Sprawa Iwulskiego wraca o Izby Dyscyplinarnej SN. W tle dziwna laurka dla byłego prezesa

Portal wPolityce.pl potwierdził, że sprawa zażalenia na  uchylenie immunitetu sędziego Józefa Iwulskiego została przekazana z sekretariatu I Prezes Sądu Najwyższego do Prezesa Izby Dyscyplinarnej. Tymczasem sam sędzia zakończył swoją kadencję na stanowisku Prezesa Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych. Za pracę podziękowano mu laurką, która pojawiła się na stronie internetowej Sądu. W nocie biograficznej nie ma ani słowa, że były już prezes Izby był w składzie, który w stanie wojennym skazał młodego robotnika za działalność niepodległościową i że służył w komunistycznej Wojskowej Służbie Wewnętrznej.                                                       1 stycznia 2021 roku Instytut Pamięci Narodowej Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Krakowie wniósł o uchylenie immunitetu sędziemu Józefowi Iwulskiemu, ówczesnemu Prezesowi Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych. Powód był prosty. Ustalono, że Iwulski orzekał w składzie, który w stanie wojennym skazał opozycjonistę.

Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Krakowie zamierza przedstawić sędziemu zarzuty o to, że w okresie stanu wojennego będąc sędzią Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego, orzekając w sposób dowolny, sprzeczny z dowodami zgromadzonymi w sprawie, skazał dwudziestojednoletniego pracownika przedsiębiorstwa PKS w Oświęcimiu na karę 3 lat pozbawienia wolności oraz 2 lat pozbawienia praw publicznych za nie zaniechanie działalności w związku zawodowym NSZZ „Solidarność”. Skazany przez sąd mężczyzna miał się tego dopuścić poprzez powielanie i kolportowanie ulotek, których treść zdaniem sądu, wzywała do strajku powszechnego i zamieszek oraz wyszydzała publicznie Polską Rzeczpospolitą Ludową czytamy w komunikacie Prokuratury Krajowej.

Uchwała i „zamrażarki”

2 lipca tego roku Izba Dyscyplinarna wydała uchwałę o uchyleniu Iwulskiemu immunitetu. Pełnomocnicy sędziego złożyli zażalenie, ale do jego rozpatrzenia nie doszło. Po kolejnych orzeczeniach TSUE, I Prezes SN, prof. Manowska „zamroziła” Izbę i zadecydowała w stosownym rozpatrzeniu, że część spraw zawisłych w Izbie trafi do jej sekretariatu.                                              

Tak stało się m.in. ze sprawą Iwulskiego. Sędziowie, z którymi rozmawialiśmy nie kryli oburzenia faktem, że sprawa Iwulskiego trafiła do „zamrażalki”, szczególnie, że wpłynęła ona jeszcze przed niedawnymi orzeczeniami TSUE, które w sposób jawny naruszały niezawisłość polskich sędziów, a nawet uderzały w polską suwerenność państwa oraz systemu prawa.

Wczoraj sprawa Iwulskiego trafiła jednak ponownie do Izby Dyscyplinarnej.

Pierwsza Prezes w dniu dzisiejszym zwróciła akta sprawy II DIZ 57/21  Prezesowi SN kierującemu pracami Izby Dyscyplinarnej wskazując, że do sprawy tej nie znajduje zastosowanie par.2 zarządzenia PPSN z 5 sierpnia 2021 nr 91/2021 ale par. 3 tego zarządzenia czytamy w informacji przekazanej nam przez sędziego prof. Aleksandra Stępkowskiego, Rzecznika SN.

Co zmienia ta decyzja? Niewiele. Oznacza ona, że z „zamrażarki” I Prezes SN sprawę Iwulskiego przeniesiono do „zamrażarki” Prezesa Izby Dyscyplinarnej. Ten powinien stosować bowiem par. 3 słynnego zarządzenia I Prezes SN z 5 sierpnia tego roku. Paragraf ten mówi o tym, że sprawy, które trafiły do ID SN do dnia wejścia w życie zarządzenia o de facto zamrożeniu Izby Dyscyplinarnej, powinny pozostać w sekretariacie jej prezesa.

 

Teraz sprawa będzie czekała do czasu obowiązywania zarządzenia sędzi prof. Manowskiej, czyli „nie dłużej” niż do 15 listopada. Co się stanie potem? Tego dziś nikt nie jest w stanie określić. Tu pojawia się pewien paradoks. „Mrożenie” sprawy zażalenia Iwulskiego może być odbierane, jako ograniczania mu prawa do sądu. Medialni obrońcy „kasty” sędziowskiej oraz zrewoltowani sędziowie mogliby podnieść podobny zarzut.

Sędzia się nie przejmuje

Pewnie dlatego sędzia Józef Iwulski nic nie robi sobie z faktu, że w lipcu uchylono mu immunitet i praktycznie odsunięto go od orzekania. Były sędzia stanu wojennego orzekał już po nieprawomocnej uchwale o odebraniu mu immunitetu bez najmniejszych przeszkód, pojawiał się na rozprawach i najwyraźniej nieszczególnie przejmuje się całą sprawą. Kilka dni temu Sąd Najwyższy podziękował mu za wierną służbę.

Prezesów kończących kadencję uroczyście pożegnała Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego dr hab. Małgorzata Manowska dziękując im za wieloletni trud kierowania pracą obu izb oraz za współpracę przy kierowaniu Sądem Najwyższym czytamy na stronie Sąd Najwyższego.

Znikająca notka i niewygodne fakty

Pod komunikatem znajdowała się nota biograficzna Józefa Iwulskiego, gdzie wymieniano jego osiągnięcia i prezentowano wieloletnią karierę. W notce znalazła się także chwalebna karta o jego kontaktach z opozycją demokratyczną w mrocznych czasach PRL, ale ani słowa o tym, że był on członkiem składu orzekającego, który skazał robotnika walczącego z reżimem komunistycznym. W notce brakuje też innych informacji, choćby tej, że Iwulski był w czasach PRL oficerem Wojskowej Służby Wewnętrznej.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                    

 
 

 
 

Pytania o życiorys

Opozycyjna legenda sędziego Iwulskiego została boleśnie zderzone z rzeczywistością. Sędzia Małgorzata Bednarek, przewodnicząca składu, który wydał uchwałę o uchylenie Iwulskiemu immunitetu, przeanalizowała fakty dotyczące jego życiorysu.

Sędzia J. I. od 23 stycznia 1978 r. był członkiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Z treści zgromadzonych w aktach osobowych sędziego J. I. (Józefa Iwulskiego - red.) opinii służbowych wynika, że miał on: „skrystalizowany pogląd ideologiczno polityczny”, a także, że „w okresie pełnienia służby na stanowisku sędziego wykazywał dobre przygotowanie praktyczne do wykonywania powierzonych czynności. Rzeczowo i wyczerpująco uzasadniał orzeczenia. Wysoce zdyscyplinowany i solidnie wykonujący obowiązki służbowe”.** W okresie stanu wojennego był – w stopniu podporucznika, a następnie porucznika – sędzią w Wojskowym Sądzie Garnizonowym w K. W życiorysach, które zostały składane w okresie od końca lat 70-tych do końca lat 80-tych sędzia J. I. opisywał swoją przynależność najpierw do Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej w szkole średniej, na studiach do Związku Studentów Polskich, a potem do Socjalistycznego 6 Związku Studentów Polskich. Następnie jak już zostało wskazane należał do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej czytamy w uzasadnieniu do uchwały ID SN.

A jak wygląda sprawa jego działalności w „Solidarności”?

Z życiorysu datowanego na 15 września 1989 r. (data jest przez Sąd wyróżniona albowiem w tym roku odbyły się 1 czerwca 1989 r. częściowo demokratyczne wybory i za przynależność do NSZZ „Solidarność” nie groziły żadne represje – wręcz odwrotnie) również nie wynika jego przynależność do NSZZ „Solidarność” PWS, wynika przy tym jego wcześniejsza przynależność do wskazanych wyżej organizacji jak ZMS, ZSP, SZSP i PZPR. Z żadnego dokumentu podpisanego, a znajdującego się w aktach osobowych SSN J. I., nie wynika jego przynależność do NSZZ „Solidarność” PWS, nawet z tych, które były składane po 1 czerwca 1989 r. Pierwsza wzmianka o przynależności SSN J. I. do NSZZ „Solidarność” PWS znajduje się na k. 32 akt osobowych w związku ze złożonym wnioskiem o powołanie go na Prezesa Sądu Najwyższego kierującego Izbą Pracy Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych w 2016 roku

Portal wPolityce.pl zapytał Sąd Najwyższy, czy treść notki biograficznej dotyczącej Józefa Iwulskiego był konsultowany z I Prezes Sądu Najwyższego. Próbowaliśmy też uzyskać informację, dlaczego w notce nie znalazły się informacje dotyczące służby sędziego w WSW. Na te pytania nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Co ciekawe, już po ich zadaniu przez naszą redakcję, ze strony Sądu Najwyższego zniknęła notka z biografią sędziego Józefa Iwulskiego.

Sprawa Józefa Iwulskiego wciąż budzi wiele komentarzy i wątpliwości w samym Sądzie Najwyższym. Nasi rozmówcy przekonują, że czują się upokorzeni faktem, że Iwulskiego żegnano z honorami i przygotowano mu swoistą laurkę. Inną sprawą jest niezawisłości kierownictwa samej Izby Dyscyplinarnej, która „zamroziła” sprawę Iwulskiego. Argumenty prof. Manowskiej zostały przedstawione w jej rozporządzeniach i komunikatach. Budzą one wątpliwości wielu sędziów i komentatorów, ale są one jasne. Niejasne jest fetowanie zakończenia jego kariery, niepełny i znikający ze strony internetowej SN życiorys oraz brak odwagi i konsekwencji Sądu Najwyższego. Można odnieść wrażenie, że osoba sędziego Józefa Iwulskiego znajduje się pod szczególną ochroną.                                                                                                                            https://wpolityce.pl/polityka/564642-sprawa-sedziego-iwulskiego-wraca-o-izby-dyscyplinarnej-sn                                                                                                                                                                                                                        Ps...Jak widać po przebiegu tej sprawy i laurkach na temat tej postaci kasta sędziowska ma się dobrze i nadzieja na to, że można wśród sędziów znaleźć uczciwą, odważną osobę była płonną. Gdyby ta zakłamana reforma sądów miała faktycznie na celu usunięcie komuszych złogów takich jak Iwulski, to mielibyście poparcie 75% wyborców, bo sprawa jest bezsporna. Woleliście inaczej. Żeście wybrali Manowską, to teraz macie. Wyroki wydawane przez takich „sędziów” powinny być uznane za nieważne - w szczególności te z kontekstem politycznym, społecznym.

Sąd Najwyższy to stajnia Augiasza, banda złoczyńców w togach ma za nic prawo. Śmieją się z sprawiedliwości. Kasta ma się bardzo dobrze i nie obawia się żadnych konsekwencji swojego mataczenia, kłamstw, uchylania się od wykonywania obowiązków. Manowska „dzielnie” chroni kastę tak by przetrwała okres rządów PiS i spokojnie weszła w nowy etap walki ideologicznej o Polaków. To efekt wspaniałych rozmów Premiera z KE, jego daru przekonywania co do naszych racji. Bo przecież po co nam reformy wymiaru sprawiedliwości? Żeby denerwować Niemców, KE czy nawet Departament Stanu? To wina, że sądów nie ruszono od 1989 roku i to tylko dzięki Dudzie, gdyby nie weto byłoby już po zawodach, 3/4 ich byłoby na bruku bez immunitetów i stanów spoczynku, a część za kratami.