Subotnik zza ściany

                                                                                                                                                                                      Debata klimatyczna „Fit for 55 - szansa, czy zagrożenie dla Polski” w Belwederze w Warszawie.                                                                                                                                                                 Mądry człowiek, kiedy widzi, że poziom rzek niebezpiecznie się podnosi, nie traci czasu na kombinowanie, jak zatrzymać opady – nie snuje, na przykład, wizji budowania wielkich drabin, z których będzie się rozpylać cement, aby w ten sposób zabetonować chmury od dołu; nawet jeśli koncerny betoniarskie przedstawiają mu uzasadniające takie pomysły badania naukowe.

Mądry człowiek stara się zrobić to, co ma sens: przygotować amfibie i łodzie do ewakuacji zagrożonych obszarów, zapewnić miejsca dyslokacji i zapasy dla ewakuowanych, zgromadzić worki z piaskiem i zmobilizować ludzi do ich układania – etc. Jeśli klimat się ociepla, co nie jest żadnym znowu cudem, nawet w króciutkim z punktu widzenia Ziemi od Średniowiecza mieliśmy co najmniej jeden okres podobnego jak dziś ocieplenia i dwie epoki lodowcowe, to, mówiąc hasłowo, należy inwestować w klimatyzację, a nie trwonić zasoby i energię na bezsensowną „redukcję CO²”.

Religia ratowania klimatu

Niestety, mądrzy ludzie niewiele mają w dzisiejszych do powiedzenia, a na religii „ratowania klimatu” zarabia się biliony dolarów i osiąga wielkie polityczne cele – więc potężne siły robią co mogą, by utrzymywać masy w stanie bezmyślnej histerii. Mniej więcej tak samo musiał działać w swych najlepszych czasach stalinowski „diamat” – coś niecoś można na ten temat znaleźć w dziełach i wspomnieniach dwudziestowiecznych intelektualistów. „Dialiekticzeskij materializm” (bo może nie wszyscy już dziś rozumieją użyty przeze mnie, niegdyś powszechnie znany skrót) odbierał wolę sprzeciwu i zabijał zdrowy rozsądek szantażem bezalternatywności. Takie są obiektywne prawa dziejów, udowodnione naukowo przez całe kopy wybitnych mózgów, od Marksa i Engelsa począwszy, że klasy próżniacze muszą zniknąć, komunizm zapanuje na całym świecie, i głupi, kto staje na drodze nieuniknionego Postępu.

Kolega opowiadał mi właśnie o jakimś spotkaniu, urządzonym pod patronatem Prezydenta RP, na temat unijnego planu zniszczenia i zniewolenia naszej części Europy pod pozorem „ratowania planety”, nazwanego „Fit for 55”. W spotkaniu uczestniczyła grupa ludzi znających się na rzeczy i grupa neokomsomolców z jakiejś „młodzieżowej rady klimatycznej” czy czegoś takiego. Neokomsomolcy opowiadali oczywiście z przejęciem swoje kocopały, że trzeba ratować planetę, i to nic specjalnego. Problemem było to, że, jak relacjonuje kolega, którego tam zaproszono, ludzie rozumiejący dobrze, jakie skutki przyniesie to „ratowanie planety” naszemu krajowi, i nie ukrywający tego, nie potrafili – ani jeden! – wyartykułować sprzeciwu wobec planów Komisji Europejskiej, a jedynie przebąkiwali, by jakoś starać się te skutki złagodzić.

"Ludzka twarz" czerwonej zarazy

Mnie przypomina ta opowieści o dawnych dysydentach, którzy wiedząc, że komunizm to zło, nie potrafili skrzesać w sobie myśli, że można by otwarcie powiedzieć mu „nie”. Jakoś tam naprawiać, łagodzić, dorabiać czerwonej zarazie „ludzką twarz” – ale tylko tyle. No bo przecież nie ma alternatywy, bo „kapitalizm to pułapka bez wyjścia”, bo obiektywne prawa historii…

"Nie lzia"

Władimir Wysoki opisał ich w genialnej i powszechnie znanej balladzie o polowaniu na wilki – nawet w obliczu śmierci, nawet pod lufami, głupie zwierzęta nie zdobędą się (poza jednym, i tylko ten obławę przeżyje) przekroczyć linii fladr, czerwonych szmat na sznurze, którymi zagrodzono drogę. Bo tak. „Nie lzia na fłaszki”, i koniec. Nauka udowodniła, że klimat się ociepla i że trzeba redukować emisję – „nie lzia” tego weryfikować.

„Nie lzia” – przepraszam, ale żadne tłumaczenie nie odda emocjonalnej mocy imperatywu niemyślenia, zawartego w tym rosyjskim zwrocie – zadawać najbardziej elementarnych, zdroworozsądkowych pytań, dlaczego redukowanie emisji dwutlenku węgla polegać ma nie, na przykład, na przejściu na energetykę jądrową – jedyną nie polegającą na spalaniu – tylko na rozmaitych zyskownych dla szalbierzy działaniach, które w istocie światową emisję CO² zwiększają. Na wodór, którego wytworzenie z ropy naftowej czy węgla powoduje większą emisję i daje mniej energii, niż gdyby spalić bezpośrednio przerabiany na wodór surowiec, na jakieś idiotyczne wiatraczki, fotowoltaikę i inne kretynizmy…

Żeby te zabawki i niezbędne do ich działania akumulatory (jako sposób magazynowania energii wciąż mimo postępów techniki żałośnie nieefektywne, w porównaniu z bańką benzyny) wyprodukować, zarzyna się niewolniczą pracą rzesze czarnych niewolników w Kongo i sąsiednich krajach, bo trzeba do tego ogromnej masy rzadkich surowców. Żeby te surowce przetworzyć, stawia się w Chinach i innych krajach Azji setki nowych elektrowni węglowych, jako że produkcja monokrzemów czy szczególnego rodzaju plastików na wiatraczki jest bardzo energochłonna. Wyprodukowane zaś i przewiezione na Zachód w działaniu powodują one przede wszystkim niestabilność krajowych sieci energetycznych, których stabilizowanie powoduje kolejne zwiększenie emisji. A na koniec, za dwadzieścia, trzydzieści lat nie będzie wiadomo co z tonami zużytych skorup i generatorów zrobić, bo są one absolutnie „niebiodegradowalne”.

Monstrualny, gargantuiczny idiotyzm, który obnażyć by potrafiło dziecko, byle nauczone zostało wcześniej logicznego myślenia. Ale tęgie mózgi, przerażone pokazywanymi im przez kupionych do tego celu naukowców wykresami, godzą się milcząco, że to tylko „wypaczenia”, bo tak czy owak, trzeba powtrzymać ocieplenie i ratować planetę przed katastrofą.

Zawsze mnie fascynowała ta hipnotyczna siła, wywierana na ludzi przez rozciągane im przed nosem czerwone fladry – i w końcu udało mi się sformułować algorytm, na którym się to wszystko opiera.

Skoro byli Państwo tak mili, by zapłacić za dostęp do strefy dorzeczy+ podzielę się z Państwem tym odkryciem.

Otóż wspomniany algorytm brzmi: Jeżeli z A wynika B, to C.

Na przykład: jeśli istnieje bieda, z powodu której ludzie cierpią, to trzeba się poddać Związkowi Radzieckiemu.

Czy Związek Radziecki zwalczył biedę u siebie? Bynajmniej! Tam dopiero bieda aż piszczała! Ale jakoś wielcy zachodni intelektualiści nie mieli wątpliwości, że tylko komunizm, tylko Związek Radziecki, bo „kapitalizm to pułapka bez wyjścia”.

Jeśli z pomiarów temperatury wynika, że klimat się ociepla, to trzeba nabijać kabzę koncernom, produkującym w celu zmniejszenia emisji CO² całkowicie bezużyteczne badziewie zwiększające tę emisję oraz wspierać dominację państw, które zwiększając ją u siebie, dławią i niszcząc państwa mniejsze aby zmniejszyć emisję u nich. I nie ma pytań. Nie lzia na fłaszki!                    Autor: Rafał A. Ziemkiewicz                                                                                                                                                                                                    Ps...Duda ratyfikował Fundusz odbudowy UE. Będziecie płacić za zieloną energię wszyscy.