalnym ociepleniem KE chce zabić gałąź rolnictwa, która jest perspektywiczna
    podkreślił Ardanowski. Także prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych Wiktor Szmulewicz przypuszcza, że głównym planem KE na zmiany w rolnictwie jest likwidacja hodowli. Problem emisji gazów cieplarnianych w rolnictwie dotyczy w dużej części hodowli zwierząt. Dlatego uważam, że KE wkrótce stwierdzi, iż Europa musi odejść od produkcji zwierzęcej, zwłaszcza bydła powiedział Szmulewicz. Szef Krajowej Rady Izb Rolniczych przekonywał, że zamiast odchodzenia od produkcji zwierzęcej, należy budować biogazownie. Jeżeli chcemy ograniczać emisję gazów cieplarnianych, to budujmy biogazownie. Niech KE znajdzie na nie pieniądze. Niech powstają w każdej wsi zaapelował Wiktor Szmulewicz.

    Źródło PAP
  • FIT FOR 55 JAK BANDYCKI NAPAD NA DOM
    Pragmatyzm w życiu i w polityce nie jest z definicji naganny. Wręcz przeciwnie – jeśli stoi za nim metodyczna prakseologia, ale też (dotyczy to głównie życia prywatnego) wartości – może być godny pochwały. Jednak trzeba sobie czasem zadać pytanie, czy pod pojęciem pragmatyzmu nie przemyca się konformizmu. A to już coś całkiem innego, konformizm bowiem oznacza, że choć można by zastosować w danej sprawie prakseologiczne podejście, co jednakowoż oznaczałoby oczywiste koszty, lecz również osiągnięcie maksymalnego celu, to dla własnego komfortu się z tego rezygnuje. A tym samym traci się szansę na dużą wygraną, zadowalając się zmniejszeniem strat.

    Ujmijmy to obrazowo. Jeżeli do naszego domu wdzierają się bandyci, rozważamy warianty rozwoju sytuacji. Konformistycznie możemy pójść na współpracę, mając nadzieję, że jeśli bandziory dostaną to, po co najpewniej przyszli, to zostawią nas w spokoju. Możemy zacząć kombinować, jak ukryć przed nimi kilka najcenniejszych rzeczy, a oddać im resztę. Ten manewr może się udać. Zostaniemy okradzeni, ale nie ze wszystkiego, a w dodatku może skończy się na paru siniakach.

    Jest jednak możliwe, że niczego nie uratujemy, a napastnicy zorientują się, że coś pragniemy ukryć i zrobią się agresywni. Możliwe także, że od początku mają w planach zabicie nas, żebyśmy nie mogli ich zidentyfikować. Możemy zatem zdecydować się na próbę odparcia ataku, zwłaszcza jeżeli mamy w domu broń. Tak, to trudniejsze, wymaga większej odwagi i niesie ze sobą większe ryzyko, ale może się skończyć całkowitym zwycięstwem, a nie jedynie zmniejszeniem strat.

    Tego typu mechanizm pokazywał znakomity film „Okup” Rona Howarda z 1996 r. z Melem Gibsonem w roli głównej (polecam – choć minęło ćwierć wieku, nadal dobrze się to ogląda). Główny bohater, któremu porwano kilkuletniego syna, początkowo zachowuje się konformistycznie, stosując się do wszystkich znanych reguł: policja, współpraca z porywaczami, plan zapłacenia okupu. Po czym nagle doznaje czegoś w rodzaju olśnienia i pieniądze, które miały być okupem, publicznie ogłasza nagrodę za wskazanie porywaczy, ku zgrozie żony i policjantów.

    Takie skojarzenia nasuwały mi się, gdy znalazłem się niedawno w Belwederze na zorganizowanej przez Kancelarię Prezydenta debacie poświęconej Fit For 55. Na poziom dyskusji narzekać nie mogę. Paneliści byli kompetentni, mówili interesująco, wskazywali na wiele zagrożeń, wynikających z programu Komisji Europejskiej. Problem był taki, że nie umieli już wyjść poza schemat myślowy „tak, ale”. Byli jak napadnięty, który myśli już jedynie o tym, żeby oddać wszystkie pieniądze z sejfu, kolekcję rodowej biżuterii i kluczyki do nowego auta, ale może uda się chociaż ocalić złoto, schowane w skrytce pod schodami. Ten właśnie sposób myślenia jest gigantycznym problemem we wszystkich debatach poświęconych konsekwencjom unijnej polityki klimatycznej. Wciąż słyszymy: tak, to będzie wyzwanie; będzie nam ciężko, ale przecież coś w końcu możemy też zyskać; cóż, i tak musielibyśmy zmienić naszą energetykę, więc trudno, zrobimy to szybciej i pod przymusem. Wszyscy przytomni eksperci przyznają, że Polskę czeka gigantyczny wysiłek, że atutów mamy mało, że obywatele nieuchronnie ucierpią – ale mimo to nie kwestionują fundamentów programu. Wydaje się, jakby byli sparaliżowani strachem.

    Drugie spostrzeżenie jest takie, że w debacie – poza moją wypowiedzią (jako publiczności) oraz kilkoma słowami ze strony wiceministra klimatu z Solidarnej Polski Jacka Ozdoby – całkowicie nieobecne były kwestie absolutnie fundamentalne w kontekście FF55: podstawowe wolności obywatelskie, swoboda wyboru, wolność gospodarcza. FF55 był widziany wyłącznie w kategoriach, by tak rzec, technologicznych, podczas gdy – co powtarzałem wielokrotnie po samym zresztą Fransie Timmermansie – jest to program inżynierii społecznej na gigantyczną skalę, który kwestionuje wspomniane swobody i zakłada ogromne ich ograniczenie. Nie da się rozmawiać o FF55 z pominięciem tych aspektów. Powinniśmy dyskutować o tym, czy godzimy się na odejście od wolności w imię walki o klimat, a dopiero potem zastanawiać się, czy Polska ma technologie, które pozwolą nam na tym zarobić (odpowiedź brzmi: dziś nie ma).

    Wreszcie trzecia kwestia, być może równie niepokojąca, to wypowiedzi przedstawicieli młodego pokolenia, należących do Młodzieżowej Rady Klimatycznej. Niestety, to ciało powstało w marcu 2020 r. z inicjatywy ministra klimatu Michała Kurtyki – jednej z najbardziej negatywnych postaci rządu Morawieckiego, aczkolwiek ukrytej bardziej niż choćby minister Niedzielski. Radę powołano zarządzeniem ministra i w jej skład wchodzi 29 osób. To bardzo ciekawe, że ministerstwo wciągnęło w ten sposób do współpracy klimatystycznych aktywistów, ale w żaden sposób nie było nigdy zainteresowane zrównoważeniem ich głosu poprzez wysłuchanie strony przeciwnej.

    Ta sama MRK podpisała z ministrem edukacji Przemysławem Czarnkiem list intencyjny dotyczący wprowadzenia do programu nauczania edukacji klimatycznej. Być może min. Czarnek wyobraża sobie, że mając kontrolę nad programem tego przedmiotu, będzie w stanie jednocześnie spełnić postulaty aktywistów i zarazem zapobiec przejęciu tego kierunku przez radykałów – ale to złudzenie. Jeśli taki przedmiot zostanie do szkół wprowadzony, natychmiast po utracie władzy przez PiS albo nawet wcześniej zmieni się w regularną klimatystyczną indoktrynację. Nietrudno to przewidzieć. Wystarczy się zastanowić, czy podczas takich lekcji byłoby miejsce na dyskusję o tym, czy wpływ człowieka na klimat uzasadnia tak radykalne działania, jakie podejmuje UE.

    Zatrważające jest, jaki poziom refleksji nad rzeczywistością prezentują członkowie MRK – przynajmniej tych dwoje, którzy wypowiadali się podczas debaty; trudno jednak nie założyć, że były to wypowiedzi reprezentatywne dla całości tego gremium. Najpierw zatem młody człowiek w toku swojego komentarza do dyskusji zauważył mimochodem (nie był to główny wątek), że „transport lotniczy nie jest w tej chwili obłożony podatkiem węglowym, ale to oczywiście musi się zmienić”.

    Podatek węglowy, czyli uprawnienia do emisji CO2, mają na celu – w teorii, bo ich praktyczne skutki są inne – wymuszenie „zazielenienia” danej branży. Problem w tym, że transportu lotniczego zasadniczo „zazielenić” się nie da. Z powodów czysto fizycznych nie jest możliwe – przynajmniej przy obecnym stanie wiedzy – zbudowanie elektrycznego samolotu pasażerskiego, przewożącego na długich dystansach z odpowiednią prędkością dziesiątek ton ładunku i setki pasażerów. Dlatego jedynym skutkiem wprowadzenia systemu ETS do transportu lotniczego będzie wzrost cen biletów oraz kosztów transportu. To z kolei oznacza, że jedna z największych zdobyczy ostatnich kilku dekad – masowy i tani lotniczy transport, pozwalający podróżować ludziom średnio zamożnym, a nawet uboższym, czyli korzystać z tego, co jeszcze jakiś czas temu było przywilejem bogatych – zostanie pogrzebana. Naturalnie ucierpią na tym również inne branże: przede wszystkim turystyczna, ale i wiele innych (ubezpieczenia, produkcja walizek, odzieży i wiele innych – jak to w gospodarce, wszystko jest powiązane). Te konsekwencje najwyraźniej jednak członkowi MRK umykają. To bardzo charakterystyczne – klimatyści nie umieją łączyć kropek nawet na podstawowym poziomie, nie rozumieją konsekwencji realizacji swoich postulatów oraz uparcie unikają konfrontacji z nieuchronnym skutkiem w postaci pauperyzacji społeczeństw. Kiedy o tych skutkach się im mówi, mają tylko jedną odpowiedź: wszystko jest usprawiedliwione, „bo klimat”. To nie jest debata, to nie jest argumentacja – to religia. I to religia, w której nie było etapu scholastycznego.

    Później wystąpiła pani, która oznajmiła, że Europa daje światu przykład i świat za tym przykładem pójdzie, a poza tym są prognozy, że dzięki niemu w 2100 r. Rosja będzie klimatycznie neutralna. Myślałem nawet, że się w tej ostatniej sprawie przesłyszałem, ale po dyskusji skonsultowałem się z innymi słuchaczami i jednak faktycznie takie słowa padły.

    Pytam zatem: jak dramatycznie trzeba być naiwnym, jak nieprawdopodobnie wręcz infantylnym w wieku dwudziestu paru lat (to jest, jak przypuszczam, średni wiek w MRK), żeby wygłaszać i wierzyć w tego typu prognozy? A pamiętajmy, że mówimy tutaj mimo wszystko o bardziej umiarkowanej grupie. To nie Exctinction Rebellion. Niestety, to faktycznie głos przynajmniej części młodego pokolenia w sprawie naszej przyszłości, wolności, dobrobytu. Takie są skutki indoktrynacji i oderwania od rzeczywistości, ale również systemu edukacji, z którego zniknęły logika, nauka wnioskowania, nauka pamięciowa – jednym słowem umiejętność tworzenia ciągów przyczynowo-skutkowych. Ideologia i emocja zastąpiły myślenie.

    https://wei.org.pl/2021/blogi/panstwo/lwarzecha/fit-for-55-jak-bandycki-napad-na-dom/
  • Zagrożenie bezpieczeństwa żywnościowego i energetycznego Europy
    https://filarybiznesu.pl/zagrozenie-bezpieczenstwa-zywnosciowego-i-energetycznego-europy/a11225
  • Będzie już tylko drożej
    Przez drożejące paliwa kopalne oraz niezwykle kosztowną unijną politykę klimatyczną w całej Europie gwałtownie rosną koszty energii. Na bezprecedensowe, dwucyfrowe podwyżki cen prądu – mimo wcześniejszych zapewnień przedstawicieli rządu – muszą przygotować się również Polacy.
    W tym roku rachunki za prąd wzrosły już o blisko 10 proc. To jednak tylko początek drastycznych podwyżek cen za energię. Nie tylko w Polsce, lecz także w całej Europie, a dokładniej w całej Unii Europejskiej. – Nie możemy nie widzieć rzeczywistości. W tej chwili ceny uprawnień do emisji dwutlenku węgla są po prostu prawie szokujące – jeszcze w listopadzie zeszłego roku nikomu nie śniła się cena 60 euro za tonę. W tej chwili rzeczywiście obserwujemy te wzrosty i one nie pozostaną bez wpływu na decyzje regulatora – tłumaczyła również szefowa departamentu rozwoju rynków i spraw konsumenckich URE Małgorzata Kozak podczas jednej z sesji 13. Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach. Wcześniej Rafał Gawin, prezes Urzędu Regulacji Energetyki, w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej” zauważył, że od 2022 r. należy się spodziewać dwucyfrowego wzrostu taryf dla gospodarstw domowych. Regulator nie może bowiem zamknąć się na problemy spółek energetycznych, a te szykują bezprecedensowe podwyżki.

    Znaczące podwyżki cen energii w swoich cenach już uwzględniają najwięksi producenci. Również przeciętny Kowalski ma się czego obawiać. We wrześniu prezes Enei Paweł Szczeszek uprzedził, że kierowany przez niego koncern będzie wnioskował do URE o podwyżkę taryfy na energię dla gospodarstw domowych aż o ok. 40 proc. Wniosek o podwyżki – jeszcze nie wiadomo, jak bardzo wysokie – szykuje również Tauron. Prezes tej spółki Rafał Soja, deklaruje, że kierowana przez niego firma chce „minimalizować dla odbiorców skutki tego, co dzieje się w przestrzeni rynku hurtowego”. Eksperci podkreślają jednak, że nie ma co się spodziewać, iż wzrosty zakładane we wnioskach taryfowych będą jedynie odzwierciedlać poziom inflacji, będą to wzrosty dwucyfrowe. Podwyżki cen energii mogą wynieść więc 10, 15, 20 lub nawet 40 proc.

    Dyrektor Kozak podkreślała w Katowicach, że „trzeba liczyć się ze wzrostami cen energii”, jednocześnie uspokajała również, że „cena energii to jedna z wielu składowych na rachunku odbiorcy”. Co to oznacza dla przeciętnego Kowalskiego? Według prezesa Enei wzrost taryf o 40 proc. to wzrost realny cen prądu o 20 proc.

    NADCHODZI ZIMA
    Niestety, w tym roku o łagodną zimę w Europie modlić się powinni nie tylko ci, którzy ogrzewają domy pompami ciepła lub innymi urządzeniami elektrycznymi, lecz także osoby, które korzystają z gazu lub węgla.

    Skąd tak szybkie wzrosty cen energii? Teoretycznie sprawa jest dość prosta: rozwijające się w szybkim tempie po pandemii gospodarki generują ogromny popyt, za którym nie nadąża podaż paliw kopalnianych, co w naturalny sposób winduje ceny energii, a to z kolei pompuje wzrost cen. Wraz z rosnącymi cenami idą podwyżki wynagrodzeń, co nakręca spiralę inflacyjną.

    Drożejące paliwa to tylko jeden element składowy gigantycznych wzrostów cen energii.

    Polskie władze zwracają uwagę, że na dwucyfrowe podwyżki cen w przyszłym roku wpłyną przede wszystkim rekordowe wzrosty cen uprawnień do emisji dwutlenku węgla. – Ceny prądu w Polsce wiążą się z polityką klimatyczną Unii Europejskiej, której Polska jest członkiem. Wszyscy ponosimy koszt tej polityki, ale dzięki temu mamy czystsze środowisko i rozwój technologii, co się nam opłaci – tłumaczył na antenie radia RMF FM premier Mateusz Morawiecki, zauważając, że koszt polityki klimatycznej będzie w rachunkach klientów.

    I rzeczywiście trzeba przyznać, że unijna polityka klimatyczna jest piorunująco kosztowna. Najlepiej obrazuje to skokowy wzrost cen uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Jeszcze w połowie tego roku cena za jednostkę wahała się w okolicach 50 euro, w sierpniu skoczyła już do 56 euro, a we wrześniu pierwszy raz w historii przekroczyła poziom 60 euro. W sumie w ciągu roku wzrost cen uprawnień do emisji dwutlenku węgla wyniósł już 113 proc. (z 30 do 61 euro za tonę).

    Efekt? W styczniu tego roku średnia cena megawatogodziny w Polsce wynosiła 257 zł. W sierpniu średnia cena megawatogodziny osiągnęła już poziom 360 zł. W niektórych krajach Europy ceny dochodzą już jednak do 150 euro za megawatogodzinę. W Portugalii i Hiszpanii przekraczają już poziom 175 euro za megawatogodzinę. W uzależnionej w dużej mierze od gazu ziemnego Wielkiej Brytanii cena osiągnęła zaś szokujący poziom 183,84 euro za megawatogodzinę – to obecnie najwyższa stawka w Europie. A to wcale nie koniec szaleństwa na rynku energii. Kontrakty zawierane na przyszły rok już opiewają na jeszcze wyższe kwoty.

    ZIELONE SAMOBÓJSTWO?
    Zielona polityka Unii Europejskiej może więc oznaczać, że opowieści o czasach, gdy w domach było ciepło, w krajach Europy Środkowej, a zwłaszcza w Polsce, będzie można włożyć między bajki. Energetyka nadal oparta jest bowiem głównie na węglu, co winduje koszt produkcji energii.

    W tym roku problem mają jednak nie tylko kraje takie jak Polska, lecz także te, w których na miks energetyczny składa się między innymi gaz, węgiel, energia atomowa oraz odnawialne źródła energii. O europejskich problemach z energią piszą i mówią więc największe światowe media: od „Financial Times” i Fox News po liberalne „Politico”, „The New York Times” czy MSNBC.

    „Ceny gazu i elektryczności szybują w górę, wiatraki stoją bezczynnie, bo wiatr nie wieje, a zamknięte elektrownie węglowe wracają do użytku. Pojawiają się nawet sugestie wykorzystywania generatorów Diesla do ogrzewania domów przez prywatnych użytkowników. Jednak ropa nie jest rozwiązaniem problemów energetycznych kontynentu” – zauważył Bloomberg, ostrzegając, że europejskie rezerwy gazu naturalnego przed nadchodzącą zimą wynoszą zaledwie 75 proc. tego co rok temu i są najniższe od roku 2013. Jak pisze Bloomberg powody tego stanu rzeczy są trzy. Pierwszy: długa zeszłoroczna zima. Drugi: rosnące zapotrzebowanie na gaz w związku z pocovidowym odbiciem gospodarek. I wreszcie trzeci: niewystarczająca wydajność odnawialnych źródeł energii.

    Gdy silnych wiatrów jest mniej, a słońce słabiej świeci, nagle kraje z dużym udziałem OZE muszą kupować energię od tych, którzy ciągle używają znienawidzonego przez ekologów… węgla i oleju. Aby nie zamarznąć na kość, podczas tęgich mrozów ubiegłorocznej zimy Szwedzi musieli pilnie zrewidować decyzje zbyt pochopnie podjęte pod naciskiem nawiedzonych ekologów i kupować „brudną energię” m.in. od Polski. Szwedzi zainwestowali bowiem krocie w energetykę wiatrową, dzięki czemu latem sprzedają nadwyżkę pachnącej, zielonej energii, ale zimą… mają problem, bo mrozom towarzyszy wyż atmosferyczny, podczas którego wiatr jest bardzo słaby lub panuje cisza atmosferyczna. Wiatraki stają się wówczas kompletnie bezużyteczne, a mróz nawet na najbardziej fanatycznych zielonych wymusza przez chwilę odrobinę rozsądku. „Jak przetrwa naród przemysłowy w północnej Europie, jeśli nie będziemy w stanie wyprodukować wystarczającej ilości energii, aby przetrwać normalną zimę?” – pytał polityk Christoffer Heimbrand, który był przeciwny wyłączeniu bloków w elektrowniach atomowych. Odpowiedź: ostatniej zimy Szwedzi kupili więc od Polski dwa razy więcej energii niż rok wcześniej.

    W 2020 r. OZE wygenerowały 38 proc. energii w UE, pierwszy raz w historii wyprzedzając paliwa kopalne na liście głównych źródeł energii. Jak jednak przyznaje nawet liberalne „Politico”, farmy wiatrowe i słoneczne nie są w stanie wytworzyć wystarczającej ilości energii, aby zaspokoić 100 proc. zapotrzebowania przez cały rok, nawet w najbardziej sprzyjających warunkach klimatycznych.

    Międzynarodowa Agencja Energetyczna we wrześniu zwróciła się więc do Rosji o zwiększenie eksportu gazu, aby pomóc w rozwiązaniu energetycznych problemów Europy. Kreml oczywiście nie zamierza tracić tak wspaniałej okazji i Gazprom już otwarcie komunikuje, że bez uruchomienia gazociągu Nord Stream 2 Europejczycy nie mają co liczyć na spadki cen energii.

    UBÓSTWO ENERGETYCZNE
    Na razie w związku z szaleńczymi podwyżkami cen energii rządy wielu krajów – w tym Grecji, Francji, Hiszpanii oraz Włoch – zdecydowały się na wprowadzenie mechanizmów pomocy dla gospodarstw domowych. Władze w Madrycie obliczyły, że ceny prądu dla konsumentów wzrosły w tym roku tak bardzo, że bez wprowadzonej właśnie obniżki podatków od energii, przeciętny odbiorca tylko za prąd musiałby w tym roku zapłacić o 600 euro więcej niż w roku 2020.

    Nad wprowadzeniem ulg dla najbiedniejszych pracują również władze w Warszawie. Minister klimatu i środowiska Michał Kurtyka poinformował we wrześniu, że przepisy dotyczące ochrony odbiorców wrażliwych przed podwyżkami cen energii mają zacząć obowiązywać już od 2022 r.

    „Rzeczpospolita” poinformowała z kolei niedawno, że państwowe spółki energetyczne szykują kampanię edukacyjną, która ma oswoić Polaków z podwyżkami cen prądu. Według dziennika kampanię zamówił Polski Komitet Energii Elektrycznej, który chce pokazać Polakom, „jak mogą się uchronić od podwyżek cen prądu, które są nieuchronne. Jak mogą zminimalizować ich skutki”.

    Problem w tym, że nawet jeśli władze spróbują zrekompensować najbiedniejszym wzrost rachunków za prąd, to i tak nie uchronią ich przed gwałtownym skokiem cen w całej gospodarce. Tymczasem podwyżki cen energii już sprawiają, że niemal w każdej branży rosną ceny towarów i usług. Rekordową inflację obserwują więc nie tylko ekonomiści w Polsce – w sierpniu wyniosła ona w naszym kraju aż 5,4 proc. i była najwyższa od roku 2001 – ale również w Niemczech (choć wciąż jest ona tam o wiele niższa niż w Polsce).

    Niewiele w sprawie podwyżek cen energii zrobić może również Urząd Regulacji Energetyki. Urzędnicy mogą próbować ocenić zasadność proponowanej podwyżki, sprawdzając np., kiedy i po jakich cenach dokonywane były zakupy energii. Próba złagodzenia szykowanych podwyżek w ostatecznym rozrachunku i tak niewiele jednak da, ponieważ jeśli zakłady energetyczne nie będą mogły przerzucić kosztów na gospodarstwa indywidualne, to przerzucą je na odbiorców biznesowych. Producenci z kolei dodadzą wyższe ceny energii do cen swoich towarów, a więc tak czy owak ostatecznie to Kowalski i Nowak dostaną najbardziej po kieszeni. Urzędnicy URE coraz częściej otwarcie mówią, że niedługo może rozpocząć się dyskusja nad pełnym uwolnieniem rynku energetycznego.

    Wszystko wskazuje więc na to, że trzeba jak najszybciej kupować ciepłe swetry i koce – póki jeszcze tak strasznie nie zdrożały.

    https://dorzeczy.pl/ekonomia/204211/przybylski-bedzie-juz-tylko-drozej.html
    Ps..60 proc ceny paliw u nas stanowią podatki...więc nie będzie taniej dopóki nie zmieni się podejście ekipy rządzącej. Niech jeszcze dołożą kolejne 50 % do i tak za wysokiej akcyzy za paliwa to będzie kosztować po 15 zł za litr a samochody się posprzedaje na złom bo nie będzie miał kto jeździć. A w piecach ludzie będą palic starymi oponami i śmieciami jak to się dzieje na wsi, gdzie zimą gorsze powietrze niż na Śląsku. Im dalej tym gorzej, bo zamiast wybudować sieć niedużych elektrowni atomowych kolejne rządy bawią się z elektrowniami węglowymi i wielkim atomowym molochem nie wiadomo gdzie i za ile. Zaniechano zupełnie budowy małych elektrowni wodnych, program wykorzystania wód geotermalnych do ogrzewania domów praktycznie stoi a Polska ma warunki geotermalne niewiele gorsze od Islandii. Co rok przychodzi zima i nowy rok a za nim kolejne podwyżki cen energii. a jak energii to wszystkiego....więc nie będzie taniej dopóki nie zmieni się podejście ekipy rządzącej. Niech jeszcze dołożą kolejne 50 % do i tak za wysokiej akcyzy za paliwa to będzie kosztować po 15 zł za litr a samochody się posprzedaje na złom bo nie będzie miał kto jeździć. A w piecach ludzie będą palic starymi oponami i śmieciami jak to się dzieje na wsi, gdzie zimą gorsze powietrze niż na Śląsku. Im dalej tym gorzej, bo zamiast wybudować sieć niedużych elektrowni atomowych kolejne rządy bawią się z elektrowniami węglowymi i wielkim atomowym molochem nie wiadomo gdzie i za ile. Zaniechano zupełnie budowy małych elektrowni wodnych, program wykorzystania wód geotermalnych do ogrzewania domów praktycznie stoi a Polska ma warunki geotermalne niewiele gorsze od Islandii. Co rok przychodzi zima i nowy rok a za nim kolejne podwyżki cen energii. a jak energii to wszystkiego....
  • Wszyscy
    Teraz jeszcze zima z temperaturami -20 stopni i społeczeństwa Europy wywleką za łby z tego euro-kołchozu tę czerwono-tęczowo-zieloną zarazę. Rządzą tam kompletni idioci. Jak zwykle lewacy, którzy doprowadzą nie tak długo cała tą Unię i ludzi tam mieszkających do ruiny. W Holandii gaz i prąd zdrożał w tym roku o 200%,i stanął jeden z ważniejszych sektorów uprawa kwiatów i warzyw. Polityka tak mądra, że w górę i to o ile poszły nawet ceny węgla. Przez prąd i gaz manifestacje w Hiszpanii co przestraszyło nawet zielonych, którzy pomrukują o odwleczeniu " reform" bo boją się protestów i porażki wyborczej. Opłata za fikcyjną emisje CO2 kosztuje nas 25 mld. zł. rocznie i na razie nie obejmuje ciepłowni. Jak to się stanie a ma nie długo to koszty ogrzewania też poszybują.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031