Gorące tematy: Iran i Irak vs USA Ryszard Opara: „AMEN” Fotowoltaika Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
111 postów 26903 komentarze

Kula Lis

kula Lis 69 - Zagorzały Antybolszewik herbu Jastrzębiec

Śmierć legendarnego dowódcy AK

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

75 lat temu, między 2 a 7 sierpnia 1944 r., zamordowany został gen. Stefan Rowecki „Grot” – żołnierz Legionów, oficer WP, a w czasie okupacji legendarny dowódca ZWZ-AK.

Po aresztowaniu w wyniku zdrady w czerwcu 1943 odrzucił propozycję współdziałania z Niemcami i został umieszczony w obozie Sachsenhausen. Zamordowano go tam tuż po wybuchu Powstania Warszawskiego.
Stefan Rowecki stworzył organizację o rozmiarach dotąd nie spotykanych. Grot był symbolem, był wodzem tajemniczym, który z podziemia kierował walką całego narodu. Ci, którzy go znali bliżej i którzy się z nim stykali bezpośrednio w pracy, cenili niezmiernie jego rzadkie walory, predestynujące go na przywódcę, wielką indywidualność i nieprzeciętny umysł. (...) Stworzył on organizację o rozmiarach dotąd nie spotykanych i wprowadził zgoła nie znane przedtem metody walki pisał o gen. Roweckim jego następca na stanowisku dowódcy Armii Krajowej gen. Tadeusz Bór-Komorowski. Od 1942 r., kiedy uzyskał zgodę na prowadzenie ograniczonej walki zbrojnej, nadzorował przygotowanie planu powstania powszechnego. Od 7 grudnia 1942 r. pełnił również funkcję Delegata Ministra Obrony Narodowej w Kraju. W czasie okupacji Niemcy umieścili Roweckiego na pierwszym miejscu listy poszukiwanych Polaków. Gestapo przywiązywało dużą wagę do jego aresztowania – powstała specjalna komórka zajmująca się wyłącznie poszukiwaniem przywódców podziemia, która posiadała jego rysopis i dane osobowe. Sam Rowecki nie był zwolennikiem ścisłej konspiracji i chociaż zgodził się na ochronę osobistą wywiadu AK, ograniczył ją do spotkań służbowych w terenie poruszał się bez obstawy. 30 czerwca 1943 r. został aresztowany w warszawskim mieszkaniu przy ul. Spiskiej. Następnie przewieziono go do Berlina, gdzie odrzucił niemiecką propozycję współdziałania. W połowie lipca 1943 r. umieszczono go w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen w budynku dla ważnych więźniów. Dokładne okoliczności jego śmierci i miejsce pochówku do dziś nie są znane. Jak wynika z ustaleń śledztwa IPN gen. Rowecki został zamordowany między 2 a 7 sierpnia 1944 roku na specjalny rozkaz szefa SS Heinricha Himmlera. Jego egzekucję przeprowadzono prawdopodobnie na terenie krematorium obozu w Sachsenhausen. Wszystkie zebrane przez IPN materiały dowodowe wskazują, że szef SS Heinrich Himmler polecił komendantowi obozu w Sachsenhausen Antonowi Kaindlowi oraz komendantowi podobozu Zellenbau Kurtowi Eckariusowi natychmiastowe wykonanie egzekucji. Nie ma jednak na to bezpośredniego dowodu w postaci dokumentu zawierającego treść rozkazu, który byłby podpisany przez samego szefa SS. Rowecki został wydany Niemcom przez agentów gestapo w wywiadzie AK - Blankę Kaczorowską, Eugeniusza Świerczewskiego i Ludwika Kalksteina. Według Biuletynu IPN (2004 r.) Kalkstein walczył jako esesman w powstaniu warszawskim. Po zakończeniu wojny mieszkał w Krakowie, Koszalinie, Chorzowie i Szczecinie. W czerwcu 1949 r. został zatrzymany podczas próby ucieczki na Zachód. Krótko potem został agentem szczecińskiego UB o kryptonimie Granica. Po roku został jednak wyeliminowany z powodu wyjazdu w nieznanym kierunku. Kalksteina aresztowano ponownie w 1953, a w 1954 r. skazano na dożywocie. Zwolniono go w lipcu 1965 r., co wywołało oburzenie dawnych żołnierzy AK. Zaraz po zwolnieniu Kalkstein – jak wynika z akt SB – 
zaoferował chęć dalszej współpracy z MSW na dowolnie wybranym przez nas odcinku (nie wiadomo, czy tę propozycję przyjęto). W latach 70. Kalkstein pracował na fermie drobiu w podwarszawskim Mysiadle. W 1980 r. dostał dowód osobisty na nazwisko Edwarda Ludwika Stolińskiego-Ciesielskiego. W 1982 r. wyjechał do Francji. Śledztwo prowadzone w tej sprawie od początku 2003 r. przez szczeciński oddział IPN zostało w marcu 2007 r. umorzone z powodu braku nowych dowodów w sprawie śmierci generała.                                                                                                   https://niezalezna.pl/282395-smierc-legendarnego-dowodcy-ak                   

KOMENTARZE

  • @
    Gdzieś czytałem, że było planowane uwolnienie Roweckiego (ucieczka), ale zablokowali to Ukraińcy (Bandera).
  • @ Autor, All
    Dziwne nazwisko ten Kalkstein...

    Oczywiście 5*
  • @Krzysztof J. Wojtas 13:40:59
    Próba ucieczki Grota-Roweckiego z Sachsenhausen. Pomagali mu esesman i banderowiec. W obliczu bezczynności aliantów ucieczkę dowódcy Armii Krajowej z niemieckiego obozu koncentracyjnego organizowali ukraińscy nacjonaliści i esesman. 16 lipca 1943 r. w położonym 35 km od Berlina obozie koncentracyjnym Sachsenhausen pojawił się tajemniczy więzień. Początkowo nikt nie wiedział, kim jest i dlaczego trafił w miejsce, gdzie III Rzesza przetrzymywała najważniejszych ludzi z okupowanych krajów. Sąsiednią celę zajmował w tym czasie 33-letni Wołodymyr Stachiw, członek Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Z zawodu dziennikarz, wchodził w skład ścisłego kierownictwa "frakcji banderowców” OUN. Gestapo aresztowało go 22 miesiące wcześniej razem z szefem organizacji Stepanem Banderą. Okno celi Stachiwa wychodziło na więzienny spacerniak. Oprócz krat zabezpieczała je również szyba, która sprawiała, że nie można było zobaczyć twarzy wychodzących więźniów, lecz jedynie ich sylwetki. Mimo to po jakimś czasie Stachiw rozpoznawał wszystkich, którzy odbywali 30-minutowe spacery pod jego oknem. Spacerowy harmonogram był bowiem przestrzegany z iście niemiecką dokładnością: najpierw członek władz Komsomołu porucznik Zwiezdow, po nim Bandera, później były minister spraw zagranicznych Francji Yvon Delbos, sprawca nieudanego zamachu na Hitlera w Monachium Georg Elser. W piątek o godzinie 17 na spacerniaku pojawił się nieznajomy mężczyzna. Stachiw próbował zagadywać do więźnia w różnych językach, ten jednak uparcie milczał, myśląc najwyraźniej, że ma do czynienia z podstawionym kapusiem. Dopiero po kilku dniach zareagował na zadane mu po niemiecku pytanie. Miał wyraźny polski akcent. – Kim pan jest? – zapytał już po polsku Stachiw. – Generał Stefan Rowecki – brzmiała odpowiedź.

    Bezczynność aliantów

    Generał Grot-Rowecki, twórca i dowódca Armii Krajowej, uznawany był przez okupujących nasz kraj hitlerowców za wroga numer jeden. Umieszczono go na pierwszym miejscu poszukiwanych Polaków, do jego aresztowania powołano specjalny zespół. Żeby wszyscy niemieccy funkcjonariusze znali jego twarz, w siedzibie warszawskich władz bezpieczeństwa przy al. Szucha powieszono jego ogromny podświetlany portret. Dzięki tym wysiłkom 30 czerwca 1943 r. aresztowano generała i przewieziono go do Berlina. W polskim podziemiu zapanował chaos. Początkowo nikt nie wiedział, co się dzieje z komendantem głównym AK, dopiero po kilku dniach udało się ustalić miejsce jego pobytu. 4 lipca delegat rządu na kraj Jan Stanisław Jankowski wysłał do gen. Władysława Sikorskiego depeszę z prośbą o podjęcie wszelkich działań w celu ratowania Roweckiego. Dokument nigdy do adresata nie trafił – tego samego dnia naczelny wódz zginął w katastrofie lotniczej na Gibraltarze. Przez kolejne dwa tygodnie w sprawie Grota nie zrobiono nic. Tymczasem był on więziony w głównej siedzibie gestapo i SS w Berlinie, gdzie pieczę nad nim przejął szef całego gestapo Heinrich Müller.

    Rozpoczęły się trwające dwa tygodnie przesłuchania, w trakcie których z Roweckim spotkał się prawdopodobnie szef SS Heinrich Himmler. Generała namawiano do rozpoczęcia współpracy z Niemcami przeciwko Związkowi Sowieckiemu. Nic to jednak nie dało. W tej sytuacji Heinrich Müller zdecydował o przewiezieniu Roweckiego do Sachsenhausen i umieszczenia go w bloku Zellenbau. Dopiero 20 lipca nowy premier rządu londyńskiego Stanisław Mikołajczyk wysłał do brytyjskiego premiera Winstona Churchilla list z prośbą o podjęcie działań w sprawie uwolnienia Grota. Sugerował wymianę na wziętych do niewoli czterech niemieckich generałów, którzy przebywali w brytyjskich obozach jenieckich. Odpowiedź Churchilla przyszła prawie po trzech tygodniach: "Z wielkim żalem musimy dojść do wniosku, że te rodzaje interwencji, jakie Pan proponuje, są niemożliwe”. Niepowodzeniem skończyły się również zabiegi w brytyjskim ministerstwie spraw zagranicznych oraz u gen. Colina Gubbinsa, kierującego Komitetem Operacji Specjalnych (SOE). Jedyne, co rząd RP mógł zrobić, to nadać Roweckiemu stopień generalski w nadziei, że dzięki temu będzie on lepiej traktowany przez Niemców.

    Niespodziewani sojusznicy

    Podczas gdy działania rządu londyńskiego nie przynosiły efektów, w sierpniu 1943 r. komendant AK rozpoczął przygotowania do ucieczki z obozu. Niewykluczone, że zainspirowała go głośna historia z kwietnia 1942 r., kiedy to z pilnie strzeżonej twierdzy Königstein w Saksonii uciekł francuski generał Henri Giraud. Mimo 63 lat udało mu się zejść po stromym klifie i dostać na dach pociągu, którym przedostał się na teren Francji.

    Sprawa nie była jednak prosta. Wewnętrzny obóz, na którego terenie przetrzymywano Grota, był jednym z najpilniej strzeżonych miejsc Rzeszy. Więźniowie nie wychodzili ani na apele, ani nawet do obozowego szpitala. W razie potrzeby to lekarze przychodzili do nich. Jedynym sposobem ucieczki było pozyskanie do współpracy któregoś ze strażników Zellenbau. Tymczasem Rowecki był zbyt świeżym więźniem, by się podjąć takiego zadania. Postanowił więc wtajemniczyć w swój plan poznanego właśnie Wołodymyra Stachiwa. Ustalenie szczegółów nie było proste, gdyż więźniowie nie mieli z sobą bezpośredniego kontaktu. Pozostawały jedynie spacery. "Generał spacerował pod moim oknem, jednak nie wolno mu było przy nim stanąć” – wspominał później Stachiw. "Kiedy się do niego zbliżał, chrząkał. Zadawał pytanie i znów musiał obejść plac dookoła. Dopiero wtedy mu odpowiadałem”. Innym sposobem komunikacji były pisane na papierze grypsy. "W oknie była szczelina i Rowecki musiał do niej przełożyć rękę, aby wyciągnąć gryps, ale miał w tym duże doświadczenie” – zauważył Stachiw. Była też trzecia metoda komunikacji: dzięki temu, że budynek miał centralne ogrzewanie, więźniowie porozumiewali się wystukiwanym na kaloryferach szyfrem. W ten sposób można było przekazywać informacje nawet do odległych cel.

    Pozyskanie strażnika, który pomoże w ucieczce, wziął na siebie Stachiw. Pośrednikiem w jego znalezieniu miał być uwięziony w jednej z sąsiednich cel Piotr Czarnecki. Mimo polskiego nazwiska miał niemieckie obywatelstwo i był podporucznikiem SS. Nie wiadomo, za co został skazany i dlaczego więziono go właśnie w Zellenbau. Chociaż mógł być kapusiem, Stachiw postanowił zaryzykować. Czarnecki zgodził się pomóc, pod warunkiem że Polak i Ukrainiec zabiorą go z sobą. Ostatecznym celem eskapady miała być Szwecja.

    Dowódca AK, banderowiec i esesman – szanse ucieczki takiego tria wydawały się niewielkie. Jednak efekty podjętych działań początkowo wyglądały obiecująco. "Czarnecki zaczął urabiać strażnika o imieniu Martin” – wspominał Stachiw. "Nie powiedział mu, o kogo szło. Martin zażądał 50 tys. marek oraz zapewnienia, że będzie mógł uciekać z nami. Jego żona miała dostać 20 tys. marek, a resztę on sam już podczas ucieczki”. Jak twierdzi Stachiw, pieniądze miał zapewnić Grot-Rowecki, który dysponował ukrytymi funduszami w Warszawie. Miał o nich powiadomić"„przyjaciela” i wysłać mu w liście szyfr umożliwiający znalezienie skrytki. "Przyjacielem” był prawdopodobnie jego młodszy o sześć lat brat Stanisław. Pierwszą misją Martina miało być właśnie wysłanie do niego listu.

    Japoński łącznik i kochanki

    Jednak kilka dni przed planowanym przekazaniem przesyłki Czarnecki został niespodziewanie przeniesiony z Zellenbau do głównego obozu. Kontakt ze strażnikiem Martinem został więc zerwany. Rowecki jednak nie rezygnował. Nowe możliwości pojawiły się, gdy opuszczoną przez Czarneckiego celę zajął ukraiński lekarz Toma Łapyczak, również członek OUN. Kiedy jesienią 1943 r. Grot zaczął się skarżyć na silne bóle w okolicach wątroby, Stachiw polecił mu kontakt właśnie z nim. W dokonanej za pomocą wymiany grypsów diagnozie lekarskiej Ukrainiec stwierdził, że generał cierpi na zapalenie woreczka żółciowego i potrzebna jest wizyta u specjalisty. Tak powstał nowy plan ucieczki. Składał się z trzech etapów. Najpierw Grot-Rowecki poprosił szefa gestapo o umożliwienie mu wizyty u lekarza w Berlinie. Następnie Stachiw, który przed wojną studiował w tym mieście, narysował Roweckiemu plan okolic placu Poczdamskiego – to właśnie w tym miejscu Grot miał uciec z samochodu i wmieszać się w tłum. Kolejnym etapem miało być dotarcie do konsulatu Mandżukuo – marionetkowego państwa, utworzonego w 1932 r. przez Japonię na okupowanych przez nią obszarach Mandżurii. Dlaczego właśnie tam?

    W Sachsenhausen od 2,5 roku przebywał Polak kpt. Jerzy Kuncewicz, wcześniej zatrudniony jako urzędnik w berlińskiej ambasadzie Mandżukuo. W rzeczywistości nazywał się Alfons Jerzy Jakubianiec i był zakonspirowanym oficerem wywiadu AK. Dzięki "japońskiemu parasolowi” mógł wypełniać swoje zadania zarówno wobec konspiracji w kraju, jak i rządu w Londynie, przekazując pocztę kurierską i informacje wywiadowcze na temat Niemiec. Niestety, wplątał się w romans z pracującą w konsulacie Martinciene Ono. Zazdrosny mąż przeszukał jej rzeczy i znalazł wśród nich zdjęcie Jakubiańca w mundurze polskiego oficera. Natychmiast pobiegł na gestapo. W ten sposób jako Jerzy Kuncewicz trafił do Zellenbau. W obozie Jakubianiec przekazał Grotowi co najmniej trzy adresy mieszkań swoich kochanek, które – jak twierdził – nie zostały "spalone”, a także namiary na prywatny dom jednego z japońskich dyplomatów w Berlinie. Kontakty te miały pomóc Roweckiemu po ewentualnej ucieczce w Berlinie.

    Dlaczego zginął?

    Pod koniec listopada 1943 r. gestapo spełniło prośbę Grota i zabrało go na badanie lekarskie w Berlinie. "Nie mogłem spać przez dwie noce” – wspominał później Stachiw. Trzeciego dnia generał jednak wrócił. Okazało się, że do eskortowania Roweckiego wysłano aż 12 esesmanów. W tej sytuacji, nie widząc szans na ucieczkę, generał zrezygnował. Wkrótce Rowecki i Stachiw zostali przeniesieni do innych cel. Kontakty zostały przerwane.

    W sierpniu 1944 r. do obozu dotarła wiadomość o wybuchu powstania w Warszawie. 7 sierpnia sprzątający teren obozu kolejarz z Poznania poinformował więźniów, że widział dwóch polskich oficerów prowadzonych do krematorium. Prawdopodobnie byli to Grot-Rowecki i Jakubianiec. Dlaczego zginęli? Jedna z hipotez zakłada, że była to zemsta Himmlera za wybuch powstania. Jeśli tak, to czemu utrzymywano egzekucję Grota w ścisłej tajemnicy, zamiast ją ogłosić walczącym w Warszawie akowcom? Możliwe więc, że zabójstwo miało związek z wykryciem kolejnego planu ucieczki generała. Ucieczki, z której – jak pokazują wspomnienia jego ukraińskich współwięźniów – gen. Stefan Rowecki nigdy nie zrezygnował.

    ***

    Wołodymyr Stachiw przeżył Sachsenhausen i zmarł w 1971 r. w Monachium, do końca życia działając w emigracyjnych strukturach Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.

    Artykuł ukazał się w jednym z ostatnich numerów (43/2013) tygodnika "Wprost".
  • @Jasiek 04:43:39
    https://www.infolotnicze.pl/2018/05/21/analiza-aresztowania-dowodcy-armii-krajowej-gen-stefana-grota-roweckiego-przez-gestapo/
  • @kula Lis 68 10:28:59
    "Dowódca AK, banderowiec i esesman – szanse ucieczki takiego tria wydawały się niewielkie."

    Niewiarygodne...

    Ukłony
  • @Jasiek 04:53:20
    Wywiad z córką gen. Grota: Ojciec odrzucił rozmowy o wspólnej krucjacie antybolszewickiej i nacjonaliści ukraińscy chcieli go udusić. W rocznicę aresztowania gen. Grota-Roweckiego przypominam wywiad jaki przeprowadziłem z jego córką Ireną w styczniu 1987 r. w Kalifornii -pisze Jacek Matysiak. W środę 30 czerwca 1943 r. po spotkaniu z łączniczką Elą Zboińską, kierował się na godzinę 10.00 na Barską 5 na naradę. Wcześniej wstąpił na ulicę Spiską 14 m 10. Ledwo wszedł do mieszkania, którego zresztą nie lubił (miało tylko jedno wyjście), zajechało 17 aut policji. Pokazano mu jego zdjęcia. Gestapo wezwał, rozpoznawszy go wcześniej, były kolega z 4 dywizji z wojny 1920 r. Eugeniusz Świerczewski (zgładzony przez kontrwywiad AK w 1944 r.) Działał on ze szwagrem Ludwikiem Kalksteinem i jego żoną Blanką Kaczorowską (skazani w PRL na więzienie). Byli oni agentami Gestapo, ale pracowali też w komórce wywiadu AK wspomina Irena Rowecka-Mielczarska. W 1885 r. 25 grudnia w urzędniczej rodzinie o rodowodzie szlacheckim, w 30 tysięcznym Piotrkowie Trybunalskim, urodził się Stefan Paweł Rowecki. Biografowie wspominają o tym, że wskutek patriotycznego wychowania przez matkę Stefan bardzo wcześnie rozpoczął walkę z rosyjskim zaborcą…

    Irena Rowecka-Mielczarska: Jako 4 letni chłopiec siedząc w oknie zobaczył przechodzącego oficera rosyjskiego… najspokojniej w świecie napluł na jego odznaczenia. Oficer wtargnął do domu i zażądał żeby “zbrodniarz”, który zbezcześcił jego mundur wyszedł. Ojciec ze strachu wszedł pod łóżko i babka musiała go stamtąd wyciągać. Natomiast mając 10 lat rzucił paradującym Kozakom petardę i tym razem dostał się już do kryminału.

    W niepublikowanych wspomnieniach Rowecki opisuje swoje dowodzenie represyjnym oddziałem “Skautów piotrkowskich”. “Rozpoczęło się od zwalczania Polaków, posyłających dzieci do szkoły rosyjskiej (…). Wybijaliśmy szyby rodzicom w domu, a dzieci noszące jasne płaszcze rosyjskiego gimnazjum (…) oblewaliśmy po prostu atramentem. Przy każdej okazji tłukliśmy łamistrajków.”

    Ojciec był żywiołem, który nie mógł usiedzieć w szkolnej ławce - tak wspominają go jego nauczyciele. W 1912 r. wdał się w bójkę z przywódcą “łamistrajków” (czyli dzieci z rosyjskiego gimnazjum) i drugi raz stanął przed sądem. Na skutek interwencji wuja adwokata skończyło się to tylko wyjazdem młodego “buntownika” z rodzinnego Piotrkowa do Szkoły Mechaniczno-Technicznej Wawelberga i Rotwanda w Warszawie. Tam wstępuje do Polskich Drużyn Strzeleckich uczestnicząc w wykładach i ćwiczeniach polowych. Dwa razy przekracza granicę austriacką (raz za zgodą rodziców, drugi bez niej) dążąc na szkolenia wojskowe krakowskiej PDS. Tutaj ciekawostka: komendantem kursu był oficer austriacki “Adam Zawisza”, czyli Michał Żymierski - późniejszy marszałek. Wcześniej w marcu 1913 r. przybywa do gubernialnego Piotrkowa w przeddzień uroczystych obchodów 300-lecia panowania dynastii Romanowych. Kieruje akcją mającą na celu nie dopuszczenia do obchodów. Oddziały “represyjne” ojca zrywają w nocy flagi rosyjskie, na wysokości pierwszego piętra na budynkach rządowych wypisują czarnym tuszem “Precz z Romanowymi!”. Szczytem wszystkiego było spalenie uprzednio wykonanych i złożonych z girland, lampionów oraz flag przeznaczonych do dekoracji miasta.

    A później pierwsza wojna światowa…

    Tak, chciałam tylko przypomnieć jego szkolnych kolegów z Piotrkowa, a więc najlepszy przyjaciel Tadeusz Puszczyński, legendarny kapitan “Wawelberg” z III Powstania Śląskiego, Tadeusz Żarski - późniejszy poseł komunistyczny w Sejmie II RP oraz Zygmunt Zaremba - działacz PPS, później współpracownik z podziemia. W czasie I wojny światowej walczy oczywiście w Legionach, w 1-szym pułku, którego pierwszy batalion przekształcił się w 5 pułk “zuchowatych”. Jest 3 - krotnie ranny.

    Później kryzys przysięgowy w Legionach…

    W koncepcji Piłsudskiego siłą wojskową, która będzie miała decydującą rolę w odzyskaniu niepodległości stawała się zakonspirowana POW, a nie Legiony. W lecie 1917 r. a więc pół roku po niemiecko-austriackim akcie o utworzeniu w przyszłości niepodległego państwa polskiego, nastąpił tzw. kryzys przysięgowy. Legioniści odmawiali przysięgi na sojusze z Austrią i Niemcami. Oficerowie zostają internowani w Beniaminowie, zaś szeregowcy w Szczypiornie. Ojciec podobnie jak M. Kukiel, Wł. Sikorski, S. Szeptycki, M. Żymierski, jest za złożeniem przysięgi twierdząc, że nie czas na jałowe demonstracje. Jednak w akcie solidarności przybywa do Beniaminowa i stąd idzie do Polnische Wehrmacht.

    Prosimy o jakiś ciekawy epizod z okresu pobytu w Polskiej Sile Zbrojnej…

    W tym czasie ojciec przebywa w Ostrowi Mazowieckiej jako wykładowca w Szkole Podchorążych m.in. z późniejszym szefem BIP-u KG AK płk Janem Rzepeckim. Rzepecki podaje, że podczas jednego ze spotkań oficerów polskich i niemieckich Rowecki doszedł do mapy i zilustrował swoje przewidywania co do przyszłej zachodniej granicy Polski wykreśleniem linii biegnącej prosto od Szczecina na południe (już w 1918 r.!). Później dysponując tylko 10 ludźmi nocą rozbraja oddział niemiecki w sile kompanii (ok. 200 ludzi) odbierając zrabowane bydło, broń i amunicję. Za czyn ten otrzymał swój pierwszy Krzyż Waleczny. Trzy inne zostały mu przyznane za walkę w Legionach. Otrzymuje też za “legiony” order najcenniejszy: Virtuti Militari.

    Następnie studiuje w Warszawie w Wojennej Szkole Sztabu Generalnego (późniejszej Wyższej Szkole Wojennej) skąd w maju 1920 r. w stopniu kapitana udaje się do I Dyw. Legionów pod Kijów, gdzie na rozkaz gen. Rydza-Śmigłego porządkuje przełamane przez kawalerię Budionnego nasze oddziały. W czasie Bitwy Warszawskiej Rowecki (już major) znajduje się w sztabie Rydza-Śmigłego…

    Nie mam zbyt dużo informacji z tego okresu. Po wojnie wraca na uczelnię wojskową, później pracuje (koniec 1922 r.) jako szef najważniejszego wydziału w Wojskowym Instytucie Naukowo-Wydawniczym kierowanym przez płk prof. dr Wacława Tokarza. Ojciec powołuje do życia i przez 10 lat prowadzi “Przegląd Wojskowy” - kwartalnik, zapoznający polska kadrę oficerską z rozwojem europejskiej myśli wojskowej.

    W swoich książkach i artykułach wiele miejsca poświęca również ocenie Armii Czerwonej, jej taktyce walki, komunistycznej doktrynie wojennej z akcentowaną rolą propagandy i dywersji. Był ekspertem od sowieckiej doktryny wojennej, nie widział różnicy między imperializmem rosyjskim, a komunistycznym, który był dla niego kontynuatorem pierwszego. Charakterystycznym jest, że nie wierzył w spontaniczne wybuchy rewolucyjne poza Rosją i zawsze widział w nich realizację ściśle zaplanowanego scenariusza rewolucji światowej organizowanej dla celów imperializmu rosyjskiego.

    Ojciec obserwował nie tylko wojenną doktrynę radziecką, ale i państw zachodnich, analizował np. większość ruchów rewolucyjnych na Zachodzie i opisał to w słynnej książce “Walki uliczne”.

    To paradoks, że książka “Walki uliczne” była później podręcznikiem raczej dla Niemców, mówiącym jak likwidować wystąpienia powstańcze, a została napisana przez komendanta armii podziemnej. Jednak musimy dalej śledzić losy Grota ograniczając się, ze względu na objętość “Wiadomości”. Tak więc przewrót majowy marszałka Piłsudskiego…

    Ojciec wtedy był w Instytucie, nie dowodził żadnym pułkiem, ale przeżył to strasznie ciężko, przez pewien czas chodził w cywilnym ubraniu, bo u nas w domu był wielki kult Marszałka. Faktem jest, że był przeciwnikiem akcji zbrojnej przeciwko legalnie wybranemu prezydentowi Wojciechowskiemu i rządowi Witosa. Znana jest jego publiczna rozmowa z marsz. Piłsudskim na Zamku, który zagadnął płk Roweckiego, którego znał jeszcze ze Strzelca (PDS - red). “A ty co robiłeś w czasie walk majowych? Nie widziałem ciebie nigdzie.” Oczy idących za marszałkiem adiutantów zabłysły złośliwym tryumfem. Ojciec odparł: “W maju komendancie, dowodziłem tylko książkami w swoim instytucie, ale gdybym dowodził inną bronią, musiałby tym razem pójść przeciwko komendantowi”. Towarzyszący marszałkowi sztabowcy szeptali, że Rowecki się wykończył, co było nieprawdą, bo we wrześniu 1926 r. ojciec otrzymał nominację na 1-szego oficera sztabu w Inspektoracie Armii gen. J. Rybaka.

    W ten sposób został oderwany od pracy teoretycznej i skierowany do pracy liniowej. Gen. Rybak w opinii o Roweckim pisze niezwykle proroczo: “Wybitny oficer S.G. (Sztabu Generalnego - red.), który rokuje najlepszą przyszłość, będzie chlubą Armii Polskiej”. Jak późniejszy Grot widzi zbliżającą się II wojnę światową, gdzie jest i co robi?

    Od 1930 r. do 1935 r. dowodzi 55 pp. w Lesznie Wielkopolskim - był to, jak zawsze mówił, najszczęśliwszy okres w jego życiu. Od 1936 r. do 1938 r. pełnił funkcję dowódcy Brygady Korpusu Ochrony Pogranicza “Podole”, następnie przez 9 miesięcy był dowódcą piechoty dywizyjnej II dywizji legionów w Kielcach. Był to jego najgorszy okres. Zresztą dowódca dywizji płk Edward Dojan-Surówka był jedynym dowódcą dywizji, który we wrześniu 1939 r. porzucił swoje oddziały na polu bitwy. Od końca kwietnia 1939 r. przebywa na kursie dowódców artylerii w Toruniu. Potępiał polską akcję na Zaolziu przeciwko Czechosłowacji. Następnie dostaje nominację na dowódcę Warszawskiej Brygady Pancerno-Motorowej, którą przyjmuje niechętnie, tym bardziej, że półtora roku wcześniej gen. Fabrycy proponował mu objęcie dowództwa takiej brygady ( 10 b.k.), którą po jego odmowie powierzono płk S. Maczkowi.

    Rowecki marzył o dowodzeniu dywizją piechoty, zostałby wtedy generałem…

    Tak, ale zadania organizacji brygady, tj. przesadzenie ułanów z koni na czołgi podjął się, choć było to dla niego istną gehenną. Oddziały przeznaczone do brygady stały w różnych punktach kraju, ciągle musiał wykłócać się o sprzęt, ludzi itp. Zadaniem brygady była ochrona przepraw na Wiśle, ojciec podlegał w czasie wojny d-cy armii “Lublin”, gen. Piskorowi, jego sąsiadem był płk Tadeusz Komorowski, późniejszy “Bór”. Później walczył pod Tomaszowem Lubelskim, gdzie prawdopodobnie pierwszy raz w dziejach wojen użył czołgów w nocnym ataku. Po kapitulacji Piskora nie chciał iść do niewoli.

    Red. - Chciał przedzierać się do Sikorskiego, za granicę do wojska polskiego, nie widział się zupełnie w robocie konspiracyjnej…

    Tak, ale kiedy gen. Karaszewicz-Tokarzewski “Doktor” pokazał mu pełnomocnictwo od gen. J. Rómmla i rozkazał objąć funkcję zastępcy i szefa Służby Zwycięstwu Polski, ojciec został. W listopadzie 1939 r. gen. Sikorski utworzył nową organizację Związek Walki Zbrojnej, której Komendantem Głównym został gen. K. Sosnkowski ( w Paryżu - red.). Sikorski odsunął “Doktora” od kierowania podziemiem i “zesłał” go na obszar numer 3 (Lwów), co było równoznaczne z jego dekonspiracją i uwięzieniem przez ZSRR, bowiem każde dziecko we Lwowie znało Tokarzewskiego, jako przedwojennego dowódcę DOK. Ojciec został mianowany Komendantem Obszaru nr 1 w Warszawie, praktycznie z władzą nad całą podziemna Polską. Ojciec nie chciał przyjąć tego awansu, bo żył z “Doktorem” w wielkiej przyjaźni, ale w końcu się podporządkował, natomiast “Doktor” został osadzony w więzieniu (nie rozpoznany) zaraz po przekroczeniu granicy.

    Tak, ludzie Sikorskiego nie mogli Tokarzewskiemu zapomnieć, że po przewrocie majowym w 1926 r. był szefem Biura Personalnego MSW i czynili go odpowiedzialnym za czystki w wojsku. Wódz Naczelny bał się bardzo wpływu senatorów w podziemiu…

    Na początku Sikorski nie darzył ojca zaufaniem, obawiał się, że ojciec mimo, że nie był senatorem, ale był piłsudczykiem, legionistą, będzie ulegał sanacji. Sikorski np. zażądał wyrzucenia z konspiracji przyjaciela ojca i senatora, byłego wojewodę Henryka Józewskiego, wyrzucenia z kraju marszałka Rydza-Śmigłego. Ojciec opierał się często takim ingerencjom, twierdząc w przypadku odwołanego z funkcji Józewskiego, że każdy ma prawo walczyć o niepodległość ojczyzny. Natomiast ze Śmigłym spotkał się nieoficjalnie, co było utrzymane przez długi okres czasu w tajemnicy - postąpił wbrew rozkazowi…

    I znowu objętość pisma ogranicza. Sprawa majora Henryka Hubala-Dobrzańskiego…

    Chciałam tylko dodać kilka słów o konflikcie między Grotem, a Delegatem Rządu popieranym przez Stronnictwo Ludowe i Stronnictwo Narodowe w podziemiu. Sprawa dotyczyła decyzji Grota o wydrukowaniu artykułu wspomnieniowego o marszałku Piłsudskim (z okazji rocznicy śmierci 12 maja 1941 r.) w oficjalnym organie ZWZ “Insurekcja”. Wbrew oskarżeniom o sanacyjność, wbrew intrygom polityków krajowych, ojciec decyzji nie zmienił. Wydarzenie to wstrząsnęło podziemiem. Delegat Ratajski zakazał ojcu druku artykułu, a kiedy został wydrukowany - kolportażu.

    Przedstawiciel Ludowców Józef Grudziński (w/g relacji K. Pużaka) był nastawiony tak anty-piłsudczykowsko, że wyraził chęć usunięcia po wojnie trumny Piłsudskiego z wawelskiej krypty. Nie mógł zapomnieć, że symbol ruchu ludowego Witos został w oburzający sposób potraktowany w Brześciu. Ale prosimy o Hubalu…

    Był wyraźny rozkaz od Sikorskiego, że nie wolno żadnych działań zbrojnych w tym czasie prowadzić. Aż do przełomu 1942/43 r. wykluczono możliwość prowadzenia otwartej walki z okupantem, zdawano sobie sprawę, że jest on w stanie krwawo stłumić przejaw buntu, a tym samym udaremnić szanse przyszłego powstania. Ojciec dał Hubalowi pieniądze dla żołnierzy i kazał ich rozpuścić do domów. Przez Hubala w Końskim Niemcy z zemsty rozstrzelali z zemsty ok. 700 chłopów z okolicznych wsi. Ojciec depeszował do Sikorskiego w kwietniu 1940 r. : “Hubala ścigam, chcę go wysłać za granicę, w przyszłości oddam pod sąd”. Hubal dwukrotnie nie usłuchał rozkazu ojca, czekał na połączenie sojuszniczych armii z zachodu, ale Francja przegrała wojnę. Ojciec w dwa tygodnie po śmierci Hubala napisał, że bohaterski dowódca Wydzielonego Oddziału Wojska Polskiego poniósł śmierć w nierównej walce.

    Przypomnijmy, że w maju 1940 r. Sikorski na wniosek gen. Sosnkowskiego awansował Roweckiego i Komorowskiego na stopień generała brygady. Grot był takim dowódcą dowódcą armii, który nigdy nie mógł zobaczyć swoich żołnierzy. Był dla nich legendą i mitem, symbolem. Na rozkaz Sikorskiego przeprowadził z trudnościami akcję scaleniową wojska podziemnego. Jakiegoż trzeba było charakteru, aby przebrnąć z czystym imieniem poprzez dżunglę intryg rozmaitych grup i polityków i zdobyć zaufanie…

    Ojciec bardzo się zmienił z szybko podejmującego decyzję dowódcy liniowego stał się, jak piszą jego współpracownicy - mężem stanu, umiejętnie kierującym pracą zespołową Komendy Głównej (14 lutego 1942 r. Związek Walki Zbrojnej przemianowano na Armię Krajową- red.). Zmienił też swój wygląd i ruchy. Nosił okulary, czuprynę, wąsy i laskę z której po uruchomieniu sprężyny wysuwał się nóż. Spotkałam go często w kawiarni. Spacerowaliśmy czasem, było zabawnie. Pewnego razu szłam z ojcem i spotkałam koleżankę- córkę pułkownika, która powiedziała mi, że jej ojciec jest w obozie i zapytała mnie co się dzieje z moim ojcem… Odpowiedziałam, że nie mam pojęcia. Ale czasem ludzie kłaniali się ojcu na ulicy - wtedy czuł się niedobrze. Dużo złego zrobił Londyn, który gadulstwem kurierów przyczynił się do zdekonspirowania ojca.

    Grot uważał, że Rosja jest naszym wrogiem nr 2. W rozmowach z bratem Stanisławem adwokatem o Katyniu Grot mówił, że jeśli zbrodni tej nie sfingowali Niemcy: “to dokonał jej ktoś kto był wrogiem nie tylko Polski, ale przede wszystkim wrogiem ułożenia się w przyszłości możliwie poprawnych stosunków polsko-sowieckich”. Żądał od Sikorskiego wypracowania stałej polityki wobec Rosji: “Widzę tylko 2 możliwości: albo Rosjanie są naszymi wrogami, albo są naszymi sprzymierzeńcami. Jedynym chyba słusznym stanowiskiem jest, że Rosjanie staną się dopiero naszymi sprzymierzeńcami gdy poczują, że są za słabi, aby zrobić nam krzywdę…” Toż to kapitalna intuicja męża stanu! Myśl czysta i celna. Stosunek do ewentualnego powstania, proszę bardzo…

    Ojciec i jego sztab liczyli, że w momencie wybuchu powstania nadejdzie dla Kraju pomoc z zewnątrz, bombardowanie obiektów nieprzyjaciela, desanty powietrzne jak Brygada Spadochronowa Sosabowskiego, że polscy żołnierze z zachodu przybędą morzem i zdobędą przyczółek na Pomorzu…

    Ach, tak. Stąd jego plany utworzenia reduty obronnej z sił AK w oparciu o Morze Bałtyckie we współdziałaniu z aliantami. To było na wypadek wejścia Armii Czerwonej na ziemie polskie. Jak mówił Grot: “zamiana jednej okupacji na drugą”. Ale wtedy Grot mówił nie o walce z Niemcami, a Rosja byłaby wtedy wrogiem nr 1.

    Plan powstania według ojca był inny od zaistniałego scenariusza w 1944 r. Powstanie mogło być wywołane tylko wtedy gdy mogło się udać przy rozkładzie moralnym i panice Niemców. Wariant z 1918 r. Płk Janusz Bokszczanin z KG AK mówił Ciechanowskiemu o planie powstania w 1942 r., jak Grot to widział. Ojciec nigdy nie chciał krwawej łaźni dla Warszawy, chciał w wypadku opuszczenia przez Niemców Warszawy pod naciskiem Rosjan uderzyć na ich tylne straży, a gdy Niemcy przechodzić będą do obrony linii środkowej Wisły, AK wychodzi z miasta i walczy poza jego granicami.

    Tak, generał Okulicki nazwał w lipcu 1944 r. plan Grota defensywnym, a nawet tchórzliwym. Okulicki z “Borem” chcieli zaś zamknąć Niemców w kotle, to jest w Warszawie i zniszczyć. Grot myślał zupełnie inaczej. Droga mu była niezmiernie krew polskiego żołnierza. Ale przejdźmy do momentu aresztowania. Wiadomo, że choroba wątroby, czy dwunastnicy przerywała jego normalny rytm pracy, coraz częściej też czuł się jak ścigany zwierz…

    Och, on bardzo to odczuwał, był przecież zapalonym myśliwym, teraz był po stronie ofiary. Kręciło się mnóstwo agentów z jego pułkownikowskim zdjęciem sprzed wojny. Na ostatnim spotkaniu, już po tym jak otrzymałam jego zgodę na zaręczyny z Mielczarskim, po jego dwukrotnym obejrzeniu przez ojca, powiedział mi, że zamierza zniknąć na jakiś czas, bo wokół robi się coraz ciaśniej. Mówił mi o operacji plastycznej…

    Może Gestapo przez swój wywiad wiedziało o tym i chciało go sprzątnąć wcześniej nim się zmieni… Okoliczności aresztowania ojca…

    W środę 30 czerwca 1943 r. po spotkaniu z łączniczką Elą Zboińską, kierował się na godzinę 10.00 na Barską 5 na naradę. Wcześniej wstąpił na ulicę Spiską 14 m 10. Ledwo wszedł do mieszkania, którego zresztą nie lubił (miało tylko jedno wyjście), zajechało 17 aut policji. Pokazano mu jego zdjęcia. Gestapo wezwał, rozpoznawszy go wcześniej, były kolega z 4 dywizji z wojny 1920 r. Eugeniusz Świerczewski (zgładzony przez kontrwywiad AK w 1944 r.) Działał on ze szwagrem Ludwikiem Kalksteinem i jego żoną Blanką Kaczorowską (skazani w PRL na więzienie). Byli oni agentami Gestapo, ale pracowali też w komórce wywiadu AK.

    Grot przewieziony został bodajże tejże nocy samolotem do Berlina - Niemcy święcili triumf. Jak zachowało się podziemie i Londyn? I pytanie: czy nie był źle pilnowany?

    Ojciec odrzucał ochronę twierdząc, że polega na sobie jak każdy żołnierz powinien. Gen. “Bór” apelował do Londynu o wymianę ojca na jakichś niemieckich generałów, ale Niemcy chcieli tylko Hessa, którego nie chciała oddać Anglia. Podziemie prosiło chociaż o uzyskanie dla ojca statusu jeńca. Był dobrze traktowany od początku. Anglicy niezbyt kwapili się do tej wymiany, jak zwykle tylko obiecywali i na tym się skończyło…

    Z Berlina przewieziono Grota do Sachsenhausen i umieszczono go w tzw. Zellenbau gdzie trzymano szczególnie ważnych więźniów i jeńców międzynarodowych takich jak syna Stalina Iwana, kuzyna Churchilla - Petera, biskupa lubelskiego Gorala, asa wywiadu polskiego w Berlinie Jerzego Jakubiańca “Jerzego Kuncewicza”. W obozie prowadził rozmowy z Ukraińcami. Czy były próby ucieczki?

    Tak, były, ale ojciec rozmawiał o nich z Wołodymirem Stachiwem, ten donosił Stefanowi Banderze, on zaś Niemcom i krąg się zamykał. Prowadził rozmowy z Ukraińcami. pisał osobiste wspomnienia z I wojny światowej i pamiętnik. Przebywał tam ponad rok.

    Banderowcy ewentualną pomoc w ucieczce uzależniali od wyniku rozmów Bandery i Stećko z Grotem, których tematem była wspólna walka przeciwko bolszewizmowi. Grot godził się na konieczność utworzenia niepodległego państwa ukraińskiego, ale twierdził, że Rusini są obywatelami państwa polskiego i po wojnie odpowiedzą za zdradę stanu.

    Ojciec odrzucił rozmowy na temat wspólnej krucjaty antybolszewickiej i Bandera i nacjonaliści ukraińscy chcieli go udusić pozorując jego samobójstwo. Jednak część z nich była przeciwko, a Bandera się wahał. Niemcy dowiedzieli się o tym i przenieśli ojca obok kancelarii. Wcześniej Grot organizował ucieczkę chcąc przekupić już w sierpniu 1943 r. strażnika obozu Marcina i ucieczkę obydwu do Szwecji. Później ojciec organizował ucieczkę w oparciu o kontakty rozszyfrowanego przez Gestapo i osadzonego w tym samym więzieniu asa wywiadu Jakubiańca, jego kontakty z Japończykami. Wszystko wydało się przez Ukraińców…

    Jak zginął Grot…

    Istnieje sześć wersji śmierci ojca. Dla mnie najbardziej prawdopodobna jest śmierć przez uderzenie młotkiem w głowę razem z 200 osobami podejrzanymi o udział w słynnym zamachu na Hitlera. Jedno ze źródeł podaje, że była to zemsta za Powstanie Warszawskie, że ojciec nie chciał uspokoić Warszawy. Oczywiście wiadomo, że Himmler w rozmowie z Hitlerem proponował wykorzystanie Grota do zneutralizowania polskiego podziemia. Hitler jednak odrzucił to mówiąc, że Grot odznacza się osobowością wodza i mogliby stworzyć sobie wielkiego przeciwnika (przyjmuje się, że został zabity między 4, a 7 sierpnia 1944 r. - red.).

    Pani ojciec chciał bardzo mieć syna. Jest Pani jego jedynym dzieckiem. Proszę powiedzieć o Waszych wzajemnych rodzinnych kontaktach…

    Ojciec powiedział kiedyś, że wystarczam mu za kilku synów. Jak mówiłam, był zapalonym myśliwym, próbował bezskutecznie nauczyć mnie pływać. uczył mnie z powodzeniem jazdy konnej. Wywoził mnie do lasu i kazał na czas wracać bez map w umówione miejsce. Uczył mnie cierpliwości zabronił mi działać w konspiracji.

    Też np. rozplątywanie kłębów sznurka. Był rozwiedziony z moją mamą, ja mieszkałam z macochą “Ciocią” Eugenią i z ojcem. Kiedy zakochałam się w Mielczarskim zgodził się na ślub dopiero po wojnie z tym, że kazał mu wystąpić z konspiracji. Ojciec nie wiedział, że ja byłam łączniczką i oficjalnie z- Co dziś zostało po Grocie oprócz legendy Wodza podziemia?

    Ulice w Piotrkowie, Ciechanowie i Tomaszowie Lubelskim, szkoła w Warszawie, trzy drużyny sportowe, statek, most w Warszawie, tablice w trzech kościołach, dużo pozycji książkowych i artykuły. Ciągle wychodzą nowe pozycje m.in. wydałam książkę “Ojciec”…

    Jak córka Grota odebrała noc stalinowską w Polsce?

    Ciężko pracowałam i zbierałam artykuły o ojcu. 35 lat zbierałam materiały do mojej książki o ojcu. Współpracuję teraz z historykami, którzy piszą o ojcu…

    Jak Pani odebrała “Solidarność” i stan wojenny w Polsce? Czy podziemny Bujak nie zaczął być podobny ojcu?

    “Solidarność”? Z jednej strony bardzo mi się to podobało, a z drugiej byłam przerażona tym wybuchem i jego ewentualnymi skutkami. Stan wojenny - najbardziej było mi żal tych żołnierzy. Rozmawiałam z Bujakiem - to młody, mądry i sympatyczny człowiek.

    Czy nie odnosi Pani wrażenia, że komuniści chcą wmontować Pani ojca w swoją wersję historii Polski?

    Bo ja wiem, społeczeństwu należy się przywrócić pamięć ojca nawet po tylu latach. Stąd te szkoły, drużyny harcerskie i książki. Ta potrzeba rodzi się sama…

    Czego Pani życzyć? I jak się Pani tutaj podoba?

    Kalifornia jest bardzo ładna, ale ja wracam do kraju jak tylko objadę ośrodki AK-wskie w USA. Czegóż mi życzyć? Dokończenia naszego dzieła AK-wskiego wydźwignięcia tradycji i imienia AK na powierzchnię życia publicznego, tak jak się to AK należy za jej służbę, walkę i ofiary. Ja chciałam pozdrowić waszych czytelników i życzyć im wszelkiej pomyślności i nie zapominania o Kraju ojczystym.

    Dziękujemy za rozmowę o Pani Ojcu.

    Rozmowę prowadzili Jacek K. Matysiak i Zdzisław Krowicki. Wywiad nieautoryzowany.

    P.S. Podaję wywiad w wersji oryginalnej dla “Wiadomości”, treść została przedłożona pani Roweckiej-Mielczarskiej, która zapoznała się z powyższym dodając, że aby nie szkodzić sprawom AK-owskim (styczeń 1987) wywiadu nie autoryzuje. Zmarła 11 lutego 2002 r., w wieku 80 lat, pochowana na cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.

    Jacek K. Matysiak Kalifornia, 30 czerwca, 2019 r.
  • @Jasiek 04:53:20
    Wielcy Polacy! Ludzie, którzy całe życie poświęcili Polsce. Jak blado na ich tle wypadają tzw. elity III RP. Dwa różne światy! To byli ludzie, indywidualności, o nich warto pamiętać i od nich się uczyć zamiast tracić czas na miernoty np. z POKO. Tak mało jest wiadomości o Grocie w przestrzeni publicznej. A zdrajcom - na pohybel. Cieszy jednak, że Zjednoczona Prawica przywraca godność polskiej scenie politycznej. Myślę, że sprawy Polski idą po myśli G. Grota. To dobrze wróży.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
242526272829